W
efekcie nasza waluta rozpoczyna wtorkowy handel na rynku międzybankowym w
okolicach 4,42 zł za euro, 3,42 zł za dolara i 2,92 zł za franka. Opublikowane
wczoraj dane GUS o dynamice produkcji przemysłowej marcu na wiele się nie zdały,
chociaż były lepsze od prognozowanych (-2,0 proc. r/r wobec spodziewanych -6,5
proc. r/r). To pokazuje, że nasz krajowy rynek jest najbardziej uzależniony od
globalnych przepływów kapitału, a informacje dotyczące Polski mogą tylko
wzmacniać, lub osłabiać panujący w danym momencie główny trend. Kolejne
istotne publikacje będą miały miejsce jutro – o godz. 14:00 poznamy odczyty
inflacji bazowej netto w marcu, która spodziewana jest na poziomie 2,3 proc.
r/r. Odczyt ten raczej nie zmieni oczekiwań związanych z zaplanowanym na koniec
kwietnia posiedzeniem Rady Polityki Pieniężnej. Główna stopa procentowa, która
wynosi obecnie 3,75 proc. nie zostanie zmieniona.
Teoretycznie ten fakt powinien wzmacniać złotego biorąc pod uwagę oczekiwania, co do cięcia stóp przez Europejski Bank Centralny do poziomu 1,0 proc. i ewentualne podjęcie „niestandardowych działań” przez tą instytucję. Jak widać, jest to bardziej założenie teoretyczne, lub jak mogą stwierdzić niektórzy, czynnik ten był już wcześniej zawarty w wycenie złotego.
W
najbliższych dniach kluczową sprawą dla złotego będzie też zachowanie się
EUR/USD. Wprawdzie podczas sesji japońskiej można było zaobserwować odreagowanie
tej pary w okolice 1,2950, to jednak na otwarciu handlu w Europie notowania
ponownie powróciły w rejon 1,29. Wczorajsze zachowanie się indeksów na Wall
Street pokazało, iż dość szybko prysnął mit pozytywnego wsparcia w postaci
informacji z amerykańskich banków, a inwestorzy na powrót obudzili się w szarej,
recesyjnej rzeczywistości. Coraz głośniej zaczyna się mówić o tzw.
stress-testach dla banków, które przypomnijmy – są kompleksowym badaniem ich
zdolności finansowej przez instytucje nadzoru. O ile w najbliższy piątek
najprawdopodobniej poznamy szczegółowe kryteria zastosowane przy ocenie
poszczególnych podmiotów, o tyle publikacja informacji o poszczególnych
instytucji może mieć miejsce dopiero 4 maja, co tak naprawdę przedłuży okres
niepewności. W efekcie słabość giełd może nadal wspierać dolara, który
jest uznawany za tzw. bezpieczną przystań. W przypadku pary EUR/USD dochodzą do
tego oczekiwania związane z zaplanowanym na 7 maja posiedzeniem Europejskiego
Banku Centralnego, które negatywnie rzutują na kondycję wspólnej waluty.
Dzisiaj kluczowy dla rynku EUR/USD może okazać się odczyt niemieckiego
indeksu ZEW, który poznamy o godz. 11:00. Jeżeli kwietniowy odczyt będzie gorszy
od prognozowanych 1,5 pkt., to nasilą się obawy związane z kondycją tej
największej gospodarki w strefie euro. Poza tym warto będzie obserwować
wystąpienie wiceprezesa ECB, Lucasa Papademosa w Parlamencie Europejskim
zaplanowane na godz. 19:00.
EUR/PLN: Deprecjacja naszej waluty jest coraz bardziej gwałtowna. Wyraźnym poziomem oporu są okolice 4,45-4,47, a później 4,50-4,52. Dzienny MACD wygenerował sygnał kupna tym samym legitymizując obecny ruch. Mocne wsparcia to 4,38-4,40.
USD/PLN: Przełamanie poziomu 3,40 otworzyło drogę na nowe lokalne szczyty. Dzienny MACD potwierdza obecny kierunek trendu. Pierwsze poziomy oporu to strefa 3,48-3,50, docelowo może się jednak okazać, że obecny ruch wytraci impet dopiero przy 3,60 (w kontekście dalszych zniżek EUR/USD).
EUR/USD: Nocna korekta w okolice 1,2950 nie może być uznana za próbę zmiany obowiązującego trendu spadkowego. Wyłamanie w dół z obecnej konsolidacji na wykresie godzinowym powinno nastąpić dość szybko – sygnałem będzie pokonanie wczorajszego dołka na 1,2887. Najbliższym celem mogą stać się okolice 1,2822-1,2834 wyznaczane przez zależności Fibonacciego. Kluczowymi poziomami, które powinny być osiągnięte w ciągu kilkunastu dni pozostają okolice 1,25-1,26.
Marek Rogalski
Analityk DM BOŚ S.A.