Zgodnie z prawem, maksymalnie 5 proc. wartości aktywów OFE może zostać ulokowane w zagranicznych papierach wartościowych.
Nowelizacja podstawowego aktu regulującego zasady funkcjonowania funduszy emerytalnych w Polsce stała się katalizatorem dla dość żywej dyskusji dotyczącej tego, czy 5-proc. limit jest aby wystarczający dla efektywnego zarządzania przyszłą bazą emerytalną. Dodatkowo poddawano publicznej ocenie fakt ograniczania swobody prowadzenia działalności inwestycyjnej, co mogłoby się obrócić przeciwko przyszłym emerytom z co najmniej dwóch powodów.
Urzędowy kłopot
Najważniejszy powód to administracyjne ograniczanie wielkości zysków, jakie mogłyby przynieść inwestycje zagraniczne, drugi — malejący free float polskiego rynku, co w sytuacji stałego napływu nowych aktywów do OFE mogłoby doprowadzić do oderwania cen akcji krajowych spółek od ich rzeczywistej wartości (swoista bańka spekulacyjna).
Wraz z nowelizacją ustawy pozostawiono dotychczasowy limit i dyskusji jakby nie było. Być może po części dlatego, że miała ona raczej „przyszłościowy” charakter.
Pod limitem
Z przebiegu dotychczasowych inwestycji funduszy emerytalnych wynika bowiem, że udział papierów wartościowych denominowanych w walutach obcych historycznie nie przekroczył nawet połowy dopuszczalnego limitu, a na inwestycje za granicą zdecydowało się zaledwie kilku zarządzających, z reguły z funduszy o największych aktywach. Obecnie wartość zagranicznych inwestycji OFE przekroczyła 1,4 mld zł i utrzymuje się mniej więcej w stałej relacji (około 2 proc.) w stosunku do wartości ich aktywów. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy przeważającą część zagranicznych inwestycji stanowiły depozyty w bankach zagranicznych oraz zagraniczne papiery dłużne, z reguły — nieskarbowe. Udział akcji w zagranicznych inwestycjach funduszy emerytalnych nie przekraczał 35-45 proc., stanowiąc około 0,8 proc. wartości całkowitych aktywów.
Giełda barierą i pomocą
Niewątpliwie można wskazać kilka przyczyn nieobecności tematu limitu dla zagranicznych inwestycji funduszy emerytalnych. Od momentu nowelizacji ustawy diametralnie zmienił się obraz polskiej giełdy. Niebywałe ożywienie rynku pierwotnego, z zakończonymi lub zapowiedzianymi ofertami takich spółek jak PKO BP, Lotos, PGNiG czy PZU, niewątpliwie oddalają widmo duszenia się funduszy na rodzimym rynku akcji. Ponadto pojawiły się na warszawskim parkiecie akcje kilku zagranicznych spółek, których zakup na GPW w myśl przepisów nie jest inwestycją zagraniczną. Tym samym inaczej, z punktu widzenia tego limitu, traktuje się akcje spółki MOL zakupione na giełdzie w Budapeszcie, a inaczej akcje tej samej spółki kupione na giełdzie w Warszawie.
Polak potrafi
Mówiąc o zagranicznych inwestycjach w kontekście limitu lokowania środków przez fundusze emerytalne, warto pamiętać o tym, że jak każde ograniczenie również to można dość łatwo obejść. Na przykład inwestując w jednostki lub certyfikaty krajowego funduszu inwestycyjnego lokującego zebrane przez siebie aktywa w instrumenty denominowane w innych walutach. Można też nabywać akcje spółki, której statutowa działalność polega na inwestowaniu własnego kapitału na zagranicznych rynkach. Przecież o tym, że Polak potrafi przekonaliśmy się już niejednokrotnie. Również na rynku kapitałowym.
Tomasz Publicewicz, Analizy Online