Zarobimy w tym roku na czysto 1,2 mld zł

Beata Tomaszkiewicz
opublikowano: 2002-04-04 00:00

Henryki Pieronkiewicz, prezesa PKO BP, nie paraliżuje możliwość utraty stanowiska. Restrukturyzacja banku trwa, czynione są też wstępne przygotowania do wejścia banku na giełdę i budowy — wspólnej z Bankiem Gospodarstwa Krajowego — instytucji hipotecznej. W 2002 r. PKO BP ma udowodnić, że jest w stanie samodzielnie zarobić netto 1,2 mld zł.

„PB”: Czy zarząd PKO BP może czuć się bezpiecznie?

Henryka Pieronkiewicz: Zarząd, a w szczególności jego prezes, muszą mieć świadomość, że są tylko menedżerami wynajętymi do zrealizowania określonych zadań. Nadrzędnym zaś ich celem jest zwiększanie wartości spółki. Staramy się to realizować.

Wartość spółki rośnie, bo PKO BP wypracowuje coraz wyższe zyski i obniża koszty, a tymczasem właściciel ogląda się za nowymi kandydatami na Pani miejsce...

— Nie jestem sparaliżowana obawą, że mogę stracić posadę. Tak jak powiedziałam — zawsze staram się koncentrować na postawionych przede mną zadaniach.

Jaki bank Pani buduje od początku swojej kadencji?

— Chciałabym wykorzystać pozycję PKO BP jako lidera na rynku detalicznym, wzmocnić jednocześnie pozycję banku na rynku klientów korporacyjnych. Będziemy poszerzać współpracę z małymi i średnimi przedsiębiorstwami oraz samorządami terytorialnymi.

Jak wygląda struktura przychodów PKO BP?

— Najważniejszymi naszymi klientami są osoby fizyczne oraz małe i średnie firmy. Przychody od tej grupy klientów stanowią 80 proc. Pozostałe 20 proc. przynosi nam obsługa korporacji oraz gmin.

Czy są to właściwe proporcje w świetle realizowanej strategii?

— Mogą być lepsze. Dlatego do 2005 r. chcielibyśmy co najmniej 30 proc. zysku osiągać z obsługi korporacji i samorządów.

Bank jest w trakcie wdrażania programu naprawczego. Czy może Pani pokusić się o podsumowanie tego, co już udało się wyprowadzić na prostą, oraz przedstawienie zadań, których dopiero zamierzacie się podjąć?

— Wdrożony przez bank program naprawczy potraktowaliśmy jako podstawę do głębokiej restrukturyzacji banku. Sam program wytyczał jedynie cele minimum. Tak naprawdę chodziło o to, by sprawdzić, czy nasza instytucja jest zdolna do samodzielnego wypracowywania zysków. Dalszy rozwój banku, a przede wszystkim wzmocnienie jego pozycji na rynku, zakłada strategia PKO BP do 2005 r. I musimy w tym okresie dowieść, że bank potrafi nie tylko generować godziwe zyski, ale jednocześnie jest w stanie utrzymać wysokie tempo rozwoju.

Wiesław Kaczmarek, szef resortu skarbu, zapowiedział, że bank może trafić na GPW już w przyszłym roku. Czy zdążycie zakończyć do tego czasu restrukturyzację?

— To odpowiedni moment. Jedna trzecia z 1,6 mld zł wypracowanego w ubiegłym roku zysku netto pochodzi z pomocy zewnętrznej. W tym roku PKO BP chce udowodnić, że jest w stanie samodzielnie zarobić 1,2 mld zł. Przygotowanie tej wielkości spółki do upublicznienia zajmie kilka miesięcy, dlatego w tym roku mogłoby po prostu zabraknąć czasu. Ponadto zyskujemy czas na rozwój spółki, wdrożenie nowych produktów oraz umocnienie pozycji.

Na ile ta wizja banku, którą właśnie Pani przedstawiła, jest zbieżna z koncepcją obecnego właściciela?

— Jest wiele punktów wspólnych. O ile dobrze zrozumiałam, minister skarbu oczekuje od PKO BP, że będzie on specjalizował się w obsłudze sektora MiSP oraz finansowaniu rynku mieszkaniowego. Warto więc chyba podkreślić, że obecnie mamy około 20 proc. rynku MiSP i z roku na rok odnotowujemy coraz większą dynamikę wzrostu tego udziału.

PKO BP zdobył także około jednej trzeciej rynku finansowania budownictwa mieszkaniowego i podobno zamierza budować bank hipoteczny.

— Tylko bank hipoteczny może emitować listy zastawne, a jest to potężne źródło pieniędzy na finansowanie budownictwa. Dlatego zamierzamy go otworzyć. Zrobimy to we współpracy z BGK na bazie licencji Bud-Banku.

Jaki będzie wkład każdej ze stron?

— Trzy czwarte kapitału wniesie PKO BP.

Kiedy wystartuje bank hipoteczny?

— Sądzę, że rozpocznie działalność w pierwszym kwartale przyszłego roku. Na razie ten rynek dopiero raczkuje, w budownictwie mieszkaniowym panuje zastój. Dlatego zbytnio się nie spieszymy. Nie chcemy niepotrzebnie zamrażać kapitału.

Jakie korzyści przyniosłoby połączenia PKO BP z Bankiem Pocztowym — to kolejny element planów MSP.

— Jakiekolwiek skojarzenie PKO BP z Bankiem Pocztowym ma sens tylko wtedy, gdy partnerem jest Poczta Polska z ogromną liczbą placówek. Wówczas możliwe byłoby przeniesienie całego ciężaru rozliczeń typu giro na sieć pocztową. Wielu klientów PKO BP dokonuje tych operacji w okienkach bankowych. Rezultatem są kolejki w naszych oddziałach i utrudnione dotarcie do klienta z bardziej wyspecjalizowaną ofertą. Ale to jest moja wizja i mam świadomość, że decyzje w tej sprawie podejmie MSP.

W jakiej formule, Pani zdaniem, miałby funkcjonować taki podmiot?

— Jako osobna spółka, zależna od PKO BP i Poczty Polskiej.

Jakich zamierzeń nie udało się Pani zrealizować?

— Cele, jakie przyjęłam na ostatnie dwa lata, udało się osiągnąć. Jedyna rzecz, która się nie powiodła, to zbudowanie centralnego systemu informatycznego. Wciąż nie mamy podpisanej umowy na dostawę zintegrowanego systemu. Negocjacje już się jednak kończą. Odroczenie w podpisaniu kontraktu pozwoliło nam na zajęcie lepszej pozycji w rozmowach z firmą Alltel i dzięki temu zaoszczędzimy dużo pieniędzy.

Ile będzie kosztował system?

— Licząc razem z wdrożeniem nie powinniśmy zapłacić więcej niż 70 mln USD. Cała informatyzacja banku potrwa około 5 lat i będzie kosztować do 600 mln zł.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface