Zmieniona dieta to szansa na zysk

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2008-06-10 00:00

Spada spożycie mąki, mleka i pieczywa. Ale nie oznacza to, że ich producenci są automatycznie skazani na straty.

Polacy polubili ryby i makarony

Spada spożycie mąki, mleka i pieczywa. Ale nie oznacza to, że ich producenci są automatycznie skazani na straty.

Koniec z tradycyjną kuchnią. Polacy coraz chętniej wybierają dietę śródziemnomorską. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS)wynika, że coraz większą popularnością cieszą się ryby — przez ostatnie trzy lata spożycie ich wzrosło o 9,8 proc., a w samym 2007 r. o 7,1 proc. Rosną w siłę także makarony — po spadku przed trzema laty w ciągu dwóch lat ich spożycie zwiększyło się o 5,5 proc. Natomiast po wszystkie inne produkty, o które pytał GUS, sięgamy coraz rzadziej.

Pracowite kluski

Producenci makaronów cieszą się z rosnącego popytu i wierzą w jeszcze lepsze czasy dla branży.

— Przeciętny Polak zjada obecnie około 4 kg makaronów rocznie, a spożycie systematycznie rośnie. Daleko nam co prawda do największych miłośników makaronów — Włochów, którzy jedzą w ciągu roku 28 kg. Średnia unijna też jest wyższa, wynosi 10 kg. Ale idziemy w dobrym kierunku — przekonuje Dorota Liszka z firmy Maspex Wadowice, producenta makaronów Lubella.

Jej zdaniem, rosnąca popularność makaronów to skutek przede wszystkim szerszej oferty produktów.

— Na półkach sklepowych znajduje się coraz więcej rodzajów i kształtów makaronów. Ponadto Polacy, mimo zamiłowania do konserwatywnej kuchni, coraz chętniej poszukują pomysłów na nowe, smaczne i zdrowe dania. Dlatego rynek nadal będzie się rozwijał — uważa Dorota Liszka.

Ryba lubi drożeć

Zwiększony popyt odczuwają też producenci i przetwórcy ryb.

— Wzrost popytu jest wyraźny. Zmieniają się nawyki żywieniowe Polaków. Tak jak kilka lat temu rynek zdobywał nabiał, tak teraz robią to ryby — twierdzi Robert Wijata, dyrektor finansowy giełdowej spółki Graal, producenta konserw rybnych.

Tu jednak nastroje są mniej optymistyczne. Producenci zapowiadają wzrost cen wyrobów rybnych, co może zahamować spożycie.

— Najczęściej wykorzystywane przez polskich producentów gatunki ryb są coraz droższe, a jednocześnie rośnie zapotrzebowanie na nie. Dlatego w najbliższym czasie konsumenci muszą się spodziewać wyższych cen ryb i produktów rybnych. Wzrost nie będzie jednak większy niż innych artykułów żywnościowych, dlatego nie boimy się, że ryby zostaną wyparte przez inne kategorie żywności — mówi Adam Basałaj, prezes firmy FRoSTA, producenta artykułów rybnych.

Białe w niełasce

Największymi poszkodowanymi wydają się natomiast młyny — w 2007 r. skonsumowaliśmy o 17,4 proc. mniej mąki niż w 2004 r.

— Nasze doświadczenia wskazują, że spożycie mąki utrzymuje się na podobnym poziomie, z pewnymi odchyleniami raz w jedną, raz w drugą stronę. Ostatni spadek może mieć więc charakter tymczasowy — uważa Irena Jagielska, rzeczniczka Polskich Młynów.

Szybko kurczy się rynek pieczywa (spadek w ciągu trzech lat o 13 proc.) i cukru (-14,1 proc.), ale też owoców (-15 proc.). Pechowcami są mleczarnie. Kampanie społeczne nakłaniające do picia mleka nie przynoszą skutku — w 2007 r. przeciętny Kowalski miesięcznie wypijał go 3,8 l, choć jeszcze trzy lata wcześniej 4,6 l.

— Nasza firma na szczęście nie zanotowała pogorszenia wyników finansowych, ale spadek popytu na mleko jest bardzo prawdopodobny — w minionym roku jego ceny poszybowały w górę. Niestety, nie będzie ono tanieć, bo koszty produkcji mleka są bliskie granicy opłacalności — komentuje Dariusz Sapiński, prezes Mlekovity.

Zamożni

i wygodni

Andrzej Gantner

dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności

Dzięki wzrostowi zamożności kupujemy po prostu coraz więcej produktów przetworzonych, wygodnych w użyciu i szybkich w przygotowaniu, jak np. makarony, kosztem produktów prostych i mało przetworzonych, jak mąka. Do niedawna wiele osób robiło makaron w domu. Dziś stać je już na kupno gotowego makaronu, podobnie jak na zwiększenie konsumpcji ryb, promowanych jako bardzo zdrowe. Jest to sytuacja korzystna dla firm spożywczych, które zwiększają zyski, sprzedając produkty z coraz większą wartością dodaną i marżą.

Nie wszyscy korzystają z trendu

Wzrost konsumpcji

ryb i makaronów pomaga

giełdowym firmom z branży

zwiększać zarobek.

Ale nie wszystkim.

Z danych GUS wynika, że ryby i makarony należą do grupy produktów spożywczych, których konsumpcja w Polsce rośnie najszybciej. Wydaje się więc, że firmy działające w branży rybnej i makaronowej mogą dzięki temu łatwo zwiększać sprzedaż i zyski. Po przyjrzeniu się wynikom spółek giełdowych okazuje się jednak, że to wcale nie jest takie oczywiste.

W latach 2006-07 zyski udało się zwiększyć wszystkim spółkom rybnym notowanym na warszawskiej giełdzie. Najwięcej potrafił wycisnąć z ich przetwórstwa i sprzedaży Graal, który zarobił na czysto w 2007 r. prawie 16 mln zł, wobec 10,5 mln rok wcześniej. Wynik netto poprawiły też Seko (z 3 do 4,3 mln zł) i Wilbo (z 1,5 do 7,2 mln zł).

O ile jednak Graal i Seko zdołały w tym czasie zwiększyć także sprzedaż (odpowiednio do 330 i 92 mln zł), o tyle Wilbo się to nie udało, i to drugi rok z rzędu. Mimo sprzyjającej koniunktury i rosnącej konsumpcji ryb w Polsce przychody ze sprzedaży Wilbo od 2005 r. stoją w miejscu lub nawet nieznacznie spadają. Od trzech lat firma nie może przekroczyć 180 mln zł sprzedaży rocznie.

Z kolei wzrost konsumpcji makaronów nie przełożył się wcale na rewelacyjne wyniki giełdowych Makaronów Polskich. W ubiegłym roku spółka zwiększyła co prawda zyski i sprzedaż, ale były one znacznie gorsze od oczekiwań. Stało się tak z powodu szybujących cen zboża.

Widać więc jak na dłoni, że korzystne trendy konsumpcyjne nie są gwarancją świetnych wyników dla wszystkich producentów.

Kowalski przechodzi na dietę

Wnioski:

Polacy z każdym rokiem piją mniej mleka. Na szczęście dla producentów jego spożycie nadal jest dość duże.

Dziesięcioprocentowa dynamika spożycia może imponować. Jednak w diecie przeciętnego Kowalskiego ryby nadal zajmują słabą pozycję — to szansa dla branży.

Spożycie mąki wyraźnie spada. Jednak rosnąca popularność makaronów pokazuje, że zmienia się nie gust Polaków,

ale podejście do przygotowywania potraw

Jacek

Kowalczyk