Złoty w 2002 r. osłabnie, inflacja nieco wzrośnie

Lesław Kretowicz
opublikowano: 2002-01-24 00:00

W 2002 roku bezrobocie w Polsce przekroczy 20 proc., inflacja nieznacznie wzrośnie, a wzrost gospodarczy może nawet nie osiągnąć 1 proc. — wynika z prognoz Witolda Orłowskiego, szefa doradców ekonomicznych Prezydenta RP.

Witold Orłowski, który zastąpił Marka Belkę na stanowisku szefa doradców ekonomicznych prezydenta, twierdzi że stopy procentowe zapewne będą obniżone w tym roku co najmniej o 400 pkt. To dopiero pozwoli pobudzić gospodarkę. Doradca prezydenta zastrzega jednak, że o terminie obniżek powinna decydować Rada Polityki Pieniężnej.

Witold Orłowski uważa, że bank centralny w każdym kraju powinien być niezależny. Nie może to jednak oznaczać bezkrytycznej oceny jego działalności.

— Dobrze jest mieć niezależny bank centralny jako rozwiązanie instytucjonalne. Nie oznacza to jednak, że jest on nieomylny. Nie brakuje dowodów na to, że Narodowy Bank Polski prowadzi zbyt restrykcyjną politykę pieniężną, praktycznie wszystkie ośrodki analityczne widzą duże pole do redukcji stóp procentowych. Bank ma obowiązek zachować ostrożność w prowadzeniu polityki monetarnej, ale obecnie ryzyko destabilizacji jest małe — twierdzi Witold Orłowski.

W 2002 r. stopy procentowe zapewne spadną o minimum 400 punktów bazowych. Witold Orłowski zastrzega jednak, że to RPP powinna zdecydować o rozkładzie cięć w czasie.

— Nie należy jednak żądać od rady konkretnych decyzji. To będzie źle odbierane. W przyszłości będzie można oczywiście zastanowić się nad poprawą ustawy w punktach mówiących o sposobie powoływania członków rady, jednak napięta obecnie sytuacja nie sprzyja zmianom — apeluje Witold Orłowski.

Doradca prezydenta spodziewa się niewielkiego odbicia inflacji w 2002 r., jednak roczny cel RPP nie jest zagrożony. Prawdopodobne osłabienie złotego rzędu 10---15 proc. doprowadzi jego kurs do optymalnego poziomu dla naszej gospodarki.

— W 2002 r. może nastąpić niewielkie odbicie inflacji. Na skutek nieszczęśliwej polityki makroekonomicznej, przyciągającej kapitał portfelowy, zawyżony jest kurs złotego. Bardzo prawdopodobne, że ten kapitał nagle odpłynie i nastąpi 10-15-proc. osłabienie złotego. Nie oczekuję jednak dramatycznych wydarzeń, inflacja może wzrosnąć w 2002 roku do 4,5-5 proc. — pociesza doradca prezydenta.

Prawdziwym wyzwaniem dla rządu jest problem bezrobocia.

— Grudniowa stopa bezrobocia na poziomie 17,4-proc. to nie koniec tendencji wzrostowej. Nie wiadomo, gdzie się ona zatrzyma. Nawet jeżeli nastąpi odwrócenie trendów gospodarczych w tym roku, bezrobocie prawdopodobnie przekroczy 20 proc. — szacuje Witold Orłowski.

Pierwsze półrocze tego roku może być okresem ujemnego tempa wzrostu gospodarczego. Dopiero w trzecim i czwartym kwartale jest szansa na przyspieszenie gospodarcze. Roczna dynamika produktu krajowego brutto nie przekroczy jednak 1 proc.

Witold Orłowski pozytywnie ocenia program gospodarczy zaproponowany przez Marka Belkę, ministra finansów.

— Szacuję, że w pierwszych kwartałach 2002 r. będziemy mieli do czynienia z ujemnym tempem wzrostu PKB, natomiast w drugim półroczu powinien nastąpić powrót do wartości dodatnich. W związku z takim rozkładem kwartalnym, w skali całego roku dynamika wzrostu gospodarczego nie przekroczy raczej 1 proc. W programie gospodarczym rządu mówi się, że w kolejnych latach tempo wzrostu gospodarczego będzie wynosiło 3 i 5 proc. Nie należy jednak traktować tych założeń jak prognozy. Rząd zdaje sobie sprawę, że naprawa gospodarki jest procesem długotrwałym. Minister finansów słuszne zakłada, że polska gospodarka nie jest skazana na powolny wzrost. Jest szansa powrotu na ścieżkę 5-7-proc. wzrostu — mówi doradca Aleksandra Kwaśniewskiego.

Witold Orłowski był szefem komisji ekspertów powołanej przez byłego wicepremiera Janusza Steinhoffa weryfikujących informacje Jarosława Bauca (ministra finansów w rządzie AWS) o stanie finansów publicznych.

— Działania ministra Marka Belki są próbą rozsądnego złożenia budżetu, w którym skala redukcji jest dostatecznie duża, by uniknąć katastrofy. Jest to jednak jedynie doraźna próba załatania dziury. Należy zwrócić uwagę na niską wydajność systemu podatkowego. Jest on niewydolny i nie jest w stanie zebrać więcej podatków. Temu nie można zaradzić doraźnymi decyzjami, potrzebne są głębokie reformy systemu. Problemem Polski są wydatki sztywne o charakterze konsumpcyjnym — ocenia Witold Orłowski.

Doradca ekonomiczny prezydenta nie obawia się na razie komplikacji spowodowanych 40 mld zł deficytu budżetowego. Ta kwota stanowi około 5 proc. PKB i nie będzie problemów z finansowaniem zadłużenia. Jednak deficyt należy systematycznie ograniczać.

— 40 mld zł deficytu budżetowego, w sytuacji spowolnienia gospodarczego, nie jest przerażające. Również z punktu widzenia stabilności gospodarki to nie jest wielkie zagrożenie. Osobna sprawa to jego finansowanie. Poziom stóp procentowych jest i pozostanie w tym roku dość wysoki, więc MF nie będzie miało problemów ze sprzedażą papierów skarbowych. Jednak nie można długo utrzymywać wysokiego deficytu, bo to grozi wejściem w pułapkę zadłużenia — tłumaczy szef doradców ekonomicznych prezydenta.