Zarządzający łączą siły z biznesem

Jagoda Fryc
opublikowano: 2015-09-07 22:00

Drozdowski z Brzoską, a Witkowski z Libickim — to związki połączone miłością do inwestycji i oparte na wzajemnym zaufaniu. Ich dziećmi będą… fundusze

Rafał Brzoska, główny akcjonariusz Integera.pl, i Adam Drozdowski, jeden z bardziej rozpoznawalnych zarządzających w Polsce, zakładają razem TFI. Podobną unię personalną zawiązali Grzegorz Witkowski, były członek zarządu Trigona, i Dominiki Libicki, który jeszcze rok temu kierował Cyfrowym Polsatem. I choć „małżeństwa” finansistów z biznesmenami nie są nad Wisłą zupełnym novum, to też nie zdarzają się zbyt często. A szkoda, bo korzyści z takich związków są nie do przecenienia. Zaczyna się od łączenia doświadczeń, poprzez wykorzystywanie wspólnych kontaktów, a kończy na dostępie do grubych milionów. Droga do sukcesu jest więc mniej wyboista i zdecydowanie krótsza niż u rywali.

Po nitce do kłębka

Pod koniec sierpnia do Krajowego Rejestru Sądowego wpisana została spółka o nazwie Invalue Investments, a jej założycielami jest Adam Drozdowski oraz firma A&RInvestments Limited z siedzibą na Malcie. Poprzez tę maltańską spółkę swój 30-procentowy pakiet akcji Integera.pl kontroluje Rafał Brzoska, podbijający paczkomatami rodzimy i zagraniczne rynki.

— Adama Drozdowskiego poznałem, bo jako zarządzający inwestował w akcje Integera. Bardzo wysoko ceniłem jego kompetencje — zawsze wiedział, kiedy kupić, a kiedy sprzedać. Dlatego, gdy dowiedziałem się, że „idzie na swoje”, zdzwoniliśmy się i postanowiłem zaangażować się w ten projekt. Nie będę tylko udziałowcem— mam zamiar wspierać Invalue Investments biznesowo i merytorycznie, powierzę też własne pieniądze funduszowi. Adam jest jednym z najlepszych zarządzających na rynku, więc to dla mnie ciekawa i perspektywiczna inwestycja — przyznaje Rafał Brzoska.

Jeszcze trochę wozdy musi upłynąć, zanim Invalue Investments rozpocznie działalność, bo do tego potrzeba zgody regulatora rynku, a proces uzyskiwania licencji potrwać może nawet kilkanaście miesięcy. Adam Drozdowski jednak nie próżnuje. Rozpoczął właśnie emisję certyfikatów autorskiego funduszu Invalue FIZ, który znalazł tymczasowe schronienie pod dachem zaprzyjaźnionego Opti TFI. Do inwestycji zaproszeni zostali inwestorzy z grubym portfelem, bo minimalna kwota wpłaty to około 200 tys. zł. Strategia funduszu opiera się na tym, na czym Adam Drozdowski zna się najlepiej, czyli na selekcji.

— Portfel składający się z trzydziestu spółek jest tak samo zdywersyfikowany jak portfel zawierający kilkadziesiąt czy nawet kilkaset papierów. Sukces tkwi we właściwym doborze walorów opartym na analizie fundamentalnej — twierdzi Adam Drozdowski.

Miliony w portfelu

Pod koniec 2014 r. Dominik Libicki opuścił Cyfrowy Polsat, po czym słuch o nim zaginął. Dziś wraca jako udziałowiec i członek rady nadzorczej Insignis TFI — tak przynajmniej wynika z KRS, gdzie spółka została zarejestrowana w maju tego roku. Jego wspólnikiem, ale też pomysłodawcą i prezesem nowo utworzonej spółki, jest Grzegorz Witkowski, były członek zarządu Trigon TFI, który w czerwcu przeprowadził pierwszą emisję certyfikatów autorskiego funduszu o nazwie… Insignis FIZ. Można się więc domyślać, że jak tylko KNF udzieli licencji na działalność towarzystwu, to fundusz zostanie przeniesiony pod jego skrzydła. Na razie jest pod dachem Trigona, który po starej znajomości udzielił infrastruktury prawnej i operacyjnej, niezbędnej do zarządzania aktywami. Dziś w portfelu funduszu jest prawie 70 mln zł, co najlepiej obrazuje potencjał mariażu finansisty z biznesmenem. Grzegorz Witkowski skusił zamożnych inwestorów strategią absolutnej stopy zwrotu, która dzięki swojej neutralności rynkowej ma zarabiać w każdych warunkach. Na razie obietnicy dotrzymuje, bo gdy w sierpniu przez światowe giełdy przelała się fala spadków, wywołana obawami o kondycję chińskiej gospodarki, Insignis FIZ wypracował 2 proc. zysku. W tym czasie 90 proc. funduszy dostępnych na krajowym rynku znalazło się pod kreską.

— Fundusz stosuje strategię long/short, która polega na równoczesnym zajmowaniu długiej pozycji w akcjach i zabezpieczaniu jej krótką sprzedażą, dzięki temu może zarabiać bez względu na koniunkturę — tłumaczy Grzegorz Witkowski.

Od Wikany po Dudę

Współpraca zarządzających z biznesmenami w przeszłości już się zdarzała, ale miała nieco inny wymiar. Z usług powierników korzystali nie tylko Zygmunt Solorz-Żak czy Zbigniew Jakubas, ale również spółki giełdowe i zamożne rodziny. I tak, Zbigniew Bojanowicz do funduszu zamkniętego aktywów niepublicznych w Ipopemie włożył firmę Zbyszko Company. Grzegorz Stulgis swój pakiet akcji Alumetalu także trzyma w funduszu Ipopemy. Wikana utworzyła „portfel” w Copernicusie, Echo Investment, Comarch i Gant skorzystały z oferty Forum TFI, a rodzina Dudów (akcjonariusze PKM Duda) stworzyła własne „fizanowe” TFI o nazwie Opoka. Celem nie było jednak zarabianie na funduszowym biznesie, lecz optymalizacja podatkowa, sukcesja majątku oraz czerpanie z wielu innych zalet tzw. produktów szytych na miarę. Dane o takich funduszach nie są upubliczniane, dostęp do nich zarezerwowany jest dla konkretnego inwestora, a informacje o tym, kto jest właścicielem danego wehikułu, są pilnie strzeżone.

 

OKIEM EKSPERTA
Kontakty są bezcenne

MICHAŁ DUNIEC, prezes firmy Analizy Online

Na naszym rynku było już kilka inicjatyw wyrosłych ze złączenia sił biznesmenów i zarządzających, zatem logika jest znana. Ludzie biznesu i zarządzający łączą siły, gdy mają wspólny cel lub korzyść. Na razie żadna z poprzednich inicjatyw nie była skierowana do inwestorów detalicznych lub do tych o mniej zasobnych portfelach. Tym razem może być podobnie. W przypadku takiej współpracy atutem zarządzającego jest know-how, natomiast ludzie biznesu wnoszą pieniądze nie tylko poprzez wejście do akcjonariatu, ale często lokując prywatne aktywa w samych funduszach. Na dłuższą metę najcenniejszym aktywem mogą okazać się natomiast kontakty. W takim biznesie filarem jest zaufanie. Obie strony muszą na nie pracować latami. Relacje powstają „w boju”, czyli w ramach obowiązków związanych z zarządzaniem funduszami, kiedy zarządzający spotykają się z władzami spółek. Z tego względu pojawiające się inicjatywy nie są przypadkowe. Idąc krok dalej, uważam, że medialne fakty, na podstawie których próbuje się oceniać pomysły na nowe TFI, mogą być wyselekcjonowane, aby zawczasu nie ujawniać docelowej koncepcji biznesowej.

OKIEM EKSPERTA
Kontakty są bezcenne

MICHAŁ DUNIEC, prezes firmy Analizy Online

Na naszym rynku było już kilka inicjatyw wyrosłych ze złączenia sił biznesmenów i zarządzających, zatem logika jest znana. Ludzie biznesu i zarządzający łączą siły, gdy mają wspólny cel lub korzyść. Na razie żadna z poprzednich inicjatyw nie była skierowana do inwestorów detalicznych lub do tych o mniej zasobnych portfelach. Tym razem może być podobnie. W przypadku takiej współpracy atutem zarządzającego jest know-how, natomiast ludzie biznesu wnoszą pieniądze nie tylko poprzez wejście do akcjonariatu, ale często lokując prywatne aktywa w samych funduszach. Na dłuższą metę najcenniejszym aktywem mogą okazać się natomiast kontakty. W takim biznesie filarem jest zaufanie. Obie strony muszą na nie pracować latami. Relacje powstają „w boju”, czyli w ramach obowiązków związanych z zarządzaniem funduszami, kiedy zarządzający spotykają się z władzami spółek. Z tego względu pojawiające się inicjatywy nie są przypadkowe. Idąc krok dalej, uważam, że medialne fakty, na podstawie których próbuje się oceniać pomysły na nowe TFI, mogą być wyselekcjonowane, aby zawczasu nie ujawniać docelowej koncepcji biznesowej.