W marcu, gdy w WIG20 pojawią się kolejne dwie spółki energetyczne (Energa i Enea) oraz Cyfrowy Polsat, jako przedstawiciel branży medialnej, indeks blue chipów stanie się jeszcze bardziej defensywny, niż był.

Nie ma to jednak żadnego znaczenia ani dla polskich inwestorów instytucjonalnych, ani tym bardziej dla globalnych graczy. Ci drudzy, zdaniem Łukasza Hejaka, zarządzającego z Investors TFI, nie zwracają uwagi na skład lokalnych indeksów, lecz na zmiany w globalnych benchmarkach, takich jak np. MSCI Poland. Podobnego zdania jest Adam Woźny z Amundi TFI, który dodaje, że dla inwestorów zagranicznych istotna jest płynność poszczególnych spółek.
— To, czy dana firma znajduje się w danym indeksie, nie musi być warunkiem podjęcia decyzji inwestycyjnej. Postrzeganie naszej giełdy będzie się zmieniać ze względu na poprawiające się wyniki spółek notowanych na GPW, a nie z powodu przetasowań w składach indeksów — dodaje Adam Woźny.
Miejsca Enerdze, Enei i Cyfrowemu Polsatowi ustąpiły Kernel, JSW i Lotos. Adam Woźny uważa, że wypadnięcie z indeksu dwóch pierwszych spółek może spowodować, że te słabe fundamentalnie firmy już całkiem stracą zainteresowanie inwestorów. Broni się jedynie Lotos, któremu może pomóc poprawiające się otoczenie rynkowe.
— Napięta sytuacja na Ukrainie z pewnością nie pomoże wzrostowi zainteresowania Kernelem. W przypadku JSW, po chwilowych nadziejach na restrukturyzację i dodatkowe przepływy dla akcjonariuszy, wciąż nie jest ulubieńcem inwestorów. Ryzyko wpływu związków zawodowych i decyzji politycznych w najbliższych miesiącach będzie ciążyło na wycenie rynkowej tej firmy — ostrzega Adam Woźny.