Andrzej Arendarski: Złoty i akcje szybują ponad realną gospodarką
KRUCHE PODSTAWY: Już za dwa, a najwyżej trzy lata, złoty zostanie skonfrontowany z samym bilansem handlowym — przewiduje Andrzej Arendarski. fot. ARC
Mimo niejasnej sytuacji w krajowej wytwórczości i coraz gorszej w handlu zagranicznym, od tygodni na GPW padają rekordy obrotów oraz notowań. Nie tylko nie załamał się kurs złotego i nie nastąpił odpływ inwestycji zagranicznych, ale wystąpiło zjawisko odwrotne. Wielki był także popyt inwestorów na papiery dłużne Skarbu Państwa. W efekcie tego wszystkiego złoty zyskuje w stosunku do wszystkich walut, nawet do silnego dolara amerykańskiego.
FENOMENU długotrwałej hossy na giełdzie i gwałtownej aprecjacji złotego nie da się wyjaśnić stanem polskiej gospodarki. Notowania większości spółek oderwały się od ich sytuacji finansowej, od — jak mówią analitycy — wskaźników fundamentalnych. Podobnie pozycja naszej waluty jest całkowicie oderwana od sytuacji w handlu zagranicznym. A zatem kursy złotego i akcji muszą być dźwigane przez pewne czynniki szczególne:
- Uruchomienie otwartych funduszy emerytalnych wykreowało kilka miliardów złotych rocznie wolnych kapitałów. Kilkaset milionów wpływa co miesiąc na konta funduszy i poszukuje korzystnych lokat. Właśnie te pieniądze tworzą bazę obecnej hossy.
- Popyt stworzony na GPW przez fundusze emerytalne wykorzystują także portfelowi inwestorzy zagraniczni. Trafnie prognozują możliwość uzyskiwania znaczących zysków.
- Wraz z kolejną podwyżką stóp procentowych, powiększyła się opłacalność lokat w papiery dłużne Skarbu Państwa. To dlatego w kolejce po nie ustawiają się krajowi i zagraniczni dysponenci nadwyżek pieniężnych.
- Rząd przyjął forsowny program prywatyzacji, zakładający, że w istocie zakończy się ona w roku 2002. Wiążą się z tym znaczne wpływy dewizowe ze sprzedaży polskich firm bezpośrednim inwestorom zagranicznym. To buforuje załamanie w handlu zagranicznym i nie odstrasza kapitału spekulacyjnego, który ciągle czuje się u nas bezpiecznie.
PONAD realną gospodarką rynek kapitałowy i walutowy może sprawnie funkcjonować tylko dopóty, dopóki działają cztery wymienione spektakularne czynniki nakręcające koniunkturę. Złoty więc — dziś zakotwiczony przede wszystkim w napływie bezpośrednich i portfelowych inwestycji zagranicznych — już za dwa, a najwyżej trzy lata zostanie skonfrontowany z samym bilansem handlowym. I już bez żadnych podpórek — na przykład w postaci wpływów z prywatyzacji czy nadzwyczajnych wpływów dewizowych od zagranicznych graczy giełdowych — będzie musiał sobie radzić.
ISTNIEJĄ tylko dwie możliwości uniknięcia w niedalekiej przyszłości drastycznego spadku kursu naszej waluty:
- Uzyskanie zdecydowanej poprawy w bilansie handlowym Polski i obniżenie ujemnego salda na rachunku obrotów bieżących do poziomu poniżej 5 proc. PKB. Ale to jeszcze nie wystarczy, bo potrzebny jest także zwiększony strumień środków pomocowych i zwyczajnych inwestycji zagranicznych.
- Uzyskanie wielkiego napływu inwestycji bezpośrednich i portfelowych, rzędu 15-17 mld USD w skali roku, niezależnie od tego, jak wielki mamy deficyt handlowy i czy zbliżamy się do członkostwa w UE. Szansa na to jest mała, ale teoretycznie istnieje.
WYNIKA Z TEGO, że po dwóch, a najwyżej trzech latach — jeśli nie nastąpi wyraźna poprawa w gospodarce realnej, czyli w rentowności przedsiębiorstw i w handlu zagranicznym Polski — nieuchronnie nastąpi głęboka korekta kursu złotego oraz akcji na giełdzie. Po prostu notowania spółek oraz pozycja naszej waluty zależeć będą głównie od tego, czy gospodarka będzie prawidłowo się rozwijać i przyciągać inwestycje oraz zdobywać rynki zagraniczne. Mamy więc trochę czasu, by zapobiec bardzo prawdopodobnemu, niekorzystnemu rozwojowi wydarzeń.
Andrzej Arendarski jest prezesem Krajowej Izby Gospodarczej