Znalazłem sobie niszę – biznesowe thrillery

Patrycja Pustkowiak
opublikowano: 2023-10-20 15:00

Adam Guz, prezes firmy Raen, zapalony golfista i spec od polskiego rynku finansowego, po pięćdziesiątce postanowił wykorzystać swoje doświadczenia zawodowe do napisania książki. Druga, „Banksterzy”, doczekała się nawet adaptacji filmowej. Teraz miłośnik literatury i kina, czytający kilkadziesiąt książek rocznie, skupia się na budowie nowej firmy, ale nie zamierza na tym poprzestać.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Ma bogate doświadczenie zawodowe: szef giełdowej spółki Raen z sektora odnawialnych źródeł energii, doradca transakcyjny specjalizujący się w transakcjach M&A (fuzje i przejęcia) przez lata prowadził też butik inwestycyjny i zasiadał w zarządach spółek giełdowych. Choć jest miłośnikiem literatury i zagorzałym czytelnikiem, nie sądził, że sam zajmie się pisaniem, jednak po pięćdziesiątce zaczął pisać i opublikował dwie powieści. Jedna została nawet sfilmowana. Tłumaczy, że w przewrotny sposób to miłość do golfa pozwoliła mu je napisać.

— Moje życie dzieli się na czas w sezonie, gdy można grać w golfa, i po sezonie, kiedy się nie gra. Wtedy szukam sobie innych zajęć. W ten sposób trafiłem na warsztaty literackie. Jak to się stało? Zawsze lubiłem czytać, ale moja wiedza na temat literatury i pisania była dość chaotyczna. Pomyślałem, że ją uporządkuję. Znalazłem w internecie informację o warsztatach literackich prowadzonych przez Jakuba Winiarskiego i zapisałem się na nie. Na kolejne zajęcia kazał napisać kilka stron tekstu. Na początku mnie to przeraziło, bo ostatni raz robiłem coś takiego w ogólniaku, ale Jakub tak nas mobilizował, że się przełamałem. Kolejny stres przeżyłem, kiedy trzeba było przeczytać to na głos. Potem uparłem się, żeby napisać powieść — opowiada Adam Guz.

Zrobił to w ekspresowym tempie — zaczął we wrześniu, a w grudniu już skończył.

— Nie miałem problemów z łączeniem pracy z pisaniem, choć często robiłem to kosztem nieprzespanych nocy. Był to trudniejszy moment w moim życiu osobistym i potrzebowałem oczyszczenia, jak na terapii. Poza tym sam proces twórczy jest bardzo ciekawy, szczególnie gdy nadchodzi moment, w którym to postać prowadzi cię przez książkę — mówi Adam Guz.

Twórczość zaczyna się po pięćdziesiątce

Jego debiut, powieść „19 dołków, czyli jak ukraść spółkę”, powstała w 2017 r. Łączyła wątki biznesowe i golfowe, by pokazać, że obie dziedziny są do siebie podobne, wymagają bowiem koncentracji i opanowania. Tyle że — jak tłumaczy Adam Guz — golf jest dla dżentelmenów, a z biznesem bywa różnie, najczęściej obowiązują w nim prawa przeczące moralności. I właśnie one są bliskie głównemu bohaterowi książki, prezesowi Jarosławowi Wiśni, który po trupach dąży do władzy i sukcesu.

— Dlaczego tak późno się tym zająłem? Dobre pytanie. Okazuje się, że świat się nie kończy po pięćdziesiątce. Sam zostałem w tym wieku ponownie ojcem. Joanna Szumska, moja znajoma, dopiero wtedy zaczęła malować i osiągnęła wielki sukces. Wcześniej skończyła liceum plastyczne i zajmowała się sztuką, ale potem doszła proza życia, rodzina i okazało się, że mogła wrócić do swoich pasji dopiero w wieku średnim. Sam chyba potrzebowałem w tym momencie życia jakiejś zmiany, czegoś nowego. Warsztaty literackie pomogły mi się przełamać — tłumaczy Adam Guz.

Szybko znalazł wydawcę — wydawnictwo Novae Res. Ale ambicje świeżo upieczonego pisarza były większe.

— Marzyłem też o wydaniu książki w USA. Na własną rękę szukałem agenta i z jednym toczyłem nawet zaawansowane rozmowy — okazało się, że łączy nas pasja golfowa. Podbicie obcego rynku okazało się na razie za trudne. Nie składam jednak broni. Myślę, że jako autor thrillerów biznesowych znalazłem sobie pewną niszę. Thrillery medyczne czy prawnicze są popularne, ale nie ma wielu autorów tworzących biznesowe — uważa Adam Guz.

Od literatury do filmu

Odkładając na później plany podboju amerykańskiego rynku, Adam Guz skupił się na drugiej książce. Po głowie chodziła mu powieść „Banksterzy”. Ubrany we wciągającą fabularną historię rodzaj rozliczenia z — jak mówił w jednym z wywiadów — tymi, którzy zalali nasz rynek frankowymi kredytami i toksycznymi opcjami, zatruwając społeczeństwo na długie lata.

Zanim jednak na dobre rozkręcił się z pisaniem, odebrał pewien telefon.

— Dzwonił producent filmowy. Przeczytał gdzieś recenzję mojej pierwszej książki, zainteresowała go, kupił ją, przeczytał i do mnie zadzwonił, bo zaczął myśleć o tym, by wspólnie zrobić film. Pomyślałem, że to spóźniony prima aprilis. Doszło jednak do spotkania z panem, jak się okazało, trochę jakby wyjętym z poprzedniej epoki. Chodził z gazetami pod pachą, czytał książki — wspomina Adam Guz.

Razem uznali, że tematyka pierwszej powieści, w której była mowa o rynku kapitałowym, jest zbyt hermetyczna dla potencjalnych widzów. Opowieść o nieprawidłowościach w działaniu banków i tonących frankowiczach, nad którą doradca transakcyjny i pisarz zaczął już pracować, miała większy potencjał. W końcu rzecz dotyczyła 750 tys. polskich rodzin. Od tego czasu zaczął rozwijać oba pomysły równocześnie.

— Kupiłem podręcznik „Jak napisać scenariusz”, przeczytałem sporo scenariuszy amerykańskich i zacząłem stukać w klawisze. Wykorzystywałem każdą wolną chwilę — na przykład w czasie podróży biznesowych do Białegostoku pisałem w pociągu czy w hotelu. Powstało kilka wersji scenariusza. Praca przy filmie ma to do siebie, że trzeba współpracować, dokonywać zmian. W wyniku narad z producentem musiałem na przykład dodać do opowieści konflikt damsko-męski, z czego, jeśli mam być szczery, nie jestem do końca zadowolony — mówi Adam Guz.

Warto grać w golfa

„Banksterzy. Historia, której boją się banki” w wersji książkowej i filmowej miały niemal jednoczesną premierę — jesienią 2020 r.

— Mieliśmy pecha — film wszedł na ekrany w czasie pandemii, tydzień przed kolejnym lockdownem. Na premierę ludzie poszli, a potem nie mieli już jak go oglądać — przyznaje Adam Duz.

Choć oczywiście żałuje, to jednak nie aż tak bardzo, bo nigdy nie miał planów, by na swojej twórczości zarabiać. Traktuje ją jak hobby. Kultura jest z nim od zawsze.

— Dużo czytam — rocznie około pięćdziesięciu książek. Po przeczytaniu „Ksiąg Jakubowych” wieszczyłem Tokarczuk Nobla. To była szokująco piękna literatura i pierwsza jej książka, którą czytałem. Później przeczytałem pozostałe. Cenię Orhana Pamuka, Amosa Oza… Kocham też filmy, do kina chodzę nawet dwa dni w tygodniu — mówi Adam Guz.

Przez chwilę nawet interesował się sztuką i uczestniczył w aukcjach, na których polował na obrazy wschodzących artystów, ale tak naprawdę zawsze marzył o kupnie pracy Zdzisława Beksińskiego.

— Kiedyś, gdy kosztowały około 100 tys. zł, mogłem się zastanawiać, czy czegoś nie kupić. Obecnie, przy cenach minimum 600 tys., są poza moimi możliwościami. Nie wspominając o tym, że trudno na nie trafić — mówi Adam Guz.

Zawsze jednak pozostaje mu ukochany golf, który nazywa najpiękniejszym sportem.

— Już samo to, że odbywa się na świeżym powietrzu, jest świetne. Poza tym w golfie trzeba precyzji, koncentracji, każde uderzenie jest wyzwaniem. Kiedyś siedziałem na polu golfowym pięć dni w tygodniu, teraz już tylko dwa — śmieje się golfista.

Przyznaje, że chwilowo pasje zeszły jednak na dalszy plan. Musi skupić się na nowych wyzwaniach zawodowych.

— Weszliśmy znowu na giełdę przez tzw. odwrotne przejęcie, a to nie jest prosty proces. Budujemy firmę wraz z zespołem. To kolejne wyzwanie, jakie mnie czeka — zbudować firmę o wartości 100 mln zł, a docelowo 100 mln EUR. Oczywiście wciąż dużo czytam, ale pisanie musiałem na razie odłożyć. Wydaje mi się, że coś jeszcze powstanie. Czuję jednak, że będzie to raczej scenariusz, a nie powieść. Chyba ten rodzaj pracy — z konspektem i narzuconą dyscypliną — bardziej mi odpowiada — twierdzi Adam Guz.