Złoty straszy importerów oraz kredytobiorców

Marek Nienałtowski
opublikowano: 2003-10-01 00:00

Emocje na krajowym rynku walutowym sięgnęły zenitu. We wtorek przed południem cena euro wzrosła do najwyższego poziomu w historii i osiągnęła wartość 4,6495 zł. Nerwowe chwile przeżywają importerzy oraz osoby zadłużone w euro.

W obawie o stan finansów państwa zarówno zagraniczne banki inwestycyjne, jak i krajowi inwestorzy masowo od kilku dni zmniejszają swoje zaangażowanie w złotych. Rynek bardzo nerwowo zareagował na to, że rząd ciągle nie przedstawił planu redukcji wydatków budżetowych w następnych latach. Około godziny 15.00 kurs EUR/PLN wynosił 4,6250.

Ogromny wpływ na osłabienie kursu złotego wobec euro miały również wydarzenia na arenie międzynarodowej, gdzie notowania europejskiej waluty do dolara poszły silnie w górę i osiągnęły poziom 1,1690. Później dolar odrobił część strat. Około godziny 15.00 za EUR płacono 4,626 USD.

Importerzy są przerażeni. Wraz ze wzrostem kursu EUR/PLN zmuszeni są oni płacić coraz więcej za sprowadzane do kraju towary. Poważnie zaniepokojone są także osoby, które skusiły się niskim oprocentowaniem kredytów w euro i zaciągnęły kredyty hipoteczne w tej walucie. Wydaje się, że kredytobiorcy nie powinni zbyt pochopnie podejmować decyzji o ewentualnym przewalutowaniu swoich zobowiązań. Kurs EUR/PLN jest rekordowo wysoki, ale należy też pamiętać, że kredyty hipoteczne są zaciągane na bardzo wiele lat, a w tak długim okresie na rynku walutowym wszystko jeszcze może się wydarzyć. Słabnący złoty to tragedia dla finansów państwa. Coraz droższe euro odbija się negatywnie na poziomie długu publicznego, który zdaniem większości ekonomistów już w 2004 roku może sięgnąć niebezpiecznego progu 55 proc. w relacji do PKB.

Są jednak podmioty, które patrząc na rosnący kurs euro, zacierają ręce z zadowolenia. Mowa tu przede wszystkim o eksporterach oraz o inwestorach, którzy kilka tygodni temu, kiedy kurs EUR/PLN poruszał się jak zaczarowany w okolicy poziomu 4,3500, przewidywali jego wzrost i zdecydowali się otworzyć długie pozycje we wspólnej walucie.

Wydarzenia na polskim rynku walutowym uzależnione są teraz przede wszystkim od poczynań rządu, który może pomóc złotemu w prosty sposób — przedstawiając propozycje redukcji wydatków budżetowych. Jeśli rząd zdecyduje się ciąć przyszłoroczne wydatki, przeceniony złoty może się wzmocnić. Niestety, nie można także wykluczyć czarnego scenariusza, w którym ministrowie, obawiając się niepokojów społecznych, mogą wstrzymać się z koniecznym ograniczeniem wydatków. Wówczas finanse państwa mogą lec w gruzach, agencje ratinowe obniżą ocenę wiarygodności Polski, a wartość złotego poleci na łeb, na szyję. W takim wypadku lawina zleceń na sprzedaż naszej waluty prawdopodobnie bardzo szybko pociągnęłaby kursy EUR/PLN oraz EUR/USD mocno do góry. Niewykluczone jest, że za euro trzeba będzie zapłacić nawet 5 zł, a za dolara 4,35 zł. Na razie większe szanse na zyski mają inwestorzy, którzy wykorzystają sytuację i przystąpią do zakupów naszej waluty.