Zarządy nie muszą pakować walizek

Łukasz Ruciński
opublikowano: 2001-11-26 00:00

Choć nowy rząd zadeklarował zerwanie z praktyką TKM, zmiany w zarządach spółek, których akcjonariuszem jest SP, są nieuchronne. Są jednak sposoby na to, by pracy nie stracić.

Klasyczny podręcznik na ten temat napisał były prezes PZU Życie Grzegorz Wieczerzak.

— To były proste sztuczki, ale skuteczne — mówi Józef Palinka z kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka.

Trick polega na niedopuszczeniu do zwołania NWZA nawet w spółkach, w których kompetencje do odwołania zarządu ma rada nadzorcza, członków RN powołuje właśnie WZA.

Zarząd spółki będzie zatem starał się sabotować zwołanie NWZA. Może na przykład wyznaczyć bardzo odległą datę. Akcjonariuszy, którzy chcieliby odwołać się od tej decyzji, czeka długa przeprawa w opieszałych polskich sądach.

— Zanim cała procedura zostanie wyczerpana, często nadchodzi termin zwyczajnego WZA — zauważa Radosław Drozda z kancelarii T. Górski & J. Jawdosiuk.

To jednak nie wszystko. Niezbędnym warunkiem zwołania NWZA jest opublikowanie ogłoszenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Dobry prawnik zawsze znajdzie jakiś błąd czy nieścisłość, która pozwoli podważyć prawidłowość ogłoszenia. Tak było w przypadku PZU Życie, kiedy zakwestionowano podaną w Monitorze nazwę spółki.

Nawet gdy dojdzie już do zwołania WZA, nie wszystko jeszcze stracone. Zgromadzenie otwiera bowiem przewodniczący rady nadzorczej albo jego zastępca, a w razie ich nieobecności — prezes zarządu. Jeśli osoby te dojdą do porozumienia, nie będzie komu otworzyć obrad. Choć WZA i tak się odbędzie, członkowie zarządu uzyskają pretekst, by odmówić mu ważności i wnieść sprawę do sądu.

Z pewnością przegrają, ale zanim sąd wyda orzeczenie, upłynie wiele miesięcy, w czasie których stary zarząd będzie uzurpował sobie prawo do prowadzenia spraw i reprezentowania spółki.