W czwartek, dzień przed exposé premiera oraz głosowaniem nad wotum zaufania dla jego rządu, notowania złotego spadły. Dzień wcześniej Marek Belka usłyszał od SdPl, że na poparcie tego ugrupowania nie ma co liczyć i szanse na pozytywny wynik głosowania spadły jeszcze bardziej. Nic dziwnego, że inwestorzy zmniejszyli zaangażowanie w złotego.
Wraz z deprecjacją kursu EUR/USD cena dolara wzrosła do 4,0380 zł. Cena euro poruszała się w przedziale 4,7650–4,7910 zł i nie uległa większej zmianie w stosunku do środowego zamknięcia. Odchylenie złotego od dawnego parytetu przejściowo sięgnęło 3,9 proc. po jego słabej stronie. O godz. 16.00 dolar wyceniany był na 4,0330 zł, a euro na 4,7710 zł (odchylenie: 3,62 proc. po słabej stronie parytetu). W piątek na rynku złotego może mieć bardzo nerwowo. Nie dość że w Sejmie trwać będzie debata nad exposé, to o godz. 16.00 zostaną opublikowane dane makro o inflacji i bilansie płatniczym (zdaniem analityków, kwietniowa inflacja sięgnie 2,3 proc., a deficyt obrotów bieżących w marcu 314 mln EUR). Jako że gros wydarzeń przypada na godziny zamknięcia handlu, reakcji inwestorów należy oczekiwać dopiero na początku poniedziałkowej sesji.
Wczorajsza sesja na rynku międzynarodowym należała do amerykańskiej waluty. Już od pierwszych godzin handlu euro zniżkowało do 1,1845 USD, do czego przyczyniły się m.in. wydarzenia na rynku dolara i jena oraz oczekiwania na dane makro ze Stanów Zjednoczonych. Rano okazało się, że niemiecki PKB w pierwszym kwartale wzrósł o 0,4 proc. (kw/kw) i 1,5 proc. (r/r), choć spodziewano się wzrostu odpowiednio o 0,3 i 0,6 proc. Nie wpłynęło to jednak zasadniczo na notowania euro do dolara.
Krótko przed południem wartość dolara gwałtownie zwyżkowała, a kurs euro spadł w okolice 1,1820 USD po tym, jak przedstawiciel władz monetarnych Arabii Saudyjskiej powiedział, że wspólna waluta wciąż nie jest konkurencyjnym pieniądzem rezerwowym. Po południu okazało się, że ceny produkcji sprzedanej przemysłu w USA zanotowały większy od oczekiwań wzrost o 0,7 proc. Podano też, że w ubiegłym tygodniu liczba osób ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek dla bezrobotnych wzrosła do 331 tys. z 318 tys. (po korekcie). Rynek spodziewał się mniejszego wzrostu. Ogłoszono także większy od oczekiwań inwestorów spadek sprzedaży detalicznej w kwietniu. Mieszanka dobrych i gorszych danych spowodowała najpierw przecenę euro w okolice 1,1810 USD, a następnie skok notowań w rejon 1,1850 USD. O godz. 16.00 euro wyceniane było na 1,1830 USD.
Wczorajsze dane makro nie wskazały jednoznacznie na poprawę kondycji amerykańskiej gospodarki w stopniu wystarczającym do podniesienia stóp procentowych przez Fed. Inwestorzy oczekiwać będą teraz przede wszystkim na piątkowe dane o cenach konsumenckich w USA. Do piątkowego popołudnia kurs euro powinien oscylować w przedziale 1,1790-1,1875 USD.