Zarządzanie systemowe w Polsce ciągle kuleje

Dorota Kaczyńska
opublikowano: 2005-04-29 00:00

Szybkie tempo rozwoju certyfikacji w Polsce wcale nie przybliża nas do europejskich standardów.

Budowanie w polskich organizacjach zarządzania systemowego często odbywa się bez odpowiedniego przygotowania i niezbędnej wiedzy. Firmy, szczególnie mniejsze, zazwyczaj certyfikują systemy pod wpływem impulsu wywołanego naciskiem klienta czy rynkową modą.

Takie podejście w wielu przypadkach prowadzi raczej do stworzenia hybrydy żyjącej, gdzieś obok organizacji niż systemu spójnego z zarządzaniem strategicznym firmy. Gorzej, jeśli jest on obligatoryjny z punktu widzenia prawa. Do takich należy np. wewnętrzny system kontroli (WSK), zbudowany na podstawie normy ISO 9001:2000, a upoważniający do oznaczania wyrobów symbolem CE. Jego brak bądź zastosowanie znaku CE niezgodnie z dyrektywami pociąga za sobą konsekwencje prawne.

Inny system, którego wdrożenie sankcjonuje polskie ustawodawstwo, to HACCP.

Kolekcjonerzy ISO

Wiedza polskich menedżerów o zarządzaniu systemowym pozostawia niestety wiele do życzenia.

— Poddajemy się modzie. Bez zrozumienia podchodzimy do zagadnień związanych z HACCP, ISO 9001, ISO 14001 itd. Systemy budowane w firmach z ich wykorzystaniem często mają charakter gadżetów i sprowadzają się do dyplomów wiszących na ścianach dyrektorskich gabinetów. Nie stanowią zaś przemyślanych elementów zarządzania — mówi Jacek Łuczak, szef Quality Progress.

Polskie firmy dość nietypowo traktują również istotę standardów jakości.

— W państwach o dojrzalszych gospodarkach nie eksponuje się samego posiadania certyfikatów, ponieważ są one zaledwie dopełnieniem kompleksowych systemów zarządzania firmami. Często wdraża się je niejako przy okazji, ponieważ celem są nie certyfikaty, ale doskonalenie skuteczności i efektywności zarządzania — opowiada Jacek Łuczak.

W kręgu prawa

Jeśli chodzi o systemy obligatoryjne, dotychczas około 200 polskich firm zdobyło certyfikat WSK. Jak przyznaje Piotr Nowak z Polskiego Centrum Badań i Certyfikacji, stosowanie się do zasad WSK to jednak marginalny problem, gdyż dotyczy wąskiej grupy przedsiębiorstw — eksporterów towarów podwójnego zastosowania.

Więcej kłopotów przysporzyło natomiast polskim firmom oznakowanie CE, a właściwie identyfikacja wyrobów z dyrektywami nowego podejścia. Dotyczy to produktów wprowadzonych do obrotu po 1 maja 2004 r.

Podczas badań prowadzonych przez pierwszych 6 miesięcy naszej obecności w UE, podejrzenia co do zgodności z wymaganiami dyrektyw wzbudziło 700 produktów na prawie 9 tys. kontrolowanych.

Największą grupę wyrobów, wśród których wykryto niezgodności, stanowią urządzenia elektryczne, maszyny, opakowania, chłodziarki i zamrażarki domowe i sprzęt ochrony indywidualnej.

Iwo Jakubowski, prezes Urzędu Dozoru Technicznego, twierdzi, że przedsiębiorcy i menedżerowie, głównie z małych firm, wciąż nie rozumieją istoty działalności certyfikacyjnej i oceny zgodności.