Złotówka za głupotę

Aneta Królak
opublikowano: 2001-12-14 00:00

Kiedy budżet państwa ledwie zipie, aż dziw, że minister finansów, po opodatkowaniu wszystkiego co można (i czego nie można też), nie wprowadził jeszcze opłat od głupoty i chamstwa. Warto by zacząć od samej góry i za wygadywanie bzdur w Sejmie inkasować 1500 zł za minutę (plus 22 proc. VAT). Za wciskanie prokuratorowi dyrdymałów o talibach pod Olsztynem — 1200 zł. Nie oszczędzać nikogo. Za potyczkę słowną kierowców — 500 zł od łebka, a za wymianę „uprzejmości” z teściową — 750 zł (w razie rękoczynów stawki podwójne).

Jakże bogaty byłby nasz kraj. Już po roku lekarze zarabialiby tyle, że nie musieliby brać łapówek, a zadowoleni nauczyciele edukowaliby pacholęta w pięknych nowych szkołach. I jeszcze zostałoby na zbudowanie sieci autostrad dorównującej długością dystansowi z Klewek do Kandaharu i z powrotem.