Zasady domina

Jacek Zalewski
opublikowano: 31-01-2007, 00:00

Wczoraj w Brukseli na posiedzeniu Komisji Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności Parlamentu Europejskiego (PE) posłowie z Polski oraz państw skandynawskich i bałtyckich przegrali 22:39 wojnę o zastrzeżenie nazwy „wódka” dla alkoholu produkowanego tylko ze zboża i ziemniaków, ewentualnie z buraczanej melasy. Niestety, owa zawężona definicja przegrała z szeroką, umożliwiającą tytułowanie wódką każdego zajzajeru, choćby z bananów. I tak oto Południe odegrało się na Północy, chociaż to nie ten kontynent i nie ta wojna… Zdanie komisji na pewno zatwierdzi cały PE, a na forum Rady UE nie uda się nowej definicji zablokować.

Wobec wiadomości mającej tak bezpośrednie przełożenie na sytuację polskich producentów jakże miałkie wydają się europarlamentarne rozgrywki, rozpalające nasz światek polityczny kilkanaście dni temu. Na dzisiejszej sesji plenarnej PE wreszcie zostanie sfinalizowana obsada kierownictw komisji. Przypomnijmy, że ze skomplikowanego systemu decyzyjnego wyszło, iż to ekipa Platformy Obywatelskiej w największej eurofrakcji PPE-DE (Europejskiej Partii Ludowej/Chadeckiej i Europejskich Demokratów) ma pierwszeństwo w wyborze szefostwa dowolnej komisji. Gdy już się wydawało, że automatycznie przedłużony zostanie mandat Janusza Lewandowskiego w Komisji Budżetu — dotychczasowy wiceprzewodniczący PE Jacek Saryusz-Wolski zachorował na kierowanie Komisją Spraw Zagranicznych.

Po trwającym wiele dni zgiełku władze PO postawiły w końcu na Saryusza-Wolskiego, który wyślizgał z fotela poważanego Elmara Broka z niemieckiej CDU. Kanclerz Angela Merkel już opłakała los partyjnego kolegi, podkreśliła, że to ona sprawuje prezydencję Unii Europejskiej i ucieszyła się z przechwycenia Komisji Budżetu przez innego niemieckiego chadeka, Reimera Böge. Januszowi Lewandowskiemu na pociechę zostaje wiceprzewodnictwo, ale w PE przewodniczący komisji ma wpływ na bieg spraw nieporównywalnie większy niż —powiedzmy — w Sejmie. I w taki oto sposób Polak staje na czele komisji, powszechnie zwanej na korytarzach w Brukseli i Strasburgu „bla, bla committe” ze względu na brak jej kompetencji, natomiast komisja decydująca o budżecie UE przechodzi do rąk reprezentanta… największego płatnika netto!

Ale taka zwyczajna „zamiana siekierki na kijek” nie wyczerpuje tematu. System partyjno-państwowych parytetów w PE uruchomił reakcję łańcuchową, po prostu posypało się domino. Na przykład Komisją Przemysłu, Badań Naukowych i Energii dotychczas kierował brytyjski konserwatysta Giles Chichester, zdecydowany przeciwnik nadmiernej regulacji w gospodarce — a teraz trafia ona do Angeliki Niebler z bawarskiej CSU, lubującej się w nadregulacjach, co rychło odczujemy w nowych dyrektywach. Poza tym to ta komisja, a nie zagraniczna, zajmuje się bezpieczeństwem energetycznym. Z kolei Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi przewodził Francuz Joseph Daul z UMP (partii Nicolasa Sarkozy’ego), mocno trzymający sztamę z rolnymi interesami Polski — a teraz przechodzi ona do… Anglika Neila Parisha, który oczywiście ma jak najgorsze zdanie o wspólnej polityce rolnej UE.

Te przykłady dowodzą, jak subtelne polityczno-personalne rozgrywki toczą się w gmachach Parlamentu Europejskiego i jak poruszanie się w tym składzie porcelany równie niezgrabnego co tępego słonia — a tak wypada ocenić bezprecedensowy nacisk PiS na kadrową decyzję PO — odbija się negatywnie na gospodarczych interesach Polski.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane