Pierwsze godziny czwartkowej sesji nie były pomyślne dla naszej waluty. Cena dolara wzrosła z 3,8250 do 3,8670 zł. Pomimo deprecjacji kursu EUR/USD, euro również zwyżkowało z 4,8590 do 4,9160 zł, najwyższego poziomu w historii. Odchylenie złotego od dawnego parytetu sięgnęło 3,8 proc. po jego słabej stronie. Polska waluta była zatem najsłabsza od uwolnienia jej kursu w 2000 r. Podobnie jak w środę, inwestorzy wyprzedawali złote obawiając się, że rezygnacja premiera ze stanowiska szefa SLD może negatywnie odbić się na programie oszczędnościowym Jerzego Hausnera. Jako potencjalną następczynię Leszka Millera wymienia się bowiem Jolantę Banach, uważaną za przeciwniczkę ostrych cięć socjalnych. Co więcej, pojawiły się także spekulacje o możliwej zmianie także na stanowisku premiera — i to jeszcze przed czerwcowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Negatywny wpływ na wartość złotego miał również spadek cen polskich obligacji. Był on reakcją na dane o wyższym niż oczekiwano wzroście produkcji przemysłowej i jej cen w styczniu — informacje te zmniejszyły szanse na obniżkę stóp procentowych. Złoty zdołał następnie odrobić część wcześniejszych strat. Cena euro spadła do 4,8800 zł, a dolara — do 3,8450 zł. Odchylenie od dawnego parytetu sięgnęło 3,0/3,1 proc. po jego słabej stronie.
Jerzy Stopyra, wiceprezes NBP, powiedział, że osłabienie złotego nie jest uzasadnione, jeśli wziąć pod uwagę fundamenty gospodarki. Dodał, że nasza waluta wzmocni się po przyjęciu planu Jerzego Hausnera. Rynek pozytywnie zareagował również na słowa Jolanty Banach, że Rada Krajowa SLD będzie popierała program wicepremiera i nie będzie w nim większych zmian. O godz. 16.10 dolar wyceniany był na 3,8545 zł, a euro — na 4,8820 zł (odchylenie +3,23 proc.). Na rynku panuje nadal bardzo napięta atmosfera. Wydaje się, że do początku marca nie ma co liczyć na większą poprawę. Niewykluczone, że przy zwiększonej nerwowości złoty będzie nadal narażony na spadki. Jednak fundamentalnych powodów dla jego przeceny brak.
W czwartek wartość wspólnej waluty długo pozostawała stabilna. Kurs oscylował w przedziale 1,2680-1,2730 USD. Inwestorzy powstrzymali się początkowo z wyprzedażą euro rozpoczętą w środę zaraz po osiągnięciu przez wspólną walutę rekordowego kursu wobec dolara (1,2927). Z powodu obaw o interwencję ECB brakowało jednak chętnych do większego zaangażowania w nią. Duży wpływ na nastroje inwestorów wywarła środowa wypowiedź ministra gospodarki Niemiec Wolfganga Clementa, który zasugerował, że wie, przy jakim kursie ECB może zdecydować się na interwencyjne osłabienie euro. Coraz więcej analityków jest zdania, że nadchodzi kres obecnego trendu wzrostowego. Po południu napłynęły dane makro z USA. Departament pracy podał, że liczba nowych osób ubiegających się o zasiłek dla bezrobotnych spadła z 368 tys. do 344 tys., co spowodowało osłabienie wspólnej waluty do 1,2660 USD. O godz. 16.10 wyceniana ona była na 1,2670 USD. W najbliższych dniach przewidujemy trend horyzontalny na tym rynku, ze wskazaniem na dalsze osłabianie euro.