Złoty był odporny na złe wiadomości

Marek Nienałtowski
opublikowano: 2003-09-10 00:00

Podczas wtorkowej sesji rynek oczekiwał na wynik posiedzenia Rady Ministrów, a złoty delikatnie się wzmocnił. Przy braku publikacji danych makroekonomicznych, główną siłą decydującą o nominalnych poziomach polskiej waluty były zmiany na rynkach światowych. Dzięki temu kurs USD/PLN spadł z 3,9930 do 3,9660, natomiast cena euro wzrosła z 4,4180 do 4,4385.

We wtorek w wywiadzie dla agencji Reuters Andrzej Bratkowski, wiceprezes Narodowego Banku Polskiego, uznał że obecny poziom złotego nie jest fundamentalnie przewartościowany. Zdaniem Andrzeja Bratkowskiego, przedstawienie przez rząd wiarygodnego planu reform do końca roku powinno wzmocnić złotego, natomiast brak działań w tym kierunku może spowodować dużą nerwowość na rynku walutowym. Wiceprezes NBP uznał, że pole do obniżki stóp w tym i 2004 roku jest niewielkie.

Po południu rząd przyjął projekt budżetu na 2004 rok, który zakłada deficyt 45,5 mld zł, czyli 5,3 proc. w relacji do PKB. Natomiast tegoroczny deficyt ma wynieść 38,7 mld zł — czyli prawie 5 proc. PKB. Informacje te nie miały wpływu na notowania złotego. O godzinie 16.00 dolar wyceniany był na 3,97 zł, a euro na 4,4360 zł.

Wygląda na to, że rynek przyzwyczaił się do rosnącego deficytu budżetowego. Należy pamiętać, że projekt budżetu czeka jeszcze zatwierdzenie w parlamencie. Przed tym będzie on wysłany do Komisji Trójstronnej. O kursie złotego na razie będą więc decydować notowania walut EUR/USD na rynku międzynarodowym.

Notowania europejskiej waluty do dolara we wtorek znacznie wzrosły. Kurs EUR/USD zwyżkował z 1,1059 do 1,1178 i znalazł się na najwyższym poziomie od 18 sierpnia. Większość analityków jako główny powód deprecjacji dolara nadal wskazuje słabe dane z amerykańskiego rynku pracy, które opublikowano w ostatni piątek. Zmniejszanie zaangażowania w dolary było również skutkiem zwiększonej nerwowości związanej z przypadającą w czwartek drugą rocznicą zamachu terrorystycznego na WTC. Trzecim czynnikiem wpływającym na wartość dolara do euro były publikacje prognoz przez jedną z największych spółek giełdowych — Nokię. Informacje podane przez Nokię nie były najlepsze. Nic więc dziwnego, że giełdy na Wall Street rozpoczęły wtorkowy handel na minusie.

Publikowane w ciągu dnia dane makro ze strefy euro nie miały większego wpływu na rynek. Przedstawione o godz. 8 rano informacje z Niemiec o inflacji były zgodne z oczekiwaniami. Wskaźnik CPI w sierpniu, w skali miesiąc do miesiąca, nie uległ zmianie, a w stosunku rocznym wzrósł o 1,1 proc. W południe Eurostat poinformował, że PKB strefy euro w II kwartale spadł o 0,1 proc. w stosunku do I kwartału oraz wzrósł o 0,2 proc. w skali rocznej. O ile dane kwartalne były zgodne z oczekiwaniami, to negatywnie zaskoczyły te o wzroście w skali rocznej. Analitycy spodziewali się, że tempo wzrostu gospodarczego wyniosło 0,4 proc. O godzinie 16.00 euro wyceniano na 1,1174 dolara. Trwałe złamanie w górę poziomu 1,1180 może otworzyć drogę do dalszych wzrostów ceny euro w kierunku poziomu 1,1265.

Dolar tracił też na wartości do jena. Kurs USD/JPY zniżkował z 116,80 do 116,21. Wsparciem dla japońskiej waluty był przede wszystkim znaczny popyt na akcje notowane na tokijskim parkiecie. Indeks Nikkei 225 zakończył handel 2,23-proc. zwyżką i znalazł się na najwyższym poziomie od 14 miesięcy. Wpływ na zwiększone zakupy walorów spó- łek miał głównie fakt podwyższenia przez bank inwestycyjny Morgan Stanley rekomendacji dla japońskich akcji. Do głębszego spadku kursu USD/JPY jednak nie doszło. Wydaje się, że notowania amerykańskiej waluty do jena mogą dalej zniżkować. Popyt na akcje na tokijskim parkiecie nadal jest bardzo wysoki. W najbliższych dniach możemy być świadkami testowania przez kurs USD/JPY dołków na poziomie 115,75.