Początek tygodnia nie przyniósł zapowiadanego trzęsienia ziemi po nieoczekiwanej zmianie premiera. Osłabienie złotego nastąpiło w piątek po południu, a tylko nieliczni zdecydowali się na wyprzedaż polskiej waluty w poniedziałek rano. Rynki ustabilizowała kandydatura Stanisława Kluzy na nowego ministra finansów. Były wiceszef resortu dał się poznać jako osoba kompetentna, choć przeciwnicy zarzucają mu, że trudno będzie mu się oprzeć żądaniom polityków.
Dlatego tak ważne okazały się wczorajsze zapewnienia Jarosława Kaczyńskiego, że w gospodarce pod jego rządami nic się na gorsze nie zmieni. Nowy premier dodał również, że traktuje reformę finansów publicznych jako jeden z priorytetów i zapowiedział szybkie uchwalenie idącej w tym kierunku ustawy przygotowywanej przez Zytę Gilowską. Jeszcze raz powtórzył, że kotwica budżetowa 30 mld zł pozostanie nienaruszona.
Część inwestorów będzie czekać na piątkowe exposé, ale wydaje się, że nie wniesie ono już wiele nowego. Ważniejsze od deklaracji będą pierwsze działania nowego rządu — i od tego inwestorzy uzależnią swoje decyzje. Taki był ton wypowiedzi przedstawicieli czołowych agencji ratingowych.
Różowe okulary nie są tu jednak odpowiednie. Trudno liczyć na to, że koalicja PiS-Samoobrona-LPR będzie skłonna do odważnych działań, które mogą być konieczne, by Polska za parę lat nie powtórzyła kłopotów Węgier. Tymczasem nad światową gospodarką powoli zaczynają się zbierać ciemne chmury, co z czasem wpłynie także na kondycję naszego regionu. Rząd może przegapić dobry okres do przeprowadzenia reform.
Obserwowane ostatnio umocnienie złotego może więc być na wyrost, a rysująca się na światowych rynkach perspektywa powrotu w najbliższych tygodniach do mocnego dolara może doprowadzić do ponownej ucieczki inwestorów z naszego regionu. Cena euro w okolicach 4,00 zł może okazać się trudna do przełamania. We wtorek po południu za wspólną walutę płacono 4,0270 zł, a za amerykańską 3,1610 zł.