Zarabiają na błędach banków

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2013-05-09 00:00

Firmy obiecują, że usuną negatywne informacje z BIK. Często się udaje. Będzie trudniej, jeśli bank dopełnił wszystkich obowiązków

Zaskakujące, jak niektóre zjawiska można sprawnie wykorzystać do stworzenia rentownego biznesu. Biuro Informacji Kredytowej (BIK), które przez 5 lat przechowuje historię kredytową, spędza sen z powiek tym, którym zdarzyły się jakiekolwiek problemy ze spłatą zobowiązań. Kto nie chciałby puścić w niepamięć podobnych informacji, szczególnie jeśli przekreślają mu one szanse na jakąkolwiek pożyczkę z banku. Dostrzegłszy taką potrzebę, na rynku szybko pojawiły się firmy, które obiecują, że „wyczyszczą rejestry”. Przekonują, że kilkaset złotych i wszystko, co złe, z bazy BIK znika.

FOT. RGB Stock
FOT. RGB Stock
None
None

Zła informacja przekreśla szanse

Z Biurami Informacji Gospodarczej jest łatwiej — wpis jest kasowany, kiedy zobowiązanie zostaje spłacone. Ale BIK, którego ideą jest tworzenie całościowej historii kredytowej klientów, może informacje o niezapłaconych albo spłaconych z opóźnieniem zobowiązaniach przechowywać nawet przez 5 lat. Banki, które podpisały umowę z biurem, regularnie przesyłają do niego dane na temat swoich klientów. BIK przede wszystkim stanowi skarbnicę wiedzy o osobach fizycznych, bo baza BIK Przedsiębiorca nie zdążyła się jeszcze dostatecznie rozwinąć (współpracuje z nią 12 banków, trzynasty już podpisał umowę). Nie powinien to być jednak powód do nadmiernej radości dla firm. Firmę tworzą ludzie i oni też interesują banki.

— Zanim bank zdecyduje się pożyczyć pieniądze firmie, sprawdza także jej przedstawicieli w BIK — przekonuje Adam Jabłonka, właściciel firmy Wymazbik.pl. Dlatego negatywna historia spłaty kredytów może się stać bardzo niewygodna. Tym bardziej że dla banku nie ma znaczenia, czy chodzi o 300 zł, które ktoś zapomniał zapłacić, czy o 300 tys. zł. Nieskażona historia daje nadzieję na finansowanie, a także lepszą jego cenę. Dlatego obietnice typu „wyczyścimy twój BIK” mogą budzić zainteresowanie. I budzą, bo podmioty oferujące takie usługi na brak klientów nie narzekają.

— Codziennie odbieramy kilkadziesiąt telefonów z pytaniem o usuwanie wpisów z rejestrów — zapewnia Dariusz Orzechowski, właściciel CzyszczenieBIK.pl.

Żerowanie na błędach

Zastanawiać może, w jaki sposób podobne podmioty usuwają informacje z BIK, których teoretycznie usunąć się nie da? — BIK samodzielnie nie modyfikuje ani nie usuwa danych przekazywanych przez instytucje finansowe. Jeśli w ocenie klienta należy wprowadzić korektę (np. jakaś informacja jest nieaktualna lub nieprawdziwa), wówczas należy zwrócić się do instytucji, która te dane do BIK przekazała — tłumaczy Agnieszka Marzec, radca prawny BIK.

A zatem — cała nadzieja w bankach. I na nich też skupiają się firmy „czyszczące” BIK. Pomysł jest bardzo prosty. Bank nie może przetwarzać danych klienta bez jego zgody. A więc „czyściciele” BIK w imieniu klienta wycofują jego zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez bank, a także BIK, a potem uprzejmie proszą, żeby wpis usunąć. To powinno wystarczyć. Co więcej — każdy może to zrobić samodzielnie. Za taką przyjemność firmy biorą kilkaset zł (np. Wymazbik.pl 500 zł, czyszczenieBIK.pl 500 zł, Centrum Ochrony Dłużnika 399 zł, Windykowani.pl 150-200 zł). To łatwizna, ale pomysł się sprawdzi w 100 proc. tylko w przypadku wpisów dotyczących opóźnień nieprzekraczających 60 dni. Przy dłuższych opóźnieniach sprawa jest trudniejsza, ponieważ prawo bankowe przewiduje wyjątki od reguły, że bank może przetwarzać dane klienta tylko za jego zgodą. Art. 105a mówi o możliwości przetwarzania danych również bez zgody klienta, o ile opóźnienie w spłacie przekroczyło 60 dni, a jednocześnie minęło 30 dni od momentu, kiedy bank poinformował klienta o zaległościach i o tym, że będzie przetwarzał z tego powodu jego dane. Firmy usuwające wpisy w BIK liczą więc na to, że bank zapomniał dopełnić swoich obowiązków i takiej informacji nie wysłał. —

Banki bardzo często o tym zapominają — mówi Adam Jabłonka. Jego zdaniem, nawet jeśli taka informacja została wysłana, są sposoby, żeby wpis usunąć. Oczywiście wszystkich wpisów usunąć się nie da. Ale w wielu przypadkach, również tych trudnych, udaje się. Głównym polem do popisu są błędy popełniane przez banki. Jeśli prawnik dobrze poszpera w przepisach, są duże szanse, że jakąś lukę czy niedopatrzenie znajdzie.

— Generalnie w walce o usunięcie wpisu w BIK staramy się udowodnić, że nie wszystkie przesłanki zostały spełnione, żeby ten wpis mógł istnieć — przekonuje Dariusz Orzechowski. Zdaniem Adama Jabłonki, nie jest to trudne, bo banki popełniają mnóstwo błędów. Często samo istnienie negatywnego wpisu w BIK wynika z błędu. Wtedy „czyściciele” mogą się uważać za bohaterów, którzy ratują z opresji uczciwego klienta, uwikłanego w jakieś nieporozumienie.

— A o to nietrudno. Wystarczy, że klient zmieni miejsce zamieszkania i grzecznie poinformuje o tym bank, któremu taka informacja gdzieś się zawieruszy, i dalej będzie słał przypomnienia o spłacie zobowiązania na stary adres. Zdarza się też, że klient zapłaci ratę, ale bank zaksięguje ją po 2-3 tygodniach, a więc grubo po terminie. I problem gotowy — mówi Adam Jabłonka.

Możliwość usunięcia wpisu zależy również od tego, z jakim bankiem mamy do czynienia. — Z niektórymi nawiązaliśmy na tyle dobrą współpracę, że idą nam na rękę przy usuwaniu negatywnych wpisów i poprawieniu sytuacji klienta — twierdzi Adam Jabłonka.

Uwaga na patologie

Usuwanie negatywnych wpisów w BIK zajmuje takim firmom kilka tygodni, do 3 miesięcy. Chyba że sprawy nie można rozwiązać polubownie i kończy się w sądzie. Wtedy można czekać dłużej. Koszty są niższe przy wpisach dotyczących opóźnień nie większych niż 60 dni (ok. 500 zł), ale trudniejsze sprawy kosztują już więcej, np. Wymazbik.pl proponuje 1500 zł za starania prawnika plus 500 zł od jednego wpisu, który dotyczy zobowiązań przeterminowanych więcej niż 60 dni. Prawnik musi wyjąć z BIK raport, ocenić sprawę i zdecydować, czy są szanse na usunięcie wpisu. Jeśli są — firma bierze pieniądze,a po nieudanej akcji część zapłaty zwraca. Podobnie CzyszczenieBIK.pl — usuwanie wpisów kosztuje 500 zł, a niepowodzenie powoduje całkowity zwrot tej kwoty. Żadnych pieniędzy nie zwraca np. Centrum Ochrony Dłużnika (COD). Pani Agnieszka (nazwiska nie podaje) z biura obsługi klienta COD zapewnia tylko, że firma zrobi wszystko, co w jej mocy, trzy razy podejdzie do negocjacji z wierzycielem, a jeśli się nie uda — to trudno. Co ciekawe, z BIK można usunąć nie tylko negatywne informacje, ale również… zapytania banków. Na scoring klienta w bazie BIK wpływa nie tylko historia kredytowa, ale również to, ile razy banki pytały o jego wiarygodność. Każde zapytanie obniża więc scoring.

— Często zdarza się, że klient po wizycie w kilku bankach traci możliwość wzięcia kredytu. Niektóre banki automatycznie odrzucają wniosek po danej liczbie zapytań — jednemu z nich wystarczą tylko cztery — mówi Adam Jabłonka. Rynek „czyszczenia” BIK nie jest wolny od patologii — mówią sami przedstawiciele tej branży. Niektóre podmioty np. zarabiają na wysyłaniu kilku pism do wierzyciela z prośbą o usunięcie wpisu, niezależnie od skutku tych działań.

— Często zgłaszają się do nas klienci, którzy przez takie firmy zostali oszukani — twierdzi Adam Jabłonka. Jak rozpoznać oszustów? — Podejrzenie powinny wzbudzić choćby brak gwarancji zwrotu zapłaty oraz sama wysokość zapłaty za usługę — niektóre podmioty wymagają kilku tysięcy albo nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych — mówi Dariusz Orzechowski. Wiele z nich idzie też po linii najmniejszego oporu i opiera swój biznes na usuwaniu wpisów nieprzeterminowych dłużej niż 60 dni, a te, jak wiemy, z powodzeniem można usunąć samodzielnie.

— Tylko zdarza się niestety, że indywidualne działania nie odnoszą skutku, i argumenty trafiają do banku dopiero interwencji takiej firmy jak nasza — twierdzi Adam Jabłonka.

OKIEM EKSPERTA

Niech zaprzestaną tych działań

AGNIESZKA MARZEC

radca prawny Biura Informacji Kredytowej

W iększość działań podejmowanych za pośrednictwem firm zajmujących się „czyszczeniem BIK” klient może zrobić osobiście. BIK udostępnia zainteresowanym raporty zawierające przetwarzane na ich temat dane. Nie trzeba korzystać w tym celu z pełnomocnictwa zewnętrznej firmy, która każe sobie płacić za usługi, polegające najczęściej na przygotowaniu pisma do banku lub SKOK z prośbą o wyjaśnienia dot. przetwarzanych przez BIK danych lub o restrukturyzację kredytu. Z powodzeniem z takim samym pismem klient mógłby się zwrócić samodzielnie, zamiast generować dodatkowe, zbędne koszty. Sama nazwa „czyszczenie BIK” to bardzo nieładne, żargonowe określenie, niemające w dodatku nic wspólnego z prawnymi możliwościami aktualizacji, korekty czy uzupełnienia danych przetwarzanych w BIK przez samego zainteresowanego. „Czyszczenie BIK” może budzić niewłaściwe skojarzenia o możliwości usunięcia z BIK „na żądanie” informacji o niespłaconych czy też spłaconych z opóźnieniem zobowiązaniach i doprowadzić do próby zafałszowania — w wielu wypadkach — istniejącej historii kredytowej. Tymczasem w tym zakresie obowiązują bezwzględne przepisy prawa. Zatem nakłaniałabym firmy, które posługują się takimi dwuznacznymi określeniami, do zaprzestania tych działań, gdyż mogą one wprowadzić w błąd wiele osób.

5 lat Tyle czasu BIK przechowuje historię kredytową klientów banków.

60 dni Jeśli opóźnienie w spłacie nie przekraczało takiego okresu, samodzielnie można wnioskować o usunięcie wpisu w BIK.