Źle się dzieje w zamówieniach

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2015-09-29 22:00

Walka o godziny dostaw materiałów medycznych, zatrudnianie pracowników za grosze — takie są realia wielu publicznych przetargów.

Bankructwa firm budujących drogi i stadiony czy modernizujących linie kolejowe na EURO 2012 rozpętały burzę i bunt przeciwko polityce wybierania wykonawców i dostawców jedynie na podstawie ceny. Buntowników poparli politycy, proponując nowelizację prawa zamówień publicznych, by zachęcić inwestorów do stosowania także pozacenowych kryteriów wyboru ofert w przetargach. Okazuje się jednak, że w praktyce zamawiający idą na łatwiznę — nie promują jakości czy nowoczesnych technologii, oprócz ceny stawiając jedynie na terminowość dostaw i robót. Efekt? W branży medycznej jest gorzej niż przed zmianami.

Grzegorz Kawecki

— Zamawiający oprócz ceny promują termin dostawy, za który można zyskać np. 10 proc. w ocenie oferty, choć bywa, że tylko 1 proc. Oferenci walczą na godziny dostaw, których w praktyce i tak zazwyczaj nie dotrzymują — mówi Paweł Ossowski, business development manager w Zarys International Group, dostarczającej materiały medyczne dla szpitali. Szpitale zamawiają materiały dwa, trzy razy w miesiącu.

— Kiedy obowiązywało jedynie kryterium cenowe, w umowach zapisane były kilkudniowe terminy dostawy. Teraz dostawcy proponują jeden dzień albo mniej, choć w praktyce niewielu jest w stanie tego terminu dotrzymać. Szpitale czasem tego nie egzekwują, a czasem naliczają kary, nawet jeśli towar nie jest im potrzebny natychmiast — dodaje Paweł Ossowski.

Jego zdaniem, w przypadku zamówień dotyczących podstawowych materiałów wystarczy stosować kryterium cenowe, a przy specjalistycznych produktach czy urządzeniach zamiast terminu lepiej punktować wysoką jakość. W przeciwnym razie w branży tworzy się przetargowa fikcja, wre walka na oferty, których warunki nie są później przestrzegane.

Inaczej na rynek patrzą szpitale.

— Stosowanie wyłącznie kryterium cenowego powodowało wiele problemów dla zamawiających, którzy nie byli w stanie w pełni zweryfikować wszystkich wad i zalet oferty. Kryterium terminowe jest ważne, bo utrzymywanie powierzchni magazynowych drogo nas kosztuje. W praktyce jednak zamawiający mają problemy ze stosowaniem kryteriów pozacenowych. W weryfikacji dostawców pomagają nam: dialog techniczny prowadzony przed złożeniem ofert oraz możliwość otrzymania próbek do testowania — mówi Ewa Książek-Bator, dyrektor naczelna Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. © Ⓟ

Za pół darmo

W pogoni za niską ceną zamawiający często przymykają oko na przepisy dotyczące płac i zatrudnienia. „W sektorze zamówień publicznych nie zawsze respektowane są zapisy ustawy o minimalnym wynagrodzeniu, które w przeliczeniu na godzinę wynosi obecnie 13 zł bez VAT (…). Przykładem jest Podkarpackie Centrum Chorób Płuc w Rzeszowie, które wyceniło jedną godzinę pracy ochroniarzy na rażące 4,95 zł bez VAT. Niestety, takich instytucji publicznych jest więcej — Krakowskie Pogotowie Ratunkowe podpisało kontrakty z dwoma podmiotami, gdzie stawkę godzinową wyceniono na odpowiednio 5,36 i 5,32 zł bez VAT” — twierdzi Marek Kowalski, przewodniczący rady zamówień publicznych przy Konfederacji Lewiatan. Nie jest to problem wyłącznie branży medycznej. Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie oszacowała godzinną stawkę dla ochroniarza na 8,98 zł bez VAT. Niskie stawki za ochronę oferują nawet sądy. „Sąd Rejonowy w Legnicy płaci za jedną roboczogodzinę pracownika ochrony tylko 5,79 zł bez VAT, czyli ponad połowę mniej niż ustawowe wynagrodzenie minimalne, Sąd Rejonowy w Bielsku Podlaskim — tylko 7,71 zł bez VAT, a Sąd Rejonowy w Nysie podpisał kontrakt, w którym godzinę pracy ochroniarza skalkulowano na 8,54 zł bez VAT” — informuje Marek Kowalski. Ekspert przypomina, że od 2016 r. wchodzą w życie przepisy dotyczące ozusowania umów-zleceń, więc publicznych zamawiających czeka renegocjowanie kontraktów.