W środę wartość naszej waluty nie uległa większym zmianom w porównaniu z wtorkowym zamknięciem. Wraz z deprecjacją kursu EUR/USD zmianie uległy nominalne ceny euro i dolara. Złoty zyskał do europejskiej, a stracił do amerykańskiej waluty. Kurs USD/PLN wzrósł i poruszał się w przedziale 3,8550–3,8925, a EUR/PLN spadł i utrzymał się w zakresie 4,7400-4,7800.
W pierwszej części handlu złoty nieco zyskiwał. Gracze czekali na wynik przetargu obligacji 10-letnich o wartości 1,7 mld zł. Spodziewali się, że będzie dość dobry. Niestety, o godz. 13.00 okazało się, że popyt na papiery skarbowe był słabszy. Nasza waluta oddała wcześniejsze zyski. O godz. 15.55 dolar wyceniany był na 3,8820 zł, a euro na 4,7600 zł (odchylenie: +1,92 proc.). Rynek złotego powoli się stabilizuje. Chętnych do sprzedaży naszej waluty nie ma zbyt wielu. Z drugiej strony nie widać zbytniego popytu na nią. 1,5-proc. odchylenie od dawnego parytetu pozostaje więc nadal solidnym wsparciem.
Podczas środowego handlu na rynku euro i dolara inwestorzy byli dość nerwowi. Wprawdzie poczatkowo kurs EUR/USD zwyżkował z 1,2260 w okolice 1,2315, to jednak po południu, mimo kiepskich danych z USA, kupowano już tylko dolary. Rano opublikowano dane o bilansie handlowym Niemiec. Rynek zignorował to, że w styczniu nadwyżka handlowa wyniosła 12,3 mld EUR i była powyżej oczekiwań. Inwestorzy czekali na publikację danych o bilansie handlowym USA. Wyższy od oczekiwań deficyt 43,1 mld USD nie rozczarował, wprowadził jednak zamieszanie. Krótko po publikacji danych notowania euro zwyżkowały do 1,2337 USD, by następnie spaść w okolice 1,2230. O godz. 15.55 euro wyceniane było na 1,2260 USD.
Wielu inwestorów skłania się ku opinii, że trend na rynku euro/dolara już się odwrócił i patrzeć tylko, jak notowania spadną poniżej 1,2000. Rzeczywiście, nawet słabe dane makro nie mają wpływu na wartość waluty amerykańskiej.