Odwiedzając współcześnie miasto Meksyk próżno nam szukać jeziora Texcoco, na którego wyspach Aztekowie zbudowali swoją stolicę. Jedyną pozostałością po osuszonym przez Hiszpanów akwenie są niewielkie bagna na terenie metropolii. Komunikację między wyspami i lądem zapewniał system grobli - ułatwiały one jednocześnie obronę stolicy w razie zagrożenia.




Śmiało powiedzieć można, że Tenochtitlan było wybitnym osiągnięciem inżynieryjnym. Poziom wody na wewnętrznych zbiornikach między wyspami regulowany był za pomocą tam. Świeżą wodę (ta z jeziora Texcoco nie nadawała się do picia ze względu na wysokie zasolenie) dostarczały z góry akwedukty. Na zabudowanych skrawkach lądu budowano domy, świątynie, pałace, zakładano pływające ogrody otoczone wewnętrznymi kanałami oraz wytyczono centralną przestrzeń ceremonialną. Jej najważniejszym budynkiem była schodkowa piramida wznosząca się na wysokość 60 metrów z sanktuariami dwóch bóstw na szczycie. To tam właśnie składano ofiary z ludzi (wyrwanie serca zajmowało sprawnemu kapłanowi 10 sekund), których czaszki wystawiane były w specjalnych konstrukcjach na widok publiczny. Ten krwawy zwyczaj stanowił powód dumy Azteków, którzy wierzyli, że ofiary z ludzi stanowią formę przebłagania bogów chcących doprowadzić do końca świata. Całość kompleksu otaczał wysoki na 2,5 m mur z wizerunkami boga Quetzalcoatla.
Quetzalcoatla był w wierzeniach Azteków bogiem wiatru, nieba i ziemi. Miał walczyć z innymi bóstwami, ponieważ sprzeciwiał się składaniu ofiar z ludzi. Przegrany, wyruszył w morską podróż na wschód, skąd zapowiedział powrót. Według kapłanów wrócić miał z czarną brodą i o białej skórze. Wiara w niego była tak silna, iż przybywającego na Jukatan hiszpańskiego konkwistadora Hernana Cortesa miejscowa ludność początkowo wzięła za powracającego Quetzalcoatla.
Cortesa wiodła chciwość. Przez osiem lat działał w hiszpańskiej kolonii na Kubie, ale opowieści o bogatej w złoto krainie za morzem na zachodzie zwróciły jego uwagę i zachęciły do zorganizowanie ekspedycji. Po konflikcie z gubernatorem wyspy jego wyprawa stała się przedsięwzięciem prywatnym. Cortes wylądował na wybrzeżu w 1519 r., szybko nawiązał kontakty i zawarł przymierza z lokalnymi plemionami Indian, które również zainteresowane były upadkiem i grabieżą Azteków. Przybywającym Hiszpanom król Montezuma II wysyłał bogate podarunki, szaty, koła ze złota i srebra, które miały ich przebłagać i powstrzymać przed przybyciem do miasta (powrót bóstwa miał według Azteków zwiastować koniec świata), jednak chciwych żołnierzy tylko zachęcały one do kontynuowania wyprawy. Zresztą, przewidujący Cortes nakazał po zejściu na ląd zniszczenie 10 z 11 statków, którymi przybyli, aby odciąć żołnierzom drogę ucieczki.
Ofiarami składanymi bogom byli jeńcy wojenni, dlatego Aztekowie prowadzili nieustanne wojny ze swymi sąsiadami. Pokonani musieli oddawać młodych chłopców i dziewczęta, których następnie mordowano na ołtarzu w Tenochtitlan. Z tego powodu Cortes dość łatwo zdobył przychylność i wsparcie ze strony niektórych plemion, przez których tereny przechodził. Niechętnych przekonała natomiast masakra w Choluli, kiedy Hiszpanie wymordowali całą starszyznę i kacyków zaproszonych pod pozorem przyjacielskiej uczty oraz mieszkańców miasta w liczbie pięciu tysięcy.
Z taką legendą zapowiedzi Cortesa, iż wybiera się do Tenochtitlan z przyjacielską wizytą, przyjmowane były przez Montezumę z coraz większym niepokojem.
Chcąc go przebłagać, Montezuma postanowił postąpić dyplomatycznie i powitać przybysza u wrót miasta jako przedstawiciela równego sobie króla. Hiszpanom towarzyszyła gwardia honorowa a sam władca powitał Cortesa na lektyce wręczając mu kwiaty z własnego ogrodu. Początkowo "wizyta" układała się pomyślnie - król robił wszystko aby zyskać przychylność gości, przyjął nawet chrzest, w świątyni zakazał krwawych praktyk i umieścił w niej symbole chrześcijańskie. Cortesowi zdeklarował się jako wasal Habsburgów i obiecał płacić bogaty trybut, aby tylko sobie poszli. To jednak nie zmieniło postawy Hiszpanów, a tylko obciążyło go w oczach rodaków.
Cortes musiał opuścić Tenochtitlan w maju 1520 r., kiedy dowiedział się o lądowaniu na wybrzeżu ekspedycji karnej gubernatora Kuby. Jego wyprawa była przecież nielegalna! Zostawił w mieście kilkuset żołnierzy i ruszył na spotkanie. Tymczasem jego podkomendni dokonali masakry w głównej świątyni chcąc zagrabić złoto miejscowej ludności. Wtedy to wybuchło spontaniczne powstanie mieszkańców. Przybyły pod koniec czerwca Cortes nie był w stanie opanować buntu. Nawet król chcący uspokoić tłumy został obrzucony kamieniami, co według Hiszpanów spowodowało jego śmierć. Najeźdźcy musieli się wycofać groblami z miasta, co wobec trudnej sytuacji strategicznej równało się z dużymi stratami. Z 1100 żołnierzy na ląd dotarło 425.
Hiszpanie udali się do jednego z sojuszniczych miast, aby wyleczyć rany, zebrać posiłki i przygotować się do szturmu. Tymczasem w Tenochtitlan wybuchła zaraza. Mieszkańców dziesiątkowała nowa, nieznana wcześniej choroba zawleczona przez jednego z przybyszów - ospa wietrzna. Na początku 1521 r. Cortes zebrał wystarczającą grupę sojuszników, aby otoczyć miasto. Walki trwały od kwietnia do 13 sierpnia, kiedy to ostatni dowódca obrony poddał się przed dowódcą Hiszpanów.
Cortes pozostał na zdobytych ziemiach. Zwycięzców opętała bowiem obsesja odnalezienia rzekomego skarbu Montezumy. Jego poszukiwania wspierali torturowaniem ocalałej starszyzny azteckiej, którą w praktyce w ciągu kilku lat wymordowali. Po kilku latach dowódca Hiszpanów musiał jednać zalegalizować swój status na Nowym Kontynencie, dlatego z bogatymi darami wyruszył do Hiszpanii, gdzie ukorzył się przed cesarzem Karolem V.
Środkowa Ameryka dostała się w ręce Hiszpanów i stała się źródłem olbrzymiego bogactwa madryckiego dworu. Związanie ze Starym Kontynentem trwało równo trzysta lat. W 1821 r. Meksyk uzyskał niepodległość.
