Złe polisy idą pod młotek

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2014-06-11 00:00

Ubezpieczyciele coraz częściej muszą liczyć każdy grosz. Dlatego licytują złe długi i zacieśniają współpracę z windykatorami.

To, co od lat jest standardem na rynku bankowym, czyli ścisła współpraca z firmami windykacyjnymi i licytowanie złych długów, przebojem wdziera się na rynek ubezpieczeń. Coraz więcej towarzystw decyduje się na wynajęcie zewnętrznej firmy do windykowania wierzytelności. Rośnie też zainteresowanie ubezpieczycieli sprzedawaniem pakietów złych długów. A raczej złych polis. Prekursorem w sprzedaży wierzytelności nad Wisłą jest grupa VIG. Robi to od dekady, w miarę potrzeb wysyłając na rynek windykacyjny kolejne paczki długów. Jak tłumaczy Tomasz Borowski, rzecznik Compensy, złe polisy są licytowane po wyczerpaniu się wewnętrznych procedur ściągania należności.

— Zaletą jest relatywnie wysoka efektywność i oszczędność pieniędzy, które musiałyby zostać przeznaczone na utrzymanie jednostki windykacyjnej w ramach struktur firmy — przekonuje Tomasz Borowski.

Do podobnych wniosków dochodzi coraz więcej firm z branży. Zaczynają współpracę z windykatorami i sprzedają im wierzytelności. W ostatnich tygodniach zdecydowała się na to Uniqa, która w ramach pilotażu zlicytowała paczkę złych polis.

— Efekty finansowe zdecydują, czy będzie to stały element naszej polityki zarządzania wierzytelnościami — twierdzi Jakub Machnik, dyrektor departamentu finansowego w Uniqa TU.

Zastanawia się nad tym PZU.

— Najpierw chcemy poznać efekty, jakie przyniesie zlecanie windykacji wyspecjalizowanym firmom — mówi Tomasz Wójcik, dyrektor biura windykacji PZU.

Od marca na szeroką skalę gigant współpracuje z czterema firmami, które prowadzą dla niego windykację równolegle do jego własnej. To duża zmiana, bo od dekady PZU posiłkował się niezależnymi konsultantami. Głównym towarem, który trafia od ubezpieczycieli do firm windykacyjnych, są długi z tytułu niezapłaconych składek obowiązkowego OC komunikacyjnego. Coraz częściej jednak na rynek trafiają także inne rodzaje wierzytelności. Krzysztof Mądrala, wiceprezes Casus Finance, wyjaśnia, że chodzi np. o ubezpieczenia niskiego wkładu i należności, gwarancje ubezpieczeniowe czy też regres wobec sprawców szkód.

— W przypadku dużych ubezpieczycieli wartość portfelitakich wierzytelności może wynosić od kilkudziesięciu do grubo ponad 100 mln zł — mówi Krzysztof Mądrala. Stąd też bierze się coraz większe zainteresowanie firm ubezpieczeniowych bardziej efektywną windykacją i sprzedażą złych polis. Jak twierdzi Wojciech Andrzejewski, wiceprezes firmy PRESCO, na rynku jest około dziesięciu ubezpieczycieli, którzy sprzedawali już pakiety wierzytelności.

— Firmy, które się na to zdecydowały, robią to już regularnie. Wartość wystawianych przez nie pakietów jest zdecydowanie niższa niż w przypadku banków — mówi wiceprezes.

Ubezpieczyciele coraz chętniej sięgają po usługi windykatorów z uwagi na złą jakość informacji o klientach. Najczęściej to skutek braku aktualizacji danych, np. adresowych. PZU szacuje, że może to dotyczyć nawet kilkunastu procent portfela. Także agenci dokładają cegiełkę do tych problemów. Wolą podać towarzystwu fałszywe dane, niż narazić się na utratę klienta. Ubezpieczyciele mają ograniczone możliwości radzenia sobie z tym problemem. Windykator, który współpracuje z firmą detektywistyczną, może więcej. Dodatkowo coraz częściej na celownik firm windykacyjnych trafiają agenci ubezpieczeniowi. To pokłosie niedawnego boomu na rynku wieloletnich polis inwestycyjnych, powiązanych z funduszami kapitałowymi. Do windykacji trafiają ubezpieczenia, w których została uiszczona pierwsza składka, do agenta trafiła prowizja, a klient odmawia płacenia kolejnych składek.

— Pozbywamy się takich spraw, bo sami nie jesteśmy w stanie ściągnąć tych zobowiązań — zwłaszcza że często nie ma już z kim rozmawiać po drugiej stronie — mówi nam przedstawiciel jednego z ubezpieczycieli. Nie wszystkie towarzystwa decydują się jednak na szeroką współpracę z windykatorami.

— Nie sprzedajemy pakietów wierzytelności firmom windykacyjnym i nie rozważamy tego. W przypadku stwierdzenia braku wpłaty najpierw działamy we własnym zakresie. Dopiero w przypadku braku odzewu ze strony klienta prosimy firmę windykacyjną o wsparcie, głównie na etapie sądowym i egzekucyjnym. Takie podejście pozwala nam na zachowanie pełnej kontroli nad procesem i w uzasadnionych przypadkach szybkie podjęcie decyzji o zaprzestaniu windykacji — tłumaczy Jacek Cichecki, kierujący Centrum Windykacji Należności w Warcie.

Możesz zainteresować się również: