Zboża posmakowały spadku

Wiatr zawiał w oczy producentom zbóż, ale przed nimi jeszcze sukcesy, bo i spore pole do poprawy.

Gdy Polska stawała się po raz pierwszy znaczącym eksporterem netto zbóż w 2012 r., kreślono przed branżą duże perspektywy i rzeczywiście w kolejnych latach umacniała pozycję. Na większą skalę ruszył eksport na rynki afrykańskie — do Egiptu, Maroka, Kenii i Sudanu, a rolnicy przyznawali, że udało im się wykorzystać problemy innych producentów, m.in. francuskich i ukraińskich, i szturmem wejść, zwiększając sprzedaż m.in. do Egiptu z niecałych 100 mln zł w 2014 r. do prawie 540 mln zł w 2015 r.

W tym roku liczby nie wyglądają tak różowo. Po pierwszych sześciu miesiącach jest 22-procentowy spadek — do 2,69 mln t z 3,42 mln, a pod względem wartości wynik jest jeszcze gorszy — spadek jest 27-procentowy, do 488 mln EUR — podał BGŻ BNP Paribas, powołując się na dane Ministerstwa Finansów.

Cena i plonowanie

— Zeszłoroczny wynik był wyjątkowo dobry dzięki wysokim zbiorom jeszcze z 2014 r., ale potem przyszła susza i zboże gorszej jakości, czego efektem jest spadek w pierwszym półroczu. Ponadto u głównych importerów, na przykład krajów afrykańskich, zbiory były relatywnie dobre, więc eksport był niższy — mówi Marta Skrzypczyk, koordynator analityków agrobiznesu w BZ WBK.

Obecne prognozy GUS wskazują, że tegoroczne zbiory w Polsce będą wyższe niż rok wcześniej o 5 proc. W drugim półroczu, zdaniem analityków BGŻ BNP Paribas, eksport zbóż powinien się zwiększyć. Nasi konkurenci — Francja, Niemcy i kraje bałtyckie — zebrali w tym roku mniej pszenicy (odpowiada za większość naszego eksportu) niż w 2015 r. Wysokie zbiory miały kraje basenu Morza Czarnego.

— W drugim półroczu może uda się nadrobić przynajmniej część wyników z początku roku. Bez względu jednak na to, Polska zdecydowanie ma potencjał, żeby rozwijać się w eksporcie zbóż. To towar, który nie ma marki i w jego przypadku relatywnie ważna jest cena, a koszty produkcji są nieznacznie niższe niż na Zachodzie. Ponadto mamy duże możliwości wzrostu produkcji bez zwiększania areału m.in. dzięki poprawie efektywności. Plonowanie pszenicy z hektara w Polsce to około 5 ton, a we Francji czy Niemczech — do 8 ton — twierdzi Marta Skrzypczyk.

Morska droga

Polscy rolnicy podnosili już co najmniej raz w tym roku alarm, że ich zbożowemu biznesowi szkodzi import z Ukrainy — zaburza „sytuację popytową i cenę”, bo nie są w stanie konkurować z krajem o znacznie niższych kosztach pracy i ziemi i niezobowiązanym do przestrzegania unijnych norm.

— Zboża z Ukrainy nie zanotowano w większych ilościach w pierwszym półroczu, za wyjątkiem kukurydzy. W kolejnych miesiącach może rosnąć import pszenicy konsumpcyjnej, ale nie będzie to czynnik o decydującym wpływie na nasz rynek. Należy jednak pamiętać, że zboża to towar globalny, na którym w mniejszym stopniu liczy się jego pochodzenie, w znacznie większym — cena — uważa Marta Skrzypczyk.

W Polsce powstaje infrastruktura w postaci portów przeładunkowych, a transport morski się rozwija, więc to też powinno, jej zdaniem, wspierać rozwój eksportu. W pierwszym półroczu, podaje BGŻ BNP Paribas, cztery piąte wyeksportowanej pszenicy nastąpiło drogą morską, podczas gdy jeszcze kilka lat temu wysyłano w ten sposób około połowy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Zboża posmakowały spadku