Żeby budżet był budżetem

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-08-26 20:00

Rada Ministrów w środę, 28 sierpnia 2024 r., przyjmie wstępną wersję projektu ustawy budżetowej na 2025 r. i do końca tygodnia skieruje ją do Rady Dialogu Społecznego (RDS).

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Obligatoryjne konsultacje z partnerami społecznymi potrwają prawie miesiąc, finalny projekt budżetu 2025 najpóźniej w poniedziałek, 30 września wpłynie do Sejmu. Notabene ciekawie zapowiada się porównanie wersji wyjściowej i finalnej oraz wychwycenie szczegółowych różnic. W epoce PiS nastąpiło wyzerowanie znaczenia instytucjonalnej RDS, która stała się bytem jedynie teoretycznym. Pod rządami tzw. konsorcjum 15 października 2023 r. na razie najbardziej konkretną zmianą w funkcjonowaniu trójkątnej RDS stała się… wymiana obsady personalnej boku rządowego. Debata nad projektem budżetu 2025 będzie ważnym sprawdzianem, czy zmieniło się coś więcej.

Coroczna ustawa budżetowa jest jedną z nielicznych doprecyzowanych proceduralnie w Konstytucji RP. Jeśli parlament w ciągu czterech miesięcy nie zdoła budżetu ukończyć – prezydent może skrócić jego kadencję i rozpisać nowe wybory. Wypada przypomnieć, że prawne/bezprawne losy budżetu 2024 były i wciąż są anormalne. Projekt pierwotnie wniósł do Sejmu 29 września 2023 r. rząd Mateusza Morawieckiego, zaś po wyborach wersję skorygowaną wniósł 19 grudnia rząd Donalda Tuska. Pod ciśnieniem kalendarza Sejm i Senat przeprowadziły procedurę w biegu i już 25 stycznia 2024 r. budżet trafił do prezydenta. Andrzej Duda 31 stycznia ustawę podpisał (zawetować nie mógł) i weszła ona w życie z mocą od 1 stycznia, ale razem z podpisaniem skierował ją w trybie tzw. następczym do oceny Trybunału Konstytucyjnego. Powodem było nieuczestniczenie w pracach Sejmu posłów/nieposłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Organ Julii Przyłębskiej ustawy uchwalane w tamtym okresie uznaje za niekonstytucyjne, rząd takich wyroków nie publikuje i tak oto paranoja prawna na szczytach państwa sięga kosmosu. Wobec budżetu 2024 wyrok jeszcze nie zapadł i raczej już nie zapadnie, w grudniu dziewięcioletni epizod Julii Przyłębskiej – czyli tzw. odkrycia towarzyskiego Jarosława Kaczyńskiego – w TK się skończy, zaś zakwestionowana przez Andrzeja Dudę ustawa dotrwa do 31 grudnia 2024 r., gdy jej ważność z automatu wygaśnie.

Projekt budżetu na 2025 r. zostanie przyjęty, a następnie uchwalony standardowo. Zapowiadają się jednak dość ostre spory merytoryczne o strukturę i kwoty wydatków, notabene nie tylko tradycyjnie między stroną rządową a opozycją, lecz również wewnątrz konsorcjum 15 października. Jego udziałowcy mają przecież różne dość rozbieżne interesy, dlatego przed rocznicą zwycięskich wyborów pragną potwierdzić swoje obietnice zagwarantowaniem finansowania ich realizacji. W przypomnianej powyżej procedurze błyskawicznego uchwalenia budżetu 2024 wszyscy byli zjednoczeni pragnieniem zdążenia za wszelką cenę przed prezydencką gilotyną kalendarzową. Budżet 2025 będzie natomiast pierwszym produktem własnym konsorcjum, czasu na jego uchwalenie jest dużo.

Jako bardzo zaniepokojony stanem finansów publicznych wyrażam nadzieję zapisaną w tytule. Najwyższa Izba Kontroli, analizująca wykonywanie corocznych ustaw budżetowych, w ostatnich latach stwierdzała, że rzetelnie liczony budżet państwa – odpowiadający jego wzniosłej nazwie – już… nie istnieje. Finanse sektora centralnego prowadzone były w coraz większej części poza uchwalonym budżetem i z pominięciem jego rygorów. Rząd PiS rozwijał kreatywną księgowość, finansując wiele wydatków ze źródeł nie tylko poza ustawą, lecz w ogóle poza sektorem finansów publicznych. W szczególności w państwowym długu bardzo nieuczciwie pomijane były zobowiązania funduszy pozabudżetowych obsługiwanych przez Bank Gospodarstwa Krajowego oraz zadłużenie Polskiego Funduszu Rozwoju. Ogarnięcie i włączenie setek puszczanych bokiem miliardów do ustawy budżetowej to warunek postawienia finansów publicznych Polski na nogi.