Wraz ze spadkami na światowych rynkach akcji słabną waluty krajów wschodzących. Złoty nie jest wyjątkiem. W czwartkowe południe za dolara trzeba zapłacić na rynku międzybankowym 3,08 zł. Euro kosztuje 3,85 zł, szwajcarski frank - 2,53 zł, a brytyjski funt – 4,56 zł.
Pytanie, co dalej.
- W perspektywie najbliższych miesięcy przeważy trend
spadkowy, indukowany obniżającym się tempem wzrostu PKB oraz spekulacjami o
kondycji finansów publicznych – przewidują w czwartkowym komentarzu porannym
analitycy BRE Banku.
Odmienne zdanie mają jednak analitycy PKO BP. Biuro głównego ekonomisty państwowego banku przewidują, że na koniec tego roku dolar będzie kosztował nad Wisłą 2,65 zł, euro – 3,5 zł, a szwajcarski frank – 2,33 zł.
W najbliższych dniach kurs złotego zależy przede wszystkim od gwałtownie zmieniających się nastrojów na rynkach akcji, danych makroekonomicznych oraz decyzji Rady Polityki Pieniężnej, która w przyszłym tygodniu podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych.
W czwartek GUS opublikuje dane na temat produkcji sprzedanej przemysłu i cenach liczonych indeksem PPI. Oczekuje się, iż wzrosła ona nieznacznie powyżej zera, co dodatkowo powinno wspierać posiadaczy długich pozycji w obligacjach. We wrześniu produkcja przemysłowa wzrosła bardziej niż oczekiwali ekonomiści wynosząc 7 proc.