B. szef MON Aleksander Szczygło - który według "Dziennika.pl" miał wydać zgodę na start w sumie dwóch wojskowych śmigłowców nie chciał komentować sprawy, powiedział PAP jedynie, że "wszystkie organa są zobowiązane do tego, by pomagać prokuraturze".
Rzecznik MON Robert Rochowicz nie chciał komentować doniesień dziennika, dotyczących - jak zaznaczył - poprzedniego ministra.
Według "Dziennika.pl" dwa wojskowe śmigłowce z prokuratorami i agentami CBA wystartowały 13 lipca ubiegłego roku z Warszawy, by zatrzymać Ryszarda Krauzego. Warunkiem było to - jak podaje portal - że przesłuchiwany właśnie wtedy b. prezes PZU Jaromir Netzel powie coś, co obciąży biznesmena.
"Śledczy wywnioskowali - między innymi z podsłuchów - że prezes PZU ma dać alibi Januszowi Kaczmarkowi w sprawie jego słynnej nocnej wizyty w hotelu Marriott. Netzel miał potwierdzić wersję ministra, że to właśnie on z nim się tam spotkał, a nie z Krauzem. Prokuratorzy postanowili, że trzeba działać, zanim obaj się spotkają i ustalą ostateczną wersję alibi. Decyzje były błyskawiczne" - pisze "Dziennik.pl". Jak dodaje ponieważ Netzel nie obciążył w zeznaniach Krauzego, śmigłowce zawróciły do Warszawy.
"Jak to czasami bywa w informacjach medialnych jest w tym źdźbło prawdy i są też informacje, które rzeczywistości nie odpowiadają. Rzeczywiście dla dobra śledztwa były podejmowane działania, które miały zapewnić, aby jak najszybciej został czy zostali określeni świadkowie przesłuchani przez prokuratorów. Był to wyścig z czasem" - powiedział w TVN24 pytany o to Ziobro.
Zaznaczył, że sprawa dotyczyła "ogromnie ważnego śledztwa związanego z podejrzeniem przecieku sprawy operacji specjalnej, gdzie mógł zostać zatrzymany w związku z podejrzeniem korupcji wicepremier polskiego rządu".
"Było podejrzenie, że ktoś dopuścił się przecieku z tego śledztwa i z tej właśnie operacji i dlatego trzeba było podjąć wszystkie niezbędne działania, które były w zasięgu ręki polskiej prokuratury, by natychmiast przesłuchiwać wszystkich świadków, którzy mają na ten temat wiedzę, aby uniemożliwić ewentualne porozumienie się poszczególnych osób i ustalenie wspólnej wersji wydarzeń" - dodał Ziobro.
Ziobro powiedział również, że w tym sensie rzeczywiście prokuratorzy skorzystali z pomocy śmigłowca. Dodał jednak, że nie może potwierdzić informacji dotyczących planów zatrzymania Krauzego. "Kwestia zatrzymania w tym momencie jeszcze nie wchodziła w grę. Szło natomiast o to, aby dokonać przesłuchań poszczególnych osób, a nie zatrzymania. To nie był etap zatrzymania" - podkreślił.
Powiedział także, że nie chodził jedynie o przesłuchanie Krauzego ale "też innego świadka". "Wszystkie organy są zobowiązane do tego by pomagać prokuraturze" - podkreślił.
Według "Dziennika.Pl" prowadzący sprawę prokuratorzy poprosili Ziobrę o pilną
pomoc. To on miał zadzwonić do Netzla i powiedzieć mu, że ma przyjechać do
siedziby CBA. "Śledczym udaje się przesłuchać Netzla, zanim spotkał się z
Kaczmarkiem. Akcja kończy się jednak połowicznym sukcesem. Prezes PZU zeznał, że
widział się z Kaczmarkiem, ale przed hotelem. Kaczmarek zaś zeznał, że spotkanie
odbyło się na piętrze hotelu. Ich zeznania są więc sprzeczne. Ale Netzel nie
mówi nic, co obciąża Krauzego" - dodaje portal.