We wtorek złoty znów zaczął tracić na wartości, choć tym razem niezbyt mocno. Po południu za euro płacono średnio 3,8920 zł, a za dolara 3,2150 zł. Traciły także pozostałe waluty rynków wschodzących, co pokazuje, że na rynki wpływały nie tylko lokalne czynniki.
W poniedziałek inwestorzy mieli nadzieję, że podczas nocnego przemówienia Ben Bernanke wyśle kilka sygnałów mogących sugerować zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych. Szef Fed przyznał, że gospodarka USA nadal rozwija się w dosyć dobrym tempie. Rynek odebrał to jako sygnał, że najbliższe dwie podwyżki (w marcu i maju) są prawdopodobne. Przybliżyły to także wtorkowe dane o cenach produkcji sprzedanej przemysłu (PPI) w lutym.
Ostatnie informacje zza oceanu sprawiły więc, że atmosfera na rynkach wschodzących się pogorszyła. Dodatkowo powróciły stare obawy związane z problemami fiskalnymi i polityką.
Na naszym podwórku nadal mamy chaos. Poranna wypowiedź Andrzeja Leppera, że premierem powinien zostać Jarosław Kaczyński, komplikuje sytuację. Interesująco w tym kontekście zapowiada się głosowanie nad powołaniem w najbliższych dniach sejmowej komisji śledczej w sprawie banków. Jej powstanie będzie jednoznaczne z tym, że do wyborów dojdzie najwcześniej na jesieni.
Taki scenariusz potwierdzałyby wypowiedzi szefa PiS o tym, że głosowanie nad rozwiązaniem Sejmu powinno odbyć się dopiero na posiedzeniu od 4 do 6 kwietnia. Tyle że to nie rozwiązuje politycznej łamigłówki. Dlatego też w najbliższych dniach złoty może być narażony na spadki. Trzeba się liczyć z tym, że kurs euro przetestuje poziom 3,93 zł.
Marek Rogalski
DM TMS Brokers