Krajom produkującym ropę naftową będzie trudniej ustalać ceny na poziomie globalnym. Popyt i podaż w dużej mierze kontroluje międzynarodowy kartel naftowy OPEC, w skład którego wchodzi 12 państw odpowiadających za 40 proc. globalnej produkcji. Od piątku będzie ich 11, bo we wtorek, 28 kwietnia, z OPEC postanowiły się wycofać Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA). Ten kraj dostarcza 12 proc. podaży całego kartelu.
- ZEA wykorzystały moment, by opuścić OPEC i uwolnić się od ograniczeń produkcyjnych, które przez lata hamowały możliwości pełnego wykorzystania rosnących mocy wydobywczych kraju. Jeszcze przed spadkiem do 2,2 mln baryłek dziennie w ubiegłym miesiącu produkcja ZEA stopniowo rosła do około 3,6 mln baryłek dziennie. Obecne zdolności produkcyjne szacowane są na 4,85 mln baryłek dziennie, a oficjalnym celem jest osiągnięcie poziomu 5 mln baryłek dziennie do 2027 r. dzięki dalszym inwestycjom w upstream prowadzonym przez ADNOC [państwowy emiracki koncern paliwowy - red.] - komentuje Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Banku.
ZEA walczą o większy udział w rynku
Informację podała WAM, państwowa agencja prasowa ZEA. Według opublikowanego przez nią komunikatu rezygnacja z członkostwa dotyczy zarówno OPEC, jak też OPEC+ (rozszerzonej formuły organizacji z udziałem Rosji).
- Zjednoczone Emiraty Arabskie dużo inwestowały w infrastrukturę naftową, która nie była w pełni wykorzystana z powodu limitów produkcyjnych narzucanych w ramach OPEC. Ich wyjście z OPEC - bez konsultacji z innymi członkami kartelu - można interpretować jako próbę wykorzystania sytuacji, by zdobyć większy kawałek globalnego rynku. Gdy tranzyt przez Cieśninę Ormuz zostanie odblokowany, ZEA będą same ustalały dla siebie limity wydobycia, więc podaż wzrośnie. Dla świata to dobra wiadomość - nie tyle dlatego, że obniży to ceny ropy, ale na pewno może zmniejszyć presję na ich wzrost. Dla krajów Zatoki Perskiej natomiast to sygnał rozpoczęcia walki o wpływy na światowym rynku po zakończeniu konfliktu - szczególnie niepokojący dla Arabii Saudyjskiej, której infrastruktura naftowa w ostatnich miesiącach ucierpiała - ocenia Daniel Kostecki, analityk CMC Markets.
Władze Emiratów tłumaczą decyzję "długoterminowymi celami strategicznymi i ekonomicznymi" i narodowym interesem gospodarczym. ZEA po wyjściu z organizacji ma w "odpowiedzialny i stopniowy sposób", uwzględniający popyt i warunki rynkowe, zwiększać produkcję ropy.
Kolejny kraj poza kartelem
Wyjście ZEA z OPEC stanowi wielki sukces prezydenta USA Donalda Trumpa, który oskarżył organizację o „oszukiwanie reszty świata” poprzez zawyżanie cen ropy - zauważa agencja Reuters.
Wycofanie się ZEA z OPEC to piąty tego rodzaju ruch w ostatniej dekadzie. W 2016 r., po kilku miesiącach członkostwa, z organizacji wystąpiła Indonezja, w 2019 r. Katar, rok później Ekwador, a w 2023 r. Angola. Największym producentem ropy wchodzącym w skład organizacji jest Arabia Saudyjska.
Ceny ropy reagują na decyzję ZEA o wyjściu z OPEC
Tuż przed godz. 15 czasu polskiego kontrakty na ropę WTI z dostawą w maju drożały o 3,60 proc. — do 99,88 USD za baryłkę, a czerwcowe kontrakty na ropę brent z dostawą w czerwcu o 2,73 proc. — do 111,18 USD.
- Reakcja rynku jest relatywnie niewielka, ale w krótkim terminie to nie dziwi - na koniec dnia patrzymy na to, ile ropy jest teraz na rynku, a to się na razie nie zmieniło. Decyzja ZEA może mieć jednak wpływ na rynek w dłuższym terminie. Widać, że w ramach OPEC tworzą się napięcia zapewne związane z limitami wydobycia - mówi Adam Czorniej, zarządzający w Skarbcu TFI.
Analityk zwraca uwagę, że czołową rolę w tej organizacji odgrywa Arabia Saudyjska, która ograniczała podaż. ZEA mają geograficznie korzystne położenie tuż przy Cieśninie Ormuz, z ich portu w Fudżajrze wciąż dzień w dzień wypływają 2 mln baryłek ropy, a ich infrastruktura nie ucierpiała znacząco w ostatnim czasie.
- ZEA mogą więc skorzystać na zwiększeniu wydobycia ponad narzucane przez OPEC limity przy założeniu, że ceny ropy utrzymają się na podwyższonym poziomie, a takie jest rynkowe oczekiwanie. Dla innych krajów OPEC to niekorzystna decyzja, ale dla odbiorców końcowych to oczywiście dobra wiadomość, bo jeśli ZEA będą produkować więcej, to do kupienia będzie więcej tańszej ropy - tłumaczy Adam Czorniej.
Zdaniem Ole Hansena z Saxo Banku w krótkim i średnim terminie rynek powinien być w stanie wchłonąć dodatkową podaż z ZEA, biorąc pod uwagę niskie poziomy globalnych zapasów oraz potrzebę ich odbudowy.
- W dłuższej perspektywie decyzja ta rodzi jednak szersze pytanie strategiczne: jeśli inni producenci również zaczną przedkładać walkę o udział w rynku nad dyscyplinę wynikającą z limitów produkcyjnych, zdolność OPEC do stabilizowania rynku poprzez skoordynowane działania podażowe może zostać istotnie podważona - uważa Ole Hansen.
