Złe długi zachwieją chińską gospodarką

Marek Wierciszewski
opublikowano: 17-10-2011, 00:00

Inwestorom sen z powiek spędza głównie kryzys zadłużenia w Europie, ale ten problem daje o sobie znać także w innych częściach świata

Straty z tytułu niespłaconych kredytów to już dawno nie tylko zmartwienie banków ze Starego Kontynentu. Coraz poważniejsze kłopoty z tym związane mają kredytobiorcy chińscy. Na razie udział złych długów w całości pożyczek udzielonych przez chińskie banki tylko nieznacznie przekracza 1 proc. Bank Credit Suisse ostrzega jednak, że to może być cisza przed burzą. W raporcie z ubiegłego tygodnia Credit Suisse utrzymał rekomendację „niedoważaj” dla chińskiego sektora bankowego. Skutki jego kłopotów byłyby fatalne, nie tylko dla Chin, ale również dla całej gospodarki światowej.

Rachunek za inwestycje

Jak przewiduje bank, w ciągu najbliższych lat odsetek długów niespłacanych w terminie lub w ogóle prawdopodobnie wzrośnie do 8-12 proc. Tak znaczące pogorszenie jakości aktywów oznaczałoby potężny cios dla banków z Chin. Straty mogą pochłonąć od 40 do 60 proc. ich kapitałów własnych.

To efekt boomu, który Chiny sobie zafundowały, wprowadzając podczas pierwszej fali kryzysu nadzwyczajne pakiety stymulacyjne. W przeciwieństwie do państw zachodnich za złe długi nie odpowiada jednak rozbuchana konsumpcja, ale inwestycje. Jak wskazuje raport Credit Suisse, ponad 90 proc. potencjalnych strat może być związanych z pożyczkami dla deweloperów, przedsiębiorstw z innych sektorów oraz władz samorządowych.

Przy skali działalności chińskich banków, które pod względem kapitalizacji należą do największych na świecie, potencjalne straty są niebagatelne. W cieniu zostawiają nawet uszczerbek poniesiony przez europejskie banki zaangażowane w obligacje krajów strefy euro. Jak wynika z szacunków Credit Suisse, chińscy pożyczkodawcy będą musieli się pogodzić z utratą od 290 od nawet 450 mld EUR.

To suma nie tylko przekraczająca straty europejskich banków na obligacjach greckich, ale również nawet wyższa od kwoty 270 mld EUR, na jaką trzeba będzie, według szacunków analityków, dokapitalizować europejskie banki.

W Szanghaju bessa

Indeks notowanych w Szanghaju spółek z sektora finansowego stracił od początkuroku aż 43 proc. W czasie najgłębszych spadków za papiery, na które przypadał 1 juan zysków, płacono zaledwie 5,6 juana. Straty akcjonariuszy są wyraźnie większe niż w przypadku banków europejskich, których wartość rynkowa w tym czasie stopniała przeciętnie o 29 proc. Reakcja władz chińskich była zdecydowana.

Bank centralny poprosił banki o to, by zwiększyły rezerwy na nieściągalne należności aż do 150 proc. wartości zagrożonych kredytów. W ubiegłym tygodniu państwowy fundusz majątkowy poinformował, że rozpoczął skup akcji banków. To dobra wiadomość. Nie zdołała jednak przekonać pesymistów do zmiany ocen sektora. — Jeszcze dwa miesiące temu wszyscy sądzili, że banki chińskie są w idealnej formie.

To, że teraz rząd nie wyklucza interwencji w obronie banków, pokazuje, jak poważne jest pogorszenie sytuacji — komentował Jim Chanos, założyciel funduszu hedgingowego Kynikos, który dekadę temu sprzedawał na krótko akcje późniejszego bankruta Enron Corp., a teraz podobną strategię stosuje wobec akcji chińskich deweloperów, banków i firm budowlanych. Jak podkreśla, chiński rynek nieruchomości stoi u progu poważniejszego spowolnienia, a to nie pozostanie bez wpływu na inne gałęzie gospodarki, którą dodatkowo dotyka pogorszenie koniunktury na świecie.

Problem globalny

Kryzys w Europie i słaba kondycja amerykańskich konsumentów zmniejsza zainteresowanie zagranicznych nabywców chińskimi towarami. Jak wynika z danych krajowego urzędu celnego, we wrześniu nadwyżka w bilansie handlu zagranicznego była najniższa od maja. Choć dynamika eksportu sięgnęła aż 17,1 proc., to jednak zawiodła analityków. W słabszej formie jest eksport do krajów europejskich.

— Popyt na chińskie produkty spada z powodu niekorzystnych perspektyw gospodarki światowej. Juan się wzmacnia, a robotnicy żądają coraz wyższych pensji — komentuje David Huang, właściciel Wing Kwai Trading, firmy produkującej obuwie. Zadyszka gospodarki Państwa Środka to już nie tylko problem chińskich władz. To także niekorzystna wiadomość dla światowych rynków finansowych.

— Kondycja gospodarki Chin jest dla globalnych inwestorów tak samo ważna jak trwałość wzrostu w USA oraz stan strefy euro — oceniał Constantin Vayenas, odpowiedzialny za analizy rynków wschodzących w banku UBS.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy