Zdobyliśmy szczyt, podziwiamy widoki

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 03-01-2011, 00:00

W 2011 r. gospodarka wzrośnie o 4 proc. — wynika z ankiety "PB" przeprowadzonej wśród ekonomistów

Dynamika PKB już nie będzie rosnąć. Zatrzyma się na niezłym poziomie z końca 2010 r.

Ubiegły rok udowodnił, że jak najbardziej możliwe są zjawiska wcześniej uznawane za mało realne. Dowiedzieliśmy się na przykład, że dziura w finansach państwa może rosnąć nawet w czasie wzmocnienia koniunktury gospodarczej oraz że wystarczy twarde stanowisko dwóch polityków, by kraj wycofał się z reformy emerytalnej, którą dotąd chwaliliśmy się na świecie. Okazało się też, że Polska ma wyjątkowo elastyczny rynek pracy, a niemiecka gospodarka potrafi błyskawicznie wyjść z kryzysu, nawet największego od dziesięcioleci, pociągając za sobą Polskę. Czego możemy oczekiwać w 2011 r. — zapytaliśmy ekonomistów.

Podobnie jak co roku, przeprowadziliśmy ankietę wśród jedenastu bankowych zespołów analitycznych. Pytaliśmy o prognozy dla głównych wskaźników gospodarczych. Wnioski są dość optymistyczne. Według mediany prognoz, gospodarka wzrośnie o 4 proc., czyli utrzyma niezłe tempo wzrostu z końca minionego roku.

— Wyszliśmy już z fazy przyspieszenia wzrostu gospodarczego po kryzysie. Teraz rozpoczyna się etap stabilizowania wzrostu w okolicach 4 proc. rocznie, co oznacza dość wysoką dynamikę — mówi Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK, który rok temu był jednym z dwóch banków najlepiej prognozujących wzrost gospodarczy.

W porównaniu z ubiegłym rokiem zmienią się jednak motory wzrostu. W 2010 r. koniunkturę napędzał przede wszystkim silny eksport (głównie silny wzrost zamówień z Niemiec) i duże inwestycje publiczne. W 2011 r. główną siłą ma być ożywienie inwestycji w prywatnych firmach i mocna konsumpcja gospodarstw domowych.

— Ostatnio dość wyraźnie wzrosło wykorzystanie mocy produkcyjnych w firmach, a sytuacja finansowa przedsiębiorstw w ubiegłym roku, przy wzroście dochodów i niskich wydatkach na inwestycje, poprawiła się. Dlatego inwestycje wzrosną w nowym roku o ponad 10 proc. po spadku o 0,8 proc. w 2010 r. — twierdzi Cezary Chrapek, ekonomista Citi Handlowego, drugiego banku, który w ankiecie sprzed roku najlepiej prognozował dynamikę PKB.

Co będzie się działo na rynku pracy, jak będą zachowywały się kursy walut, jaka będzie inflacja? Obok przedstawiamy prognozy jedenastu banków dla każdego wskaźnika oraz komentarze ekonomistów, którzy przed rokiem przedstawili najlepsze prognozy. Miejmy nadzieję, że tym razem również nie zawiodą.

Wzrost gospodarczy

Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK:

Okres wychodzenia z kryzysu mamy za sobą. W 2011 r. nastąpi stabilizacja wzrostu gospodarczego na niezłym poziomie.

2,8%

Taki wzrost gospodarczy na 2010 r. prognozowali analitycy BZ WBK w ankiecie "PB" sprzed roku. Pomylili się o niemal jeden punkt procentowy (dynamika prawdopodobnie wyniosła 3,6-3,8 proc.), ale i tak byli najbliżej z zespołów biorących udział w ankiecie.

Inflacja

Marta Petka-Zagajewska

Ceny nie będą nas niepokoić

Przyszłoroczną inflację można oceniać i źle, i dobrze. Źle, bo będzie przez większość roku kształtowała się w okolicy 3,5 proc., czyli maksymalnego dopuszczalnego przez bank centralny poziomu. Przez kilka miesięcy może ten poziom nawet przekroczyć. Dobra wiadomość jest taka, że inflacja w przyszłym roku będzie względnie stabilna — nie będzie to niepokojąca tendencja nasilania wzrostu cen. Nie powinniśmy więc mieć poczucia, że inflacja wymyka się spod kontroli. Główne przyczyny wzrostu cen będą albo jednorazowe (podwyżka VAT), albo niezależne od polskiej gospodarki (drożejąca ropa na światowych rynkach).

Koszt pieniądza

Mateusz Szczurek

Zaczyna się czas podwyżek stóp

W 2011 r. spodziewam się czterech podwyżek stóp procentowych w Narodowym Banku Polskim, wszystkie po 25 pkt bazowych. Trzy zobaczymy jeszcze w pierwszej połowie roku. Dotychczas Rada Polityki Pieniężnej nie reagowała na bieżące dane pokazujące wzrost inflacji. Ostatnie komentarze jej członków pokazują jednak, że ich nastawienie się zmienia i dojrzewają do podwyżek stóp. Tym bardziej że maleją obawy o to, że złoty po podniesieniu oprocentowania przesadnie się umocni. Dotąd był to jeden z ważniejszych argumentów przeciwko podwyżkom stóp.

Mateusz Szczurek

główny ekonomista

ING Banku Śląskiego

Bezrobocie

Adam Czerniak

Niemcy zbiją nam bezrobocie

Bezrobocie w 2011 r. będzie spadać. Na koniec roku sięgnie 10,7 proc. wobec około 12 proc. obecnie. Powody spadku liczby osób bez pracy są dwa. Po pierwsze, koniunktura gospodarcza się poprawi, dlatego powstaną dodatkowe miejsca pracy. Drugi powód, być może nawet ważniejszy, to otwarcie niemieckiego i austriackiego rynku pracy od 1 maja 2011 r. Szacujemy, że z możliwości pracy za zachodnią granicą skorzysta spora część bezrobotnych, co obniży przez rok stopę bezrobocia o 0,7-0,8 pkt procentowego.

Adam Czerniak

ekonomista Invest-Banku

Wynagrodzenia

Karolina Sędzimir

Kokosów nadal nie będzie

W 2011 r. zobaczymy przyspieszenie dynamiki płac, ale nie należy przygotowywać się na solidne podwyżki. Pensja przeciętnego pracownika sektora przedsiębiorstw wzrośnie przez rok o 4,8 proc. Realnie, po uwzględnieniu inflacji, jego pensja pójdzie więc w górę zaledwie o 1,6 proc., czyli nieznacznie więcej niż w ubiegłym roku. To zła wiadomość dla pracowników, ale dobra dla pracodawców. Dzięki utrzymującemu się dość wysokiemu bezrobociu firmom łatwo będzie ograniczyć wzrost kosztów pracy.

Handel zagraniczny

Karolina Sędzimir

Handel będzie się kręcił, choć wolniej

Przed nami lekkie wyhamowanie w handlu zagranicznym. Zarówno eksport, jak i import zanotują spadek o kilka punktów procentowych z około 20 proc. w 2010 r. Jednak wzrost nadal będzie bardzo mocny. Prognozujemy skok eksportu o blisko 15 proc. — takiej dynamiki moglibyśmy sobie życzyć zawsze. Będzie to skutek przede wszystkim silnej koniunktury w Niemczech, ale też ogólnej poprawy w światowym handlu. Import będzie rósł jednak szybciej niż eksport, a to z punktu widzenia całej gospodarki zła wiadomość — import będzie wypierał rodzimą produkcję i obniżał wzrost gospodarczy.

Kursy walut

Marcin Mrowiec

Złoty się umocni, gdy Euroland zacznie zdrowieć

Złoty w pierwszych miesiącach 2011 r. może słabnąć. Jego kursy są mocno uzależnione od wydarzeń w strefie euro, tymczasem w Eurolandzie ukrytych jest tyle napięć, że niedługo na pewno jakieś się ujawnią. Przejściowo możemy zobaczyć cenę euro nawet na poziomie 4,2-4,3 zł. Kiedy sytuacja fiskalna strefy euro się uspokoi, złoty powinien znowu się umacniać. Zakładam, że w końcu roku za euro będziemy płacić 3,9 zł. Za 2-3 lata kurs może znowu spaść do poziomu, jaki widzieliśmy przed kryzysem, czyli 3,2 zł, a to będzie już niebezpieczne dla eksporterów i całej gospodarki.

Marcin Mrowiec główny ekonomista Banku Pekao

Produkcja

Maja Goettig

Zagraniczne zamówienia będą tracić impet

Sytuacja polskiego przemysłu jest obecnie bardzo dobra, a wskaźnik nastrojów PMI jest najwyższy od maja 2004 r. W trzecim kwartale 2010 r. zysk netto dużych firm niefinansowych wynosił 28,3 mld zł i był najwyższy od 2004 r. Najlepiej radzą sobie branże realizujące zamówienia eksportowe, głównie dzięki ożywieniu w Niemczech. Jednak wzrost eksportu będzie hamował, dlatego nieznacznie spowolni też dynamika produkcji przemysłowej. W 2011 r. wzrośnie o 8,5 proc. wobec 11 proc. w 2010 r. Wreszcie w górę pójdą inwestycje — powinniśmy zobaczyć dwucyfrową dynamikę wzrostu po niewielkim spadku w 2010 r.

Maja Goettig główna ekonomista Banku BPH

Konsumpcja

Maja Goettig

Będziemy wydawać coraz więcej

W ostatnich miesiącach 2010 r. sprzedaż detaliczną napędzały obawy o wzrost cen w związku z podwyżką VAT oraz wycofanie ulg na samochody z kratką. W rezultacie w pierwszych miesiącach 2011 r. sprzedaż wyhamuje. Jednocześnie dobre wyniki krajowej gospodarki, w tym m.in. prognozowana poprawa rynku pracy, powinny wspierać optymistyczne nastawienie konsumentów do zakupów. Według prognoz Komisji Europejskiej, Polska w 2011 r. będzie na drugim miejscu, za Estonią, pod względem tempa wzrostu gospodarczego. Dlatego spodziewam się przyspieszenia dynamiki sprzedaży z 5,8 proc. w 2010 r. do 7,5 proc. w 2011 r.

Uwaga na przykre niespodzianki

Utrata kontroli nad długiem publicznym i efekt domina w strefie euro — to główne zagrożenia dla Polski.

Opisany wcześniej rozwój wydarzeń gospodarczych w 2011 r. to scenariusz najbardziej prawdopodobny, ale nie jedyny możliwy. Zagraża mu wiele potencjalnych negatywnych zdarzeń w kraju i na świecie. Na co należy uważać w rozpoczynającym się roku?

Według ekonomistów, których zaprosiliśmy do ankiety, najgroźniejsze dla polskiej gospodarki byłby niekontrolowany wzrost długu publicznego — to najniebezpieczniejsze ryzyko według sześciu na szesnastu analityków. Zmrożenie koniunktury gospodarczej byłoby wtedy nieuchronne, choć odłożone w czasie. Gdyby w 2011 r. dług przebił próg ostrożnościowy 55 proc. PKB, budżet na 2013 r. musiałby zakładać drastyczne cięcia wydatków i podwyżki podatków.

— Rząd musiałby nagle wprowadzić program oszczędnościowy wartości kilkudziesięciu miliardów złotych. Tak mocne zacieśnienie fiskalne miałoby fatalne konsekwencje dla gospodarki — ostrzega Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao.

Główne zagrożenie zewnętrzne dla Polski wiąże się z problemami fiskalnymi Włoch (pięć głosów w naszej ankiecie) i Hiszpanii (trzy głosy). Obie gospodarki są na tyle duże, że kraje strefy euro mogłyby nie udźwignąć pomocy finansowej dla nich tak łatwo, jak w przypadku Grecji czy Irlandii. Tym bardziej że oba rodzaje ryzyka są ze sobą silnie powiązane — gdyby dofinansowania potrzebowała Hiszpania, pewnie pociągnęłoby to za sobą niewypłacalność Włoch.

— Dotarcie kryzysu greckiego do Włoch byłoby groźne dla całego sytemu finansowego Europy. Italia byłaby "europejskim Lehmanem" [upadek amerykańskiego banku wywołał światowy kryzys — red.]. Konsekwencje takiego kryzysu dla Polski byłyby nawet gorsze niż poprzedniego, bo byłby znacznie bliżej nas — mówi Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka Raiffeisen Banku.

— Problemy Włoch mogłyby spowodować rozpad strefy euro. Uderzyłoby to w złotego, a koszty obsługi polskiego długu poszłyby ostro w górę — dodaje Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.

Jako ryzyko, którego realizacja jest najbardziej prawdopodobna, choć niekoniecznie bardzo dotkliwa dla polskiej gospodarki, ekonomiści wskazują konieczność wsparcia finansowego dla Portugalii (pięć głosów).

— Ryzyko, że Portugalia pójdzie drogą Grecji i Irlandii, jest bardzo duże. Jest to jednak na tyle mała gospodarka, że jej potknięcie nie wywoła tak niebezpiecznych konsekwencji dla Polski, jak problemy Hiszpanii czy Włoch — mówi Marta Petka-Zagajewska.

Duże prawdopodobieństwo ekonomiści przypisują też temu, że pakiety oszczędnościowe w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii odbiją się negatywnie na polskim eksporcie. Trzech ekonomistów spodziewa się, że duża płynność na światowych rynkach i wzrost stóp procentowych w Polsce spowodują niebezpiecznie silny napływ kapitału nad Wisłę, powodując nadmierne umocnienie złotego i kłopoty eksporterów.

Ranking ryzyka dla Polski na 2011 r.

Ankieta "PB" wśród 16 ekonomistów* (w nawiasie liczba głosów)

Najgroźniejsze

1. Przekroczenie progu 55 proc. długu publicznego do PKB w Polsce (6)

2. Konieczność wsparcia finansowego Włoch (5)

3. Konieczność wsparcia finansowego Hiszpanii (3)

4. Pęknięcie bańki spekulacyjnej w Chinach (1)

5. Problem polskiego rządu w sfinansowaniu potrzeb pożyczkowych (1)

Najbardziej prawdopodobne

1. Konieczność wsparcia finansowego Portugalii (5)

2. Wpływ pakietów oszczędnościowych krajów strefy euro na polską gospodarkę (4)

3. Nadmierny napływ kapitału do Polski (3)

4. Słabsza od oczekiwań konsumpcja w Polsce (2)

5. Wyższe od prognoz bezrobocie w Polsce (1)

*Ekonomiści mieli do wyboru po dwa

— najbardziej prawdopodobne i najgroźniejsze — z 15 zaproponowanych rodzajów ryzyka.

Źródło: Ankieta "PB"

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane