Znaj miejsce w szyku

Jacek Zalewski
opublikowano: 2006-03-17 00:00

Prezes NBP nie tylko jest zdefiniowanym przez PiS, Samoobronę i LPR wspólnym wrogiem, ale wręcz elementem stabilizującym ich chwiejny pakt. Na poziomie strategicznym wśród sygnatariuszy panuje pełna zgoda, ale taktyka zwalczania Leszka Balcerowicza jednak ich różnicuje. Poza tym Prawo i Sprawiedliwość przyznało sobie rolę głównego dania na politycznym stolcu i nie zamierza się choćby okruchem dzielić z przystawkami.

W epoce PRL, gdy funkcjonowała Centralna Komisja Porozumiewawcza Partii i Stronnictw Politycznych, każdy jej udziałowiec znał swoje miejsce w szyku. Była partia sprawująca funkcję kierowniczą, czyli PZPR, oraz stronnictwa sojuszniczo-wasalne, czyli ZSL i SD. I dokładnie tak samo postrzega Radę Sygnatariuszy Paktu prezes Jarosław Kaczyński — przewodnia i kreatywna rola zarezerwowana jest dla niego, dlatego wychodzenie Romana Giertycha czy Andrzeja Leppera przed szyk traktuje jako szkodnictwo.

Uwagi te odnoszę do odcięcia się przez PiS od rzeczywiście skrajnie nieodpowiedzialnego projektu nowelizacji ustawy o NBP, wniesionego w poniedziałek do laski marszałkowskiej przez LPR. Wyrwanie Komisji Nadzoru Bankowego z systemu bankowego pod skrzydła polityków okazało się dla rządu — toczącego z bankiem centralnym ostry prawny bój — nie do przyjęcia. A kilka dni wcześniej PiS nie wsparło innej, równie bezmyślnej inicjatywy LPR — natychmiastowego postawienia Leszka Balcerowicza przed plutonem... pardon, Trybunałem Stanu.

Powodem tych zdroworozsądkowych zachowań zapewne jest pragmatyzm — po prostu rządząca partia stara się już nie podejmować ataków z góry skazanych na niepowodzenie. PiS zdążyło się kilka razy sparzyć i może stało się ostrożniejsze. Dość przypomnieć, jak to niedawno prezes Jarosław Kaczyński absolutnie bezkarnie, bez jakiejkolwiek odpowiedzialności politycznej, zapowiedział projekt tzw. ustawy konstytucyjnej, epizodycznie zmieniającej (oczywiście zwyczajną większością głosów!) Konstytucję RP. Dosłownie po jednym dniu zorientował się jednak, iż taka herezja kompromituje go jako prawnika — i z godziny na godzinę o wszystkim zapomniał. Oby takie same refleksje naszły prezesa PiS w odniesieniu do całego wątku bankowego...