Zmienność notowań na czwartkowej sesji nie była duża, choć złoty nieznacznie stracił na wartości. Po południu za euro płacono 3,9680 zł, a za dolara 3,1120 zł. Widać, że rynek czeka na wyraźniejszy impuls, który zadecyduje o kierunku notowań w najbliższych dniach.
Nie były nim dane o sierpniowej inflacji konsumenckiej w Polsce, które były wyższe niż oczekiwano. Roczny wzrost wskaźnika CPI wyniósł 1,6 proc. Nie zmieniło to jednak poglądów członków Rady Polityki Pieniężnej. Ich zdaniem z decyzją o ewentualnej podwyżce stóp procentowych trzeba jeszcze poczekać kilka miesięcy. Trudno więc sądzić, by do takiej decyzji doszło wcześniej niż w I kwartale 2007 r. W piątek poznamy jeszcze dane o średniej płacy i zatrudnieniu, chociaż nie wydaje się, by mogły one znacząco ruszyć rynkiem.
Dla inwestorów istotniejsze będą publikacje danych o amerykańskiej inflacji CPI w sierpniu, które poznamy w piątek. Kluczowy okaże się tutaj odczyt wskaźnika bazowego w ujęciu rocznym, który jest uważnie analizowany przez członków władz monetarnych (Fed). Oczekuje się jednak, że w ubiegłym miesiącu wzrósł on do 2,8 proc. z 2,7 proc. w lipcu. Jeżeli okaże się jeszcze, że dynamika produkcji przemysłowej w sierpniu będzie wyższa niż 0,2 proc. m/m, a nastroje amerykańskich konsumentów nieco lepsze, to inwestorzy znów zaczną mówić o jeszcze jednej podwyżce stóp procentowych w tym roku. W takiej sytuacji spadłaby atrakcyjność rynków wschodzących, w tym Polski.
W centrum uwagi pozostanie także nasza polityka. Nadal nie ma pewności, czy Zyta Gilowska wróci do rządu. Zresztą ten fakt i tak wiele nie zmieni, bo za późno już na korektę założeń budżetowych. Tymczasem gorąco może być 20 września br., kiedy premier Jarosław Kaczyński zetrze się z koalicjantami o poziom wydatków w przyszłorocznym budżecie. Podtrzymujemy więc, że w najbliższych dniach kurs polskiej waluty osłabnie do 4,00 zł za euro i 3,15 zł za dolara.