Złoty podąża śladem waluty amerykańskiej

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2004-02-05 00:00

Euro za jednego dolara i 30 centów? Euro po 5 złotych? Jeszcze niedawno za samo postawienie takiego pytania można było zostać posądzonym o „kolorowy zawrót głowy” albo jeszcze gorszą przypadłość umysłową. Teraz staje się ono coraz bardziej uprawomocnione, a niebawem odpowiedź twierdząca może stać się faktem. Na szczęście, wiele na to wskazuje, faktem przejściowym. Umacnianie się euro wobec złotego nie jest zjawiskiem źródłowym, ale pochodną procesu „wyższego rzędu”, czyli umacniania się waluty europejskiej wobec dolara. Jesteśmy więc beneficjantami lub ofiarami — jak kto woli — sytuacji, która nie jest naszą zasługą, albo nie do końca ponosimy za nią odpowiedzialność. Chociaż czynnika lokalnego nie sposób tak zupełnie lekceważyć, szczególnie w ostatnim okresie. Przeciągające się jałowe dyskusje nad reformą finansów publicznych, planem Hausnera, już do końca wypłoszyły kapitał zachodni z naszego rynku, spowodowały odwrót od złotego i polskiego rynku kapitałowego. To istotnie wspomogło proces słabnięcia polskiej waluty, który bez tych zjawisk też miałby miejsce, ale byłby znacznie łagodniejszy.

Wydaje się jednak, że — nawet jeżeli dojdzie do skutecznego zaatakowania przez euro granicy 5 złotych — będzie to zjawisko precedensowe i przejściowe. Coraz bliższy jest bowiem moment zmiany cyklu relacji dolar–euro i kontratak waluty amerykańskiej. Jej śladem podąży złoty.