Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego, nie chce słyszeć o łagodzeniu polityki pieniężnej już teraz. Według niego inflacja jest zbyt wysoka, a wokół jest wiele zagrożeń: luźna polityka fiskalna, duże tempo wzrostu płac, a do tego ryzyko w postaci wojen handlowych i efektu rozmów o zakończeniu wojny w Ukrainie.
Ale jest wiele argumentów za obniżaniem stóp procentowych w Polsce już teraz. Obecna wysoka inflacja to wstrząsy wtórne po wydarzeniach z 2022 i 2023 roku. Wiele cen, które były zamrożone w tamtym okresie jest stopniowo odmrażanych i dlatego mamy opóźniony efekt wzrostu inflacji. Nie wynika on z popytu w gospodarce. Nadal wzrost PKB jest poniżej potencjału, a oczekiwania inflacyjne są stabilne. Natomiast stopy procentowe są wysokie, nie tylko w porównaniu ze średnią historyczną i innymi krajami, ale też wobec tzw. stopy neutralnej. I wbrew temu co twierdzi prezes banku centralnego mają wpływ na inwestycje.
Oczywiście fakt, że niepewność nie powinna być argumentem za wstrzymywaniem się z decyzjami, nie oznacza, że nie należy jej brać pod uwagę w gospodarczych scenariuszach. Pokój w Ukrainie na rosyjską modłę mógłby zwiększyć awersję do ryzyka w Europie Środkowowschodniej. A to z oznacza problemy z napływem zagranicznego kapitału, czy kursem złotego. Pogarszające się nastroje amerykańskich przedsiębiorstw mogą sygnalizować ryzyko amerykańskiej recesji. Co może odbić się czkawką na całym świecie i już dziś psuje nastroje na giełdach. Ale będzie też testem determinacji Donalda Trumpa w kontynuowaniu wojen celnych.
