Złoty odżył. Wraca na ścieżkę wzrostu

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2010-05-11 00:00

Ekonomiści widzą na rynku

Może być ona wyboista. Świat ogólnie ufa polskiej walucie. BNP Paribas bardziej wierzy w dolara

Ekonomiści widzą na rynku

emocje, a nie mocną

gospodarkę. Ostra jazda

w górę po nurkowaniu

nie zaskakuje.

Po 15 miesiącach nieprzerwanego trendu wzrostowego euro i dolar podrożały nagle w zeszłym tygodniu o 30-40 gr. Wydarzenia w stojącej na krawędzi bankructwa Grecji, szczególnie poważne zamieszki na ulicach Aten, wywołały globalną falę awersji do ryzyka. Przez emocjonalną ucieczkę od euro do dolara, jena i franka szwajcarskiego oberwała też Polska, która jest najwyraźniej wciąż zaliczana, wbrew fundamentalnym danym, do bardziej ryzykownych miejsc na mapie świata.

Tymczasem wczoraj złoty ostro piął się wzwyż, a kurs euro zszedł w trakcie dnia poniżej 4 zł (ponad 25 gr od wcześniejszego szczytu słabości).

Łatwo nie będzie

To efekt weekendowego stworzenia mechanizmu stabilizującego w strefie euro, który ma oznaczać nawet 750 mld euro pomocy dla krajów o najbardziej niezbilansowanych finansach. Czy złoty powrócił już na trwalszą ścieżkę wzrostu?

— Szczyt paniki za nami, ale notowania złotego będą się jeszcze wahały. Wszystko przez powracające na rynek fale zwątpienia — mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Cały czas oczy będą bowiem zwrócone na Grecję.

— O ile europejski pakiet stabilizacyjny oddala groźbę bankructw państw strefy euro, a potrzebne reformy w krajach z problemami długu i deficytu będą raczej przeprowadzone, o tyle rozruchy w Grecji, opór tamtejszego społeczeństwa przed koniecznymi cięciami wydatków rządowych i presja społeczna na rządzących mogą przywracać niepewność na rynkach — uważa ekspert BZ WBK.

Dlatego, jego zdaniem, nie ma szans na kontynuację nieprzerwanego i dynamicznego trendu wzmacniania złotego.

— Wczoraj zobaczyliśmy odreagowanie wcześniejszych spadków wartości złotego. Na szybkie i jednostajne dalsze zwyżki nie powinniśmy już liczyć — mówi Piotr Bielski.

Podobnie uważają także inni specjaliści.

— W strefie euro doszło do zmasowanej akcji gaśniczą z powietrza. Zamiast ognia jest dużo dymu, ale nie oznacza to, że stan zagrożenia można odwołać — mówi Przemysław Kwiecień, ekonomista XTB DM (więcej s. 26).

Świat wierzy jednak w złotego. Gdy na rynkach panowała jeszcze panika skontaktowaliśmy się z większością dużych instytucji prognozujących kurs złotego. Wiele z nich nie chciało komentować sytuacji, ale wiara w siłę złotego wydawała się silna.

Kierunek bez zmian

W czwartek Goldman Sachs opublikował raport, w którym spodziewa się spadku kursu EUR/PLN w trzy miesiące do 3,83 zł, a w pół roku — do 3,73 zł. Z najnowszej ankiety Reutersa wynika nawet pogłębienie oczekiwań na wzrost wartości złotego. Za rok euro ma kosztować 3,72 zł wobec prognozy 3,75 zł sprzed miesiąca. Mimo ubiegłotygodniowej ucieczki kapitału spekulacyjnego z Polski, nie zanosiło się na znaczne rewizje prognoz. Tym bardziej teraz.

— Nie oczekiwaliśmy tak mocnego wzrostu awersji do ryzyka i nasze prognozy zawsze mogą się zmienić. Jednak ostatnie ruchy na rynku miały podłoże emocjonalne. Wciąż preferujemy aktywa w emerging markets i Polsce. Kiedy płynność wróci na rynki, polskie aktywa odrobią straty — uważa Kubilay Ozturk, ekonomista banku HSBC (w czwartkowym raporcie prognozuje systematyczny wzrost wartości złotego).

Kierunek obrany przez złotego przed rokiem wydaje się jednak niezagrożony.

— W długim terminie pozostajemy optymistycznie nastawieni do złotego. Wierzymy, że kiedy emocje na rynku opadną, złoty wróci do trendu wzrostowego. W naszych prognozach zmianie uległy jedynie te wartości, które dotyczą najbliższych miesięcy — mówi nam Jana Krajčová z Ceská sporitelna (grupa Erste).

Przewiduje ona, że kurs EUR/PLN do grudnia stopniowo obniży się do 3,65.

Utrzyma się też pewnie nerwowość.

— Do końca maja spodziewamy się dużych wahań kursów, dla euro od około 4 do 4,3 zł — mówi Marek Wołos z DM TMS Brokers, który prognozuje jednak 3,75 zł za euro za 12 miesięcy.

Co sądzą o obecnej sytuacji Amerykanie?

— Będziemy aktualizować nasze prognozy walutowe w środę. Prawdopodobnie na bazie ostatnich wydarzeń rewizja dla złotego będzie w dół — zapowiada Aynsley Wade z Wachovii (Wells Fargo).

Czas dolara

O ile złoty wobec euro, zdaniem większości ekonomistów, będzie się umacniał, o tyle w przypadku dolara takiej zgody już nie ma. Do byczego obozu względem amerykańskiej waluty zalicza się BNP Paribas, który zasłynął mrożącymi krew w żyłach prognozami wzrostu PKB w Polsce w zeszłym roku. Na szczęście się nie sprawdziły. Teraz również prognozy są odważne.

— W czwartek wieczorem zmieniliśmy prognozy dla EUR/USD (1,0 dla I kw. 2011 r.), co w naturalny sposób wymusi korektę prognoz dla złotego. Po decyzji o stworzeniu europejskiego mechanizmu stabilizacyjnego nastąpiła jednak wyraźna poprawa nastrojów na rynkach [wczoraj kurs EUR/USD skoczył do 1,3 — red], więc nie widzimy w tej chwili podstaw do większej rewizji kursu EUR/PLN, który powinien pozostać w przedziale 3,90-4,10 przez najbliższe trzy, cztery kwartały. W dłuższym terminie złoty będzie zyskiwać wobec euro, zwłaszcza biorąc pod uwagę dalsze rozluźnienie polityki pieniężnej przez EBC (np. zakup przez EBC obligacji rządowych). Uważamy jednak, że notowania dolara weszły w długoterminowy trend wzrostowy i nie bylibyśmy zdziwieni, gdyby za 6-9 miesięcy kurs USD doszedł do 4 zł — mówi nam Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas w Polsce.

Jego zdaniem, niemiecki sąd konstytucyjny zajmie się badaniem, czy europejski pakiet stabilizacyjny jest zgodny z konstytucją.

— Jestem o tym przekonany. To sprawi, że awersja do ryzyka może wrócić na rynki w Europie — mówi ekonomista.

Jego zdaniem, emocjonalne, wręcz paniczne wypowiedzi z zeszłego tygodnia, jak i wczorajsza euforia, nie mają uzasadnienia.

— Ludzie mają najwyraźniej krótką pamięć. Obecne kursy dwa, trzy kwartały temu oznaczałyby mocnego złotego, ale komentatorzy mają w pamięci przede wszystkim 3,8 zł za euro sprzed kilku tygodni — mówi Michał Dybuła.

Europejscy decydenci do niedawna lekceważyli zmartwienia rynku obligacji, twierdząc, że Grecja jest szczególnym przypadkiem i nie należy się obawiać rozprzestrzenienia się jej choroby. Z pewnością nie przekonuje to jednak inwestujących w obligacje — we wszystkich krajach PIIGS (Portugalia, Włochy, Irlandia, Grecja i Hiszpania) ich rentowności rosły. Jeżeli nie zostaną wdrożone żadne dramatyczne programy oszczędności fiskalnych, kryzys obejmie również inne państwa zwłaszcza PIIGS. Prawdopodobnie musielibyśmy się wówczas liczyć z restrukturyzacją portugalskiego długu w trakcie najbliższego roku lub dwóch, ponieważ sytuacja Portugalii w zakresie zadłużenia zewnętrznego wygląda znacznie gorzej niż w przypadku Grecji, zaś łączne (publiczne i prywatne) zadłużenie tego kraju zdecydowanie utrudnia zastosowanie "rozwiązania wewnętrznego".

W trakcie ostatnich dwóch lat wielokrotnie ostrzegaliśmy przed tym scenariuszem. Rządy tymczasem podejmowały próby przejmowania konsekwencji swawoli kredytowych tam, gdzie sektor prywatny umywał ręce. Fundamentalnym problemem jest zbyt wysokie zadłużenie. To, czy dłużnikiem jest rząd, czy sektor prywatny, nie ma większego znaczenia. Naszym zdaniem po zwrocie w marcu 2009 r. rozwój cyklu gospodarczego nadal jest czynnikiem sprzyjającym, jednak to, że ciągle rosnące łączne obciążenie długiem w wielu państwach (zwłaszcza tych, które stać na nie najmniej) stanowi olbrzymią siłę destabilizującą — ten dług to tykająca bomba zegarowa.

W tym kontekście można stwierdzić, że urzeczywistnienie się scenariusza, który nazwaliśmy "koszmarnym", zbliża się wielkimi krokami już od pierwszego dnia kryzysu finansowego. Mimo to problemy sektora finansowego z płynnością rozwiązywano poprzez ograniczanie zobowiązań banków zastrzykami publicznej gotówki — do systemu finansowego zaczęło powoli powracać ograniczone zaufanie. Utrzyma się ono jednak tylko tak długo, jak długo banki będą uważane za wypłacalne i zdolne do samodzielnego utrzymania płynności (nic takiego nie ma miejsca) lub gdy sektory publiczne okażą się wystarczająco silne, by wiarygodnie wspierać zobowiązania banków.

Jeżeli nie zostaną wdrożone reformy, a obecny kryzys związany z zadłużeniem publicznym państw PIIGS rozprzestrzeni się na inne państwa, dojdzie do kompletnego załamania zaufania do finansów publicznych (wyższe rentowności obligacji rządowych w państwach PIIGS), załamania zaufania do zobowiązań bankowych w krajach PIIGS, zamrożenia rynków długu prywatnego w krajach PIIGS, jak również do całkowitego zastoju w aktywności gospodarczej w Europie Południowej.

Ostateczny rezultat dla euro i Eurolandu zależy od środków zaradczych podjętych przez UE. Jeżeli nie będą organizowane kolejne programy pomocowe, a w trakcie najbliższych dwóch lat nastąpi restrukturyzacja długu, euro wzmocni się, ponieważ dyscyplina wewnętrzna (fiskalna i monetarna) utrzymywana jest "po staremu". Jeżeli EBC rozpocznie monetyzację długu PIIGS lub zainicjuje programy pomocowe, w ramach których północ Europy sypnie groszem Południu, euro będzie nadal się osłabiać, zaś ogólna aktywność gospodarcza całej strefy euro w dłuższym terminie spadnie. Niestety, sądzimy, że ta ostatnia opcja jest najbardziej prawdopodobna.

Bezpieczeństwo transakcji

to priorytet, ale liczy się też

moc przerobowa. Nowy

system sprawdza się.

Podczas pierwszej regularnej sesji rozrachunkowej w piątek w systemie depozytowo-rozliczeniowym Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych (kdpw_stream) zarejestrowano rekordową liczbę operacji. Było to ponad 358 tys. operacji z rozrachunku instrumentów rynku kasowego oraz dodatkowe ponad 31 tys. transakcji z rynku terminowego. Łącznie system KDPW obsłużył więc ponad 389 tys. operacji. Poprzedni rekord to 287,4 tys. transakcji (24 marca). Skąd aż tak duży skok? W systemie KDPW zostały zaksięgowane w piątek, oprócz regularnych operacji realizowanych podczas tej sesji, transakcje dotyczące oferty publicznej PZU, które przeszły również przez system informatyczny Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (zapisy złożyło ponad 250 tys. inwestorów indywidualnych).

— Padł nowy rekord kdpw_stream — systemu, którego wdrożenie otworzyło nowe możliwości dla rynku kapitałowego. Szczególnie teraz, w warunkach wzmożonego zaintere- sowania warszawską gieł- dą poprzez znaczące debiu-ty, możliwości systemu kdpw_stream zapewniają bezpieczne i efektywne rozliczanie wszystkich operacji — mówi Iwona Sroka, prezes KDPW.

Przypomnijmy, że system kdpw_stream został wdrożony 3 sierpnia 2009 r. Implementacja tego projektu znacząco poprawiła efektywność oraz zwiększyła bezpieczeństwo rozliczania i rozrachunku trans-akcji na rynku kapitałowym. Gdyby nie uruchomienie kdpw_stream, na potrzeby IPO PZU musiałaby odbyć się sesja specjalna. Poprzedni system był bowiem w stanie realizować do 300 tys. operacji rozliczeniowych dziennie, a obecny — do około miliona. Przez długi czas system rozliczeniowo-depozytowy KDPW nie będzie więc hamował rozwoju krajowego rynku kapitałowego.