Ziobro pod sąd

Jacek Zalewski
opublikowano: 04-09-2008, 00:00

Według zapowiedzi zarówno rządu, jak i opozycji Sejm wkrótce czeka atomowe wręcz uderzenie legislacyjne. Rząd uruchomi fabrykę projektów ustaw, a z laski marszałkowskiej odmrożone zostaną projekty opozycyjne. Naiwnie pozostajemy przy nadziei, że wreszcie będzie z tego jakiś chleb — ale na razie wypoczęta klasa polityczna po dawnemu sprzedaje bilety na igrzyska.

Zgodnie z oczekiwaniami były minister Zbigniew Ziobro wykorzystał wczoraj regulamin Sejmu, który nie ogranicza czasu wystąpienia posła zagrożonego utratą immunitetu. Ziobrotok — pod taką nazwą wystąpienia ministra awansowały już do klasyki komunikacji społecznej — trwał godzinę i kwadrans. W tym czasie poseł rozprawił się nie tylko z wnioskiem prokuratury, ale z całą polityką rządu i na końcu mianował się pierwszym męczennikiem III Rzeczypospolitej — czym notabene potwierdził, że IV RP nie istnieje.

Generalnie cała sprawa Ziobry jest dęta tak samo, jak wiele spraw nadymanych przez niego podczas zajmowania fotela ministra. Dla Polski naprawdę trzeciorzędny jest problem, czy Jarosław Kaczyński — w rozpatrywanym czasie będący jedynie prezesem PiS, posłem oraz członkiem prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego u brata Lecha — miał prawo zapoznać się z prokuratorskimi materiałami afery paliwowej.

Z politycznej wojny o immunitet Ziobry wychwyciłem ciekawy wątek historyczny. Otóż prezes Kaczyński postawił tezę — bez jakichkolwiek dowodów, ale dość logiczną — że również Aleksander Kwaśniewski w okresie 1993-95 i Marian Krzaklewski w latach 1997-2000 bez formalnych uprawnień miewali dostęp do rozmaitych tajnych dokumentów. Przypomnijmy, że obaj w podanych latach zachowywali status oczekujących na prezydenturę (przy czym Krzaklewskiemu nie wyszło) szefów rządzących ugrupowań i realnie wydawali dyspozycje namaszczonym przez nich premierom.

Wniosek z tego, że w Polsce powinna na stałe wejść w życie ogólnoeuropejska zasada, że szef wygrywającej wybory partii z automatu zostaje premierem. Była ona oczywista na przykład dla Leszka Millera, a obecnie dla Donalda Tuska. Jarosław Kaczyński na kilka miesięcy taktycznie schował się za Kazimierza Marcinkiewicza — i teraz razem z Ziobrą ma problemy.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu