Żeby się chciało chcieć

Dorota Gąsowska
opublikowano: 05-06-2006, 00:00

Unia nie jest organizmem jednorodnym. Tworzą ją kraje silne gospodarczo od lat i takie, które tej siły dopiero nabierają. Aby słabsze państwa mogły równać do góry, Bruksela, oprócz funduszy pomocowych dostępnych tylko dla nich, wymyśliła programy, z których mogą korzystać firmy i instytucje reprezentujące wszystkie kraje Wspólnoty.

W ich przypadku konieczność wypełnienia wniosku w języku obcym jest barierą, której wiele polskich firm i instytucji nie może pokonać. Trochę to dziwne, zwłaszcza że sprawami Unii w przedsiębiorstwach, samorządach czy na uczelniach zajmują się młodzi ludzie, wśród których znajomość przynajmniej angielskiego jest równie powszechna jak telefony komórkowe.

Drugi czynnik, który sprawia, że Polacy niechętnie korzystają z programów wspólnotowych, to duża konkurencja wśród beneficjentów. Obawa, że inni są lepsi, bardziej doświadczeni... Skąd jednak ten strach, skoro niewielu sprawdzało to na własnej skórze? Zresztą wyścig po dotacje nie jest konkursem piękności. Wygrywają dobre projekty, które Unię mogą rozwijać kulturalnie, technicznie, gospodarczo. Takie, dzięki którym europejskie społeczeństwo będzie bardziej nowoczesne. Czyżby Polacy ciągle nie czuli się jego częścią?

A może decyduje wygodnictwo? Podział środków w programach strukturalnych jest jasny. Mniej więcej wiemy, na co i ile dostaniemy, trzeba to tylko dobrze podzielić. Start po pieniądze z programów wspólnotowych jest zaś wycieczką w nieznane — nie wiadomo, co zdarzy się po drodze. Wolimy to, co pewne, niż nowe wyzwania. Podobno Polak potrafi… ale tylko gdy zechce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Gąsowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy