Kilku ministrów rolnictwa UE, w tym polski, sprzeciwia się wprowadzaniu rynkowych zasad na europejskim rynku cukru już w 2007 r.
Dzięki wpływowemu lobby, na tańszy cukier będziemy musieli poczekać trochę dłużej. Wiele wskazuje na to, że reforma tego rynku, którą zaproponowała Komisja Europejska, czyli redukcja w ciągu dwóch lat (od 2007 r.) — o 39 proc. minimalnej ceny cukru oraz o 42,6 proc. ceny buraków, zostanie storpedowana. O zablokowanie zmian, przy aplauzie protestujących organizacji producenckich, walczyło kilku spośród dwudziestu pięciu obradujących w Brukseli ministrów rolnictwa UE, w tym portugalski, hiszpański, irlandzki, grecki i fiński, do których dołączyli Włosi i Polacy. Reprezentujący nasz kraj Jerzy Pilarczyk, minister rolnictwa, jeszcze przed spotkaniem obiecał ponad 300 protestującym w Brukseli polskim producentom, że zgłosi weto.
— Założenia reformy powodują, że dochody polskich rolników mogą obniżyć się o połowę, dlatego są oni zadowoleni ze stanowiska polskiego rządu. To jest także zgodne z naszym oczekiwaniem — podkreśla Tadeusz Kinach, prezes Regionalnego Związku Zrzeszeń Plantatorów Buraków Cukrowych przy Śląskiej Spółce Cukrowej.
Międzynarodowa Konfederacja Plantatorów Buraków Cukrowych (CIBE), organizator demonstracji, ocenia, że reforma może doprowadzić w ciągu dwóch-trzech lat do bankructwa około 120 tys. producentów buraków cukrowych.
Jest też druga strona medalu.
— Ograniczenia zaproponowanych rozwiązań będą oznaczały dalsze utrzymywanie zawyżanych cen cukru, narażanie konsumentów na wysokie koszty oraz dumping europejskiego cukru na światowych rynkach — wyjaśnia Andrzej Gantner, szef Polskiej Federacji Producentów Żywności.
Zmiany, i to jeszcze w tym roku, będą jednak konieczne. Po skardze złożonej przez m.in. Brazylię i Tajlandię, WTO nakazała UE zaprzestania subwencji do eksportu unijnego cukru. Produkcja cukru w UE wynosi 17,4 mln ton rocznie, z czego Polska produkuje 2 mln ton.