Złamana "zmowa" w megaprzetargach

(Marek Druś)
opublikowano: 12-12-2005, 07:18

Kłopoty z dotrzymaniem terminów, pierwsze protesty, głosy o zmowie — program komputeryzacji szkół napotyka coraz więcej barier. Protest Biatela przerwał kilkumiesięczną ciszę, a być może uruchomi lawinę poważnych oskarżeń o zmowę producentów, którzy - zdaniem przegranych - postanowili podzielić między siebie 1,5 mld zł.

Kłopoty z dotrzymaniem terminów, pierwsze protesty, głosy o zmowie — program komputeryzacji szkół napotyka coraz więcej barier. Protest Biatela przerwał kilkumiesięczną ciszę, a być może uruchomi lawinę poważnych oskarżeń o zmowę producentów, którzy - zdaniem przegranych - postanowili podzielić między siebie 1,5 mld zł.

Największe w historii przetargi na dostawy pracowni internetowych dla szkół nie po raz pierwszy ocierają się o skandal. Najpierw były problemy z uruchomieniem projektu od połowy 2004 r., potem pierwsze przetargi ślimaczyły się, zasypywane protestami, by w końcu polec na procedurach. Efekt: do wakacji 2005 r. nie wydano ani grosza z puli 1,5 mld zł, choć w planach na ten rok było zagospodarowanie przynajmniej 800 mln zł. Resort edukacji stanął przed widmem utraty poważnej części środków, apelował do firm o rozsądek i nietorpedowanie zamówień. Udało się. Kolejno ogłaszane przetargi rozstrzygano rekordowo szybko, nie było protestów, wpływało mało ofert, a zwycięzcy byli z góry znani. Nikt jednak nie chciał komentować tego „cudownego nawrócenia” oferentów, którzy dotąd oprotestowywali każdy źle postawiony przecinek.

Teraz jednak grono niezadowolonych rośnie, przybywa głosów mówiących o rzekomym „układzie” dostawców, firmy ledwie wyrabiają się z realizacją zamówień, a w jednym z przetargów pojawił się protest.

Kostka domina

Zaprotestował Biatel, średniej wielkości integrator informatyczny, który zaoferował resortowi edukacji pracownie oparte na komputerach Vobis. Oferta tej firmy była najtańsza, ale została odrzucona z powodu błędu. Resort wybrał Bulla z ABG (z komputerami NTT), konsorcjum droższe o 2 mln zł od Biatela.

Zarzuty zostały odrzucone, a firma nie informuje, czy złoży odwołanie do Urzędu Zamówień Publicznych (UZP). Ten pierwszy od miesięcy protest w dużym przetargu szkolnym może jednak wywołać reakcję domina. Do „PB” od kilku tygodni zgłaszają się przedstawiciele niektórych dostawców i integratorów, którzy mówią o zmowie konkurentów. Na poparcie tych teorii przywołują powszechnie znane fakty: w każdej turze przetargu składane były dwie oferty, przy czym obie reprezentowały tylko jednego dostawcę sprzętu, a zaproponowane ceny były zbliżone do budżetu resortu.

— Dotąd w każdym przetargu było przynajmniej kilku oferentów, dzięki czemu ceny były znacznie niższe od budżetu. Dlaczego w największych zamówieniach w historii firmy rezygnują z rywalizacji? — pyta jeden z naszych rozmówców.

Czy resort edukacji i UZP nie widzą porozumienia konkurentów w postępowaniach? Urzędnicy unikają odpowiedzi. Anita Wichniak-Olczak z UZP twierdzi, że urząd bada procedury, a od oceny postępowania pod względem ewentualnych zmów jest Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK).

— Nie badamy takiej zmowy. Nie dostaliśmy żadnego zgłoszenia na ten temat — mówi Rafał Gawłowski z biura prasowego UOKiK.

Kompromis z przymusu

Kto miałby podzielić się rynkiem? Przetargi wygrywali różni integratorzy oferujący sprzęt NTT, Optimusa, Action i Incomu. Ale jeśli — jak mówią nasi informatorzy — dostawcy się zmówili, to co z koncernami, takimi jak HP, Dell czy Fujitsu Siemens? Trudno przecież przyjąć, że takie koncerny nie zareagowałyby na rzekomą zmowę polskich dostawców. Nasi informatorzy uważają, że koncerny i tak nie miały szans na zwycięstwo, gdyż nie byłyby w stanie rywalizować cenowo z polskimi producentami. Integratorzy natomiast dołączyli do ofert notebooki, drukarki oraz inne urządzenia peryferyjne zachodnich producentów.

Przedstawiciele firm komputerowych, które wygrywają w szkolnych przetargach, stanowczo zaprzeczają, jakoby doszło do jakiejkolwiek zmowy. Oficjalnie nie chcą tłumaczyć, dlaczego w jednym przetargu składają oferty, a rezygnują z innych. Nieoficjalnie mówią o konieczności kompromisu.

— Resort edukacji apelował, żeby nie protestować w przetargach, bo pieniądze przepadną. Wiadomo, że gdyby doszło do normalnej walki, wszystkie przetargi by poległy, bo nie wyobrażam sobie, żeby któraś z firm zrezygnowała z protestów. Ale to nie oferenci są winni, tylko złe prawo — mówi przedstawiciel jednego z dostawców.

On i wielu innych winą obarcza prawo zamówień publicznych, przez które procedura protestacyjna może trwać miesiącami.

— Konieczny był kompromis, bo inaczej dzieci znów nie dostałyby pracowni internetowych, a Polska najadłaby się wstydu w Europie, że nie potrafimy wykorzystać pieniędzy ze środków unijnych. Nie ma jednak mowy o żadnej zmowie — twierdzi inny producent.

Dodaje, że nikt się z nikim nie umawiał, nie ma żadnych wzajemnych rozliczeń, a podział dokonał się w naturalny sposób.

— Proszę zwrócić uwagę, że producentom ciężko jest obsłużyć tak duże zamówienia, więc nie byłoby sensu starać się zwyciężyć w kolejnych turach. Rezygnacja z rywalizacji w pozostałych regionach była więc po prostu jedynym rozsądnym wyjściem — mówi nasz rozmówca.

Realizacyjne kłopoty

Fakt. Resort edukacji przedłużył termin realizacji największego przetargu (podzielonego na cztery tury, wartego 250 mln zł) z 1 do 16 grudnia, tłumacząc, że firmy nie były winne opóźnieniom. Wykonawcy zapewniają, że robią wszystko, żeby tym razem zdążyć.

— Terminy były bardzo napięte, ale zrobimy wszystko, żeby zrealizować zamówienie. Są duże szanse, że się nie spóźnimy — mówi Tomasz Lewandowski, wiceprezes ABG Ster-Projekt.

— Nie było łatwo, ale mogę już zapewnić, że dostawy zostaną zrealizowane — dodaje Edward Wojtysiak z Action.

W resorcie edukacji także dowiedzieliśmy się, że zamówienia powinny zostać wykonane w terminie.

— Z informacji pochodzących od wykonawców wynika, iż wykonano ponad 80 proc. dostaw pracowni komputerowych. Nie przewidujemy zagrożenia. Zdążymy do 16 grudnia — informuje Mieczysław Grabianowski, rzecznik prasowy resortu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Marek Druś)

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Złamana "zmowa" w megaprzetargach