„Zielona Gazeta” zniknie z rynku

Wojciech Pysiewicz
opublikowano: 2000-06-30 00:00

„Zielona Gazeta” zniknie z rynku

PRZETARLI SZLAK: Brak reklam nie dotyczy tylko „Zielonej Gazety”. Sytuacja jest zła na całym rynku reklamowym, a „ZG” ruszyła w nieodpowiednim momencie. Nie można wykluczyć, że w przyszłości pojawi się ktoś, kto będzie chciał stworzyć podobny projekt. Będzie można wyciągnąć wnioski z błędów popełnionych przez „ZG” i stworzyć coś, co już na stracie nie będzie generowało tak gigantycznych strat —uważa Zenon Kulej, redaktor naczelny „Czasu Warszawskiego”. fot. BS

„Zielona Gazeta”, pierwszy bezpłatny tygodnik o aspiracjach ogólnopolskich, po upływie pół roku od rozpoczęcia działalności jest zmuszona zniknąć z rynku prasowego. Głównym powodem są niezadowalające przychody z reklam. Gazeta weszła na rynek z dużym rozmachem. Sam start kosztował 60 mln zł (wraz z uruchomieniem własnej drukarni), a kolejnych kilkanaście milionów pochłonęło funkcjonowanie tytułu przez pół roku. Na potrzeby tygodnika stworzono liczącą prawie 4 tys. osób sieć zielonych listonoszy, którzy co tydzień roznosili magazyn bezpośrednio do mieszkań w pięciu największych polskich miastach — Warszawie, Katowicach, Krakowie, Łodzi i Poznaniu.

Łączny nakład pisma wynosił 1,5 mln egzemplarzy, a wydawca deklarował, że w najbliższym czasie zamierza zaistnieć we wszystkich większych miastach kraju. Tuż po starcie „Zielonej Gazety” pisaliśmy, że jej konkurenci sceptycznie mówią o możliwości finansowego sukcesu tego przedsięwzięcia. Jednym z powodów miały być stosunkowo wysokie cenny reklam, zbliżone do cen „Gazety Wyborczej” Przykładowo, jednostronicowa reklama we wszystkich pięciu wydaniach kosztowała 50 tys. zł.

Przedstawiciele konkurencyjnych bezpłatnych tytułów, jako główną przyczynę upadku „Zielonej Gazety” wskazują słabą koniunkturę na rynku reklamowym.

Właścicielem tytułu jest duńska spółka Green Group International, kierowana przez Jensa Brochner-Nielsena, który założył też biuro podróży Scan Holiday, odsprzedane później Brytyjczykom. Pomimo kilkudniowych prób nie udało się nam skontaktować z żadnym z pięciu oddziałów „ZG”. WP