Każdy użytkownik komputera chwali sobie użyteczność umieszczonych na pulpicie ikonek do skrótów. Wystarczy kliknięcie i od razu wchodzi się do potrzebnego programu, zamiast mozolnie wykonywać wiele czynności. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, iż ikona jest zaledwie wygodnym uproszczeniem graficznym, a komputer i tak musi wykonać wszystkie operacje zgodnie z ich kolejnością.
Przywódcy PiS tak sobie upodobali komputerowe skrótowce, że postanowili zastosować je w technikach legislacyjnych. Kiedy wpadną na jakiś polityczny pomysł — a ostatnio wpadają z coraz większą częstotliwością — ma być on uchwalany przez parlament w trybie natychmiastowym. Właściwie nie wypada się takiemu podejściu dziwić, no bo skoro IV Rzeczpospolita wykuwana jest w warunkach rewolucyjnych, to stanowienie prawa i sprawiedliwości na modłę Prawa i Sprawiedliwości muszą opierać się na rewolucji legislacyjnej.
Pierwszy raz zostało to udanie przećwiczone na ustawie medialnej z 29 grudnia 2005 r., nad którą pracowano w nadzwyczajnym trybie, aby koniecznie weszła w życie jeszcze w roku 2005 — i weszła! Wczoraj ocenił ją Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie i po wielogodzinnej naradzie uznał niektóre przepisy za niezgodne z Konstytucją RP. Między innymi — brak vacatio legis dla przerwania pracy Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w poprzednim składzie oraz powoływanie przewodniczącego organu kolegialnego, jakim jest KRRiT, przez prezydenta.
O ile ustawa medialna została ogłoszona, weszła w życie i po prawie trzech miesiącach doczekała się wczoraj salomonowego wyroku TK, o tyle najnowsza ikonka legislacyjnego skrótu, czyli mieszana ordynacja wyborcza, zasadnie nie doczeka się zapewne nawet uchwalenia przez parlament...