Przedsiębiorstwa należące do Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ) zaczynają publikować sprawozdania finansowe za 2022 r., które zawierają także prognozę tegorocznych wyników. Z bilansów wynika, że wojna w Ukrainie napędza popyt na produkty polskich firm, ale zagrożeń dla ich stabilnego rozwoju także nie brakuje. Jednym z głównych jest zagraniczna konkurencja.
Sprzedaż spółki Mesko przekroczy miliard złotych
Przychody i zyski poszybują zwłaszcza w spółce Mesko. Jej przeciwlotnicze zestawy rakietowe Piorun świetnie sprawdziły się w Ukrainie, więc chętnych do zakupu m.in. tego sprzętu nie brakuje w Polsce i za granicą.
Przychody ze sprzedaży produktów mają wzrosnąć z 678 mln zł w 2022 r. do 1,08 mld zł w 2023 r. Jednak spodziewany wzrost kosztów, np. materiałów, czy stóp procentowych może wpłynąć na niektóre wyniki — np. zysk na sprzedaży spadnie z 59,87 mln zł do 32,5 mln zł. Znacznie wzrośnie natomiast wynik z działalności operacyjnej — z 22,7 do 38,79 mln zł, a netto z 10,4 do 22,5 mln zł.

— Wojna ma bardzo duży wpływ na funkcjonowanie przemysłu obronnego, co znajduje odzwierciedlenie w wynikach firm i wzroście zamówień. Aby jednak utrzymać stabilność działania podmiotów sektora, należy zapewnić im zamówienia w długim okresie, co nie jest przesądzone — podkreśla Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na Rzecz Obronności Kraju.
Podobne wnioski można wysnuć ze sprawozdań innych firm z PGZ, które także poprawiają wyniki, ale mają także obawy o przyszłość.
W stołecznym PCO, producencie m.in. optoelektroniki, przychody ze sprzedaży zwiększą się z 268,16 mln zł w 2022 r. do 329,65 mln zł w bieżącym. Zysk na sprzedaży ma wzrosnąć z 54,8 do 55,9 mln zł, a na działalności operacyjnej z 43 do 46,5 mln zł. Niższy natomiast będzie zysk netto — spadnie z 41,5 mln zł w 2022 r. do 40 mln zł.
Spadek wyniku netto prognozowany jest także w działającym w segmencie produkcji amunicji Dezamecie — z 9,99 mln zł w 2022 r. do 7,19 mln zł w bieżącym. Firma tłumaczy to koniecznością poniesienia nakładów na inwestycje badawczo-rozwojowe. Wzrosną natomiast, choć nieznacznie, przychody ze sprzedaży produktów — z 301 mln zł w 2022 r. do 310 mln zł. Zysk na sprzedaży spadnie z 14,8 do 14 mln zł, a z działalności operacyjnej z 19,39 do 11,9 mln zł.
Wojna cenowa i brak polonizacji to główne zagrożenia
Choć Dezamet spodziewa się wzrostu zapotrzebowania na produkty zbrojeniowe, to równocześnie obawia się, że z powodu konieczności dokonywania pilnych zakupów resort obrony będzie organizował coraz więcej przetargów otwartych na dostawy od różnych podmiotów. Może to rodzić presję na obniżenie cen, co nie pozostanie bez wpływu na wyniki i rentowność. Dezamet szuka więc kontrahentów, by nie skupiać się jedynie na dostawach dla polskiej armii.
Obaw przed konkurencją nie kryje też PCO. „Największym zagrożeniem dla pozycji PCO na rynku krajowym są podmioty zagraniczne eksportujące do Polski uzbrojenie wojskowe. W 2021 i 2022 r. resort obrony podpisał duże kontrakty na dostawy czołgów podstawowych (546 sztuk), samobieżnych armatohaubic (212 sztuk) i rakietowych wyrzutni artyleryjskich (218 sztuk). Na razie w żadnym z tych kontraktów nie przewidziano możliwości instalowania polskich urządzeń optoelektronicznych. Będzie to brane pod uwagę dopiero przy produkcji licencyjnej spolonizowanych wersji, co jednak nie jest jeszcze przesądzone” — czytamy w sprawozdaniu warszawskiej spółki.
— Polonizacja wyrobów kupowanych za granicą rzeczywiście jest dziś wielką niewiadomą. Jeśli chcemy rozwijać polski sektor obronny, konieczne jest zapewnienie udziału naszych firm w produkcji i dostawach — mówi Sławomir Kułakowski, podkreślając, że uzgodnienie kwestii polonizacji to ważne zadanie dla resortu obrony i PGZ.
Zagraniczne zakupy, np. czołgów czy armatohaubic w Korei, od miesięcy budzą kontrowersje. Część ekspertów uważa, że z powodu wojny w Ukrainie rząd nie miał wyjścia, musiał pilnie uzupełnić potencjał obronny, a krajowe zakłady nie były w stanie zapewnić szybkich dostaw. Część natomiast uważa, że zagraniczne zamówienia tylko pogłębią problemy krajowego przemysłu. Wojciech Dąbrowski, były prezes PGZ, podkreśla, że konieczne jest opracowanie nowej polityki przemysłowej, która zapewni nie tylko długoterminowe zamówienia dla firm z państwowej grupy, ale także kooperację z sektorem prywatnym.
PGZ przekonuje, że zabiega o polonizację. Podkreśla, że trwa wymiana generacyjna sprzętu, w związku z czym o zamówienia ubiega się wiele podmiotów zagranicznych,oferujących konkurencyjne produkty i rozwiązania, co rodzi ryzyko utraty części dotychczasowego rynku przez krajowe zakłady. “Naszą przewagą jest pełne wsparcie oferowanych rozwiązań. W przypadku, gdy nie mamy rozwiązań kompleksowych staramy się rozmawiać z dostawcami zagranicznymi o wykorzystaniu krajowych elementów (...) PGZ wraz ze spółkami skupionymi w grupie podejmuje wszelkie możliwe kroki, aby w docelowej konfiguracji sprzętu kupowanego od firm koreańskich znalazły się polskie rozwiązania. Przekonujemy zarówno stronę wojskową do wyboru rozwiązań rodzimych, jak i naszych partnerów zagranicznych (...) - czytamy w odpowiedzi PGZ na pytania PB. Grupa liczy, Siły Zbrojne docenią zalety krajowych produktów, a strona koreańska będzie ich używać w procesie produkcyjnym.
Polskie firmy także przygotowują inwestycje w rozbudowę mocy produkcyjnych, ale muszą mieć pewność zamówień. Zdaniem Sławomira Kułakowskiego konieczne jest opracowanie nowego modelu rekompensat dla firm za utrzymanie potencjału produkcyjnego. Chodzi o to, że jeśli skończy się wojna i wojsko uzupełni zapasy sprzętu, popyt na produkty spadnie, ale firmy nadal muszą utrzymywać urządzenia na wypadek kolejnego konfliktu, a na to potrzebne są pieniądze.
