Absolwenci szkół i wyższych uczelni na Zachodnim Pomorzu często wyjeżdżają w świat za lepszym zarobkiem. Szczęścia szukają w innych polskich miastach i za granicą. I choć województwie zachodniopomorskim stopa bezrobocia przekracza 13 proc., to paradoksalnie w całym regionie brakuje fachowców.
— Od dłuższego czasu obserwujemy wzrost liczby ofert zatrudnienia. Przedsiębiorstwa coraz chętniej powiększają swoje zespoły, proponując pracę w różnych branżach i na różnych stanowiskach. Najłatwiej można dziś znaleźć oferty dla pracowników produkcji, operatorów wózków widłowych, maszyn oraz dla inżynierów sprzedaży — wylicza Artur Wawrzyniak, kierownik regionalny w agencji zatrudnienia w Manpower.
W nowych zakładach
W Szczecinie liczba publicznych szkół zawodowych od kilku lat jest stała i w pełni zaspokaja potrzeby regionu. Robert Grabowski, przedstawiciel UM w Szczecinie, informuje, że na poziomie zawodowym i technicznym kształci się w mieście przede wszystkim kucharzy, mechaników pojazdów samochodowych, fryzjerów oraz informatyków, mechatroników, techników pojazdów samochodowych, logistyki i żywienia. Oferta szczecińskich wyższych szkół publicznych również pozostaje niezmienna. Kształci się w nich średnio 52,8 tys. studentów. Według Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego najchętniej wybierane kierunki to pedagogika, budownictwo, zarządzanie, ekonomia, finanse i rachunkowość oraz informatyka i filologia. Na każdym z nich uczy się ponad 2 tys. żaków, przy czym pedagogikę studiuje około 5,2 tys. osób. Dla porównania — w największym ośrodku akademickim, czyli aglomeracji warszawskiej, kształci się corocznie ponad 200 tys. studentów. W dodatku liczba zachodniopomorskich studentów spada.
— To bezpośrednie następstwo ogólnego spadku liczby ludności, w szczególnie w grupie wiekowej potencjalnych studentów — zaznacza Robert Grabowski. Według GUS, region ma około 1,7 mln mieszkańców, a według prognoz w 2035 r. będzie ich mniej niż 1,6 mln. Tymczasem za sprawą koncernów przenoszących na Zachodnie Pomorze działalność produkcyjną rośnie popyt na specjalistów. Niestety, wiele firm ma problemy ze znalezieniem fachowców, zwłaszcza w wąskich specjalizacjach.
— W tym regionie przedsiębiorcy poszukują pracowników branży stoczniowej, m.in. spawaczy, monterów konstrukcji stalowych, programistów obrabiarek numerycznych CNC, a także inżynierów biegle władających językami angielskim i niemieckim, informatyków, programistów, wysoko wykwalifikowanych kierowców autobusów i samochodów ciężarowych oraz specjalistów z branży budowlanej — wylicza Robert Grabowski.
Fachowcy na wagę złota
Deficyt fachowców wynika z kilku powodów. Po pierwsze, jak podaje Agnieszka Tarko, ekspert z firmy doradczej Hays, Zachodnie Pomorze to teren historycznie związany głównie ze świadczeniem usług na rzecz portów morskich. Zakłady produkcyjne z innych branż powstają tu od niedawna. Po drugie, już na etapie edukacji wyższej widać ruch migracyjny studentów do większych aglomeracji, np. do Wielkopolski, które mają szerszą ofertę kształcenia, możliwości rozwoju zawodowego i spędzania czasu wolnego. Wielu mieszkańców Zachodniego Pomorza decyduje się również na pracę w Niemczech, które kuszą atrakcyjnymi zarobkami.
— Wobec braku wyspecjalizowanej kadry na rynkach lokalnych firmy prowadzą poszukiwania w innych regionach — rekrutują pracowników nie tylko z sąsiednich województw, czyli z Wielkopolski, Pomorza, kujawsko-pomorskiego i lubuskiego,lecz również na Dolnym Śląsku, w Małopolsce, a nawet na Podkarpaciu. Oczywiście, chcąc zachęcić pracowników do przenosin, często muszą zaoferować atrakcyjniejsze warunki zatrudnienia, a w niektórych sytuacjach partycypować także w kosztach związanych z relokacją, np. wynajmem mieszkania. Aby zapobiegać takim sytuacjom, przedsiębiorstwa coraz chętniej już na wczesnym etapie edukacji przyszłych pracowników inicjują współpracę ze szkołami zawodowymi i uczelniami wyższymi, zapraszając np. uczniów lub studentów do udziału w autorskich programach stażowych i praktykach. Mają one uświadamiać istnienie firm, które za jakiś czas mogą być ciekawymi miejscami pracy — opowiada Agnieszka Tarko.
Dodaje, że zdecydowanie łatwiej rekrutować pracowników do działów wspierających biznes, np. księgowości, marketingu, HR, niż osób wyspecjalizowanych w operacjach produkcyjnych. Jak przekonują przedstawiciele Manpower, pracodawcy w ramach zachęty coraz częściej oferują benefity pozapłacowe, np. karty MultiSport, darmowy transport do firmy, premie za wyniki, a nawet premie za obecność.
— Dla przykładu: jeden z naszych klientów, firma Lisner, prócz atrakcyjnego wynagrodzenia proponuje pracownikom do 500 zł w bonach Sodexo, jeśli zdecydują się związać z pracodawcą na dłużej — informuje Artur Wawrzyniak.


