Złoty powstanie z kolan

Kamil Zatoński
opublikowano: 2009-02-06 07:02

Spekulanci biją w złotego. Trzy grosze dokładają eksporterzy. Do przełomu jednak coraz bliżej. Ekonomiści przewidują, że nasza waluta zacznie odrabiać straty.

Według mediany prognoz 12 analityków na koniec lutego za  euro zapłacimy 4,60 zł, za dolara — 3,56 zł, a  franka — 3,06 zł. Czyżby złoty miał się umocnić? Zdania analityków są podzielone, a konkretne wartości nie są tak istotne, bo rynek jest rozchwiany, a wartość prognoz jest dziś niewielka.

Analitycy bezradnie rozkładają ręce. Twierdzą, że nie ma powodu, który decyduje o tak dużej deprecjacji złotego.

Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku, podkreśla, że prognozowanie obarczone jest wysokim ryzykiem błędu.

Kto jest winien

Kto osłabia złotego? Niektórzy wskazują na eksporterów.

— Nasi eksporterzy są nieobecni na rynku. Jedni czekają na dalszą deprecjację, inni przesadzili z hedgingiem i nie mają czego wymieniać — mówi jeden z ekonomistów.

Swój udział mają banki, które prawie wstrzymały udzielanie kredytów walutowych.

— Złotego sprzedają też inwestorzy, którzy wycofują się z regionu. Oczywiście są również spekulanci, ale nie przeceniałbym wpływu tego czynnika. Należy pamiętać, że większość funduszy hedgingowych jest "wykrwawiona", a banki nie dają im nowych kredytów — dodaje jeden z ekspertów.

Marcin Grotek z Raiffeisen Bank zwraca uwagę, że fakt, iż złoty gwałtownie osłabił się w dniach, kiedy inne waluty rynków wschodzących trzymały się nieźle, pokazuje, że nie można osłabienia złotego przypisywać wzrostowi awersji do ryzyka.

— W naszej ocenie była to próba spekulacyjnego osłabienia złotego oraz forinta — uważa specjalista RBP.

Marcin Mróz, lider rankingu "PB", uważa, że większość opinii dotyczących przyczyn osłabienia złotego koncentruje się na wątkach pobocznych. Tymczasem wyjaśnienie odwrotu od krajowej waluty jest prozaiczne.

— Głównej przyczyny osłabienia złotego upatrywałbym w globalnych uwarunkowaniach płynnościowych. Większość inwestorów patrzy, skąd jeszcze gotówkę można wycofać, a nie, gdzie ją zainwestować. Dopóki to podejście się nie zmieni, na poprawę nastrojów nie ma co liczyć — mówi Marcin Mróz z Fortis Bank Polska.

Jak blisko, jak daleko

— Na razie nie widać żadnych bodźców, które mogłyby odwrócić lub powstrzymać trend. Potrzeba dłuższego okresu uspokojenia i atmosfery, która pozwoli skutecznie przeciwstawić się grze na osłabienie złotego. Teraz nikt się na to nie odważy, bo z góry skazany jest na porażkę — uważa Grzegorz Ogonek.

Marek Wołos z TMS Brokers jest jednak przekonany, że obserwowane zniechęcenie inwestorów jest charakterystyczne dla ostatniej fali bessy.

— Powszechnie głoszone są wyjątkowo pesymistyczne prognozy dla polskiej gospodarki. W dużej mierze już je zdyskontowano. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że rynek polskiej waluty, poprzez ostatnie osłabienia, zdyskontował już brak wzrostu PKB w 2009 roku. Rodzi to nadzieję, że wyprzedaż złotego może dobiegać końca — przewiduje analityk TMS.

Podobnego zdania jest Marek Rogalski, niezależny analityk.

— Pesymizm i strach jest zbyt duży, a wycena złotego zawiera w sobie już wszystkie katastroficzne scenariusze, które najpewniej nigdy się nie zrealizują — uważa Marek Rogalski.

— Dynamika wyprzedaży złotego sugeruje, że rynek zbliża się do momentu przełomowego. Nie można więc wykluczać, że w drugiej połowie lutego złoty odzyska siły — dodaje optymistycznie Marcin R. Kiepas z XTB.