Zasady ładu są już po korekcie

Sebastian Gawłowski
opublikowano: 2004-11-25 00:00

Kodeks dobrych praktyk doczekał się poprawek. Zmiany są na rękę spółkom.

Przy wprowadzaniu zasad ładu korporacyjnego najwięcej pytań i wątpliwości spółek wywołały te dotyczące niezależnych członków rady nadzorczej (RN) i wyboru firmy audytorskiej. Dotychczas 86 spółek notowanych na GPW wypełnia wszystkie zasady dobrych praktyk, z wyjątkiem słynnego już punktu numer 20 (niezależni członkowie RN), która była odrzucana. Z kolei zasada nr 42 o wyborze audytora była przyjmowana z zastrzeżeniami. Komitet dobrych praktyk pod egidą GPW wprowadził zmiany, które bardziej odpowiadają giełdowej codzienności i mają ułatwić zaakceptowanie kontrowersyjnych zasad.

Dwóch niezależnych

Zasada dotycząca niezależnych członków rady nadzorczej mówiła, że każda spółka powinna mieć ich co najmniej pięciu. Firmy posiadające inwestora strategicznego nie chciały na to przystać, gdyż uważały, że ogranicza to kontrolę głównego akcjonariusza.

— Obecnie spółki, gdzie jeden inwestor posiada ponad 50 proc. głosów, powinny mieć przynajmniej dwóch niezależnych członków — mówi prof. Grzegorz Domański, przewodniczący Komitetu.

Dodatkowo spółki nie wiedziały, co to znaczy niezależny.

— Dodaliśmy definicję niezależności stosowaną w UE. Chodzi o to, że inwestor ma prawo wybrać kogoś, ale nie kogoś, z kim jest w bezpośrednich relacjach, np. rodzinnych czy finansowych — wyjaśnia Krzysztof Lis, prezes Polskiego Instytutu Dyrektorów (PID).

Bez ram czasowych

Kontrowersje wywołały zapisy o wyborze i zmianie audytora.

— Nie może być tak że zarząd, który ma być oceniany przez audytora, wybiera firmę, która sprawdzi sprawozdanie. Dlatego wprowadzono zapis o tworzeniu komitetu audytu z członków RN i to on powinien mieć decydujący głos — dodaje prezes PID.

Zniesiono również ramy czasowe zmiany firmy audytorskiej.

— Za to przynajmniej co pięć lat powinno zmienić się chociaż osobę audytora. Oczekujemy tego szczególnie od mniejszych spółek, których badanie jest znacznie łatwiejsze niż wielkich holdingów — zaznacza Krzysztof Lis.