Niższy kurs euro zachęcił koncerny do obniżek cen aut. Szkoda, że tylko nielicznych.
Nasza waluta od kilku tygodni z dnia na dzień rośnie w siłę. Klienci salonów samochodowych wyglądają więc obniżki cen. I rzeczywiście. Coś się ostatnio w tej materii ruszyło. I choć — jak wiadomo — pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, to za nią mogą przyjść następne...
— W ostatnich tygodniach można zauważyć tendencję, świadczącą o powolnym, ale sukcesywnym umacnianiu złotego wobec innych walut, w szczególności do euro. Z uwagi na tę korzystną sytuację obniżyliśmy od 1 sierpnia przelicznik kursowy cen do wartości 4,1 zł za euro. Dzięki temu ceny wszystkich modeli będą niższe — deklaruje Marek Włodarczyk, rzecznik prasowy Subaru Import Polska.
Informuje, że różnice w cenie pojedynczego modelu mogą dochodzić nawet do kilku tysięcy złotych.
Nieśmiałe cięcia
Pewne ruchy wykonali także inni producenci i importerzy.
— Renault stale dostosowuje ofertę do sytuacji rynkowej, w tym zmian kursu złotego do innych walut oraz do zmian oferty u konkurencji. Najnowszy przykład: obecny rabat na model Renault Thalia wynosi 3 tys. zł, a jeszcze miesiąc temu było to 1 tys. zł — informuje Agata Szczech, dyrektor PR w Renault Polska.
Niedawno też Grupa Fiat obniżyła ceny, na razie tylko na niszowe Alfa Romeo.
— Kupno nowej Alfy 159 lub 159 Sportwagon to wydatek mniejszy od 3 do 13 tys zł. Sportowe Brera, Spider i GT są teraz tańsze od 10 do 15,6 tys. zł — informuje Bogusław Cieślar, rzecznik Fiata w Polsce.
Ostrożność... popłaci
Nie wszyscy chyba jednak uwierzyli, że to już koniec osłabiania złotego i początek poprawy sytuacji gospodarczej w kraju i na świecie.
— Nie przewidujemy w najbliższym czasie obniżenia cen samochodów. Nie wykluczamy jednak innych działań polegających choćby na wzmocnieniu naszej oferty na wybrane modele dla klientów indywidualnych. Mimo pozytywnych sygnałów z rynków walutowych stoimy na stanowisku, że w dalszym ciągu rynek samochodowy jest bardzo niestabilny i trudno oszacować jego prawdziwy potencjał. W związku z tym ostrożnie podejmujemy wszelkie decyzje wpływające na wyniki finansowe — podkreśla Jerzy Prządka, rzecznik Citroen Polska.
Niektóre firmy (na przykład Mazda i Fiat) podkreślają, że podwyżki cen z pierwszej połowy roku nie zbilansowały osłabienia złotego, z jakim miały do czynienia w ostatnich miesiącach. Inni (Mitsubishi) przekonują, że nie podnieśli cen samochodów, nawet gdy dramatycznie rósł kurs euro, a cały ciężar finansowy niekorzystnej sytuacji makroekonomicznej wzięli na siebie. Wszystko po to, by w czasach recesji nie odstraszać od salonów coraz mniej licznych klientów. Wreszcie Volkswagen przekonuje, że prawdopodobnie był ostatnią marką, która podniosła w tym roku ceny.
Co na to analitycy?
— Ewentualne umocnienie się złotego niewątpliwie może z korzyścią wpłynąć na ceny. Oczywiście każdy z producentów będzie reagował inaczej. W efekcie końcowym oferta dla klienta powinna być jednak korzystniejsza — mówi Wojciech Drzewiecki, prezes Samaru.