Znani sadownicy idą pod młotek

Roja nie wywalczyła sanacji i czeka na likwidację. Syndycy sprzedają też aktywa Jabłuszka i Owocu Sandomierskiego. Sęk w tym, że kolejki chętnych nie widać

Znane i duże — tak można określić trzy grupy producentów owoców, głównie jabłek, których majątek jest właśnie na różnych etapach sprzedaży. Ostatnia walczyła Roja, mając do końca nadzieję na sanację, ale nie przystał na nią sąd. To było jednak w zeszłym roku.

We wrześniu 2017 r. Roman Jagieliński, prezes
Grupy Producentów Owoców Roja, przyznawał, że sadownicy próbują walczyć ze
słabnącym biznesem jabłkowym dywersyfikując produkcję. Do oferty dokładają
maliny, śliwki i borówki amerykańskie, na które jest większy popyt niż na
jabłka. Roja straciła jednak płynność i czeka na decyzję o upadłości likwidacyjnej.
Zobacz więcej

DYWERSYFIKACJA NIE POMOGŁA :

We wrześniu 2017 r. Roman Jagieliński, prezes Grupy Producentów Owoców Roja, przyznawał, że sadownicy próbują walczyć ze słabnącym biznesem jabłkowym dywersyfikując produkcję. Do oferty dokładają maliny, śliwki i borówki amerykańskie, na które jest większy popyt niż na jabłka. Roja straciła jednak płynność i czeka na decyzję o upadłości likwidacyjnej. Fot.Janek Skarzynski-AFP-East News

— Nie jesteśmy więc w sanacji, ale też ciągle nie jesteśmy w upadłości likwidacyjnej i trwamy w dziwnym zawieszeniu. Działalność operacyjną zawiesiliśmy wraz z ostatnim dniem listopada 2017 r. Wyznaczono nam nadzorcę sądowego. Wyceniono nasz majątek na około 150 mln zł, a długi na około 50 mln zł i stwierdzono, że stać nas na to, żeby upaść. Czekamy na decyzję sądu i w dalszej perspektywie należy się spodziewać wyprzedaży naszych aktywów — mówi Roman Jagieliński, prezes spółki Roja.

Tanie jabłuszko…

W czasach świetności spółkę tworzyło 54 producentów jabłek mających 1,1 tys. hektarów upraw sadowniczych. Roman Jagieliński był w latach 90. ministrem rolnictwa, ale później cały czas aktywnie działał i wypowiadał się w kwestiach rolniczych, nierzadko w kontekście problemów sadowników. Później, już nie publicznie, lecz ubiegając się o sanację, Roja wyjaśniała, że w kość dało jej rosyjskie embargo i związane z nim niskie ceny owoców, zakaz zbywania części majątku (który był kupiony dzięki funduszom unijnym i przez to przez określoną liczbę lat nie może zostać sprzedany), wypowiedzeniem pożyczek i niemożliwością ściągnięcia zaległości od upadłego kontrahenta — Jabłuszka, swego czasu również jednej z bardziej znanych grup, chwalącej się m.in. znaczącą obecnością na rynkach skandynawskich. Roman Cybulski, szef Jabłuszka, przekonywał jeszcze kilka lat temu, że co dziesiąte jabłko zjadane w Norwegii pochodzi właśnie od jego sadowników. Teraz syndyk Jabłuszka obniża cenę i zachęca do jego nabycia w kolejnych przetargach. Ostatnie, z początku września tego roku, pozostały nierozstrzygnięte.

— Nie wpłynęły żadne oferty. Do wzięcia są dwie zorganizowane części przedsiębiorstwa — wyposażone w maszyny sortownia z chłodnią i biuro w Drwalewie oraz chłodnia w Stemplewie. Przetargów należy spodziewać się pod koniec roku. Ceny zostaną obniżone — mówi Wojciech Kapusta, syndyk Jabłuszka.

Przez dwa lata majątek bankruta dzierżawił Rajpol. Zakupem nie jest jednak zainteresowany.

— Poszliśmy inną drogą i dołączyliśmy do grupy, która miała odpowiednią infrastrukturę, więc do przetargów nie będziemy stawać — mówi Hubert Woźniak, prezes Rajpolu.

... likwidowany owoc

Zakłady Jabłuszka to niejedyna oferta z branży. Nierozstrzygnięty pozostał kolejny przetarg na dzierżawę majątku po innym upadłym — Owocu Sandomierskim, którego jeszcze niedawno miał uratować hinduski inwestor i wznowić produkcję w zakładzie, jeszcze niedawno, jednej z największych grup w kraju. O spółce z Indii zainteresowanej dzierżawą donosiła w lutym kielecka „Gazeta Wyborcza”. Jednak kilka miesięcy później, bo w lipcu, pojawiło się ogłoszenie syndyka zapraszające do składania ofert na dzierżawę sortowni jabłek, tłoczni soków i komór chłodniczych. Joanna Pelak, syndyk Owocu Sandomierskiego, nie chce udzielać informacji o losach tego postępowania. Deklaruje jednak, że „przystępuje do likwidacji majątku” w „nieodległym czasie”.

Dlaczego nikt nie jest zainteresowany kolejnymi obiektami po upadłych sadownikach? Zdaniem Huberta Woźniaka, kto potrzebował takiej infrastruktury, to sam ją postawił.

— Ponadto ceny w przetargach są zbyt wysokie — twierdzi szef Rajpolu.

— Obrót jabłkami to bardzo ciężki kawałek chleba, ceny w ostatnich latach raczej zniechęcają, niż zachęcają do działalności — dodaje Michał Lachowicz, prezes Grupy Producentów La Sad.

 

4,48 mln ton Tyle mają wynieść w tym roku zbiory jabłek w Polsce. W 2017 r. było to 2,9 mln ton, a w 2016 r. — 4 mln ton — wynika z danych The World Apple and Pear Association.

 

OKIEM BRANŻY

Nastąpił regres

MIROSŁAW MALISZEWSKI, prezes Związku Sadowników RP

Upadłości, a potem brak zainteresowania zakupem majątku tylko potwierdzają poważny kryzys w branży. Obecne tu podmioty nie mają funduszy, żeby go nabyć, albo perspektyw zwyżek, które uzasadniałyby takie inwestycje. Eksport się nie rozwija, stawki płacone za jabłka są niskie. Co jeszcze gorsze — cofamy się w rozwoju branży, bo spada liczba owoców sprzedawanych przez zorganizowane grupy producenckie. Sadownicy częściej korzystają z firm pośredniczących dostarczając im owoce, zamiast wspólnie sprzedawać towar z większą wartością dodaną i w najlepszym dla siebie momencie — a więc sami sortować jabłka, przechowywać je w chłodniach. Tym samym zaczynamy znowu dostarczać produkt z mniejszą wartością dodaną, a upadłości kolejnych grup tylko to pogłębiają.

 

Remedium na bolączki

Polska to największy producent jabłek w Unii Europejskiej. Włochy, czyli producent nr 2, wypuszcza na rynek co roku dwukrotnie mniej jabłek niż my, bo około 2 mln ton. Kolejni są Francuzi z wynikiem około 1,5 mln ton. Polskie wolumeny sprzedawały się tak długo, jak otwarty był rynek rosyjski, kryzys nastąpił wraz z embargiem i próbą szybkiego znalezienia zastępczych rynków zbytu. Odbiorcy z innych stron świata mają jednak odmienny gust i wymagania jakościowe (np. odnośnie odmian jabłek i ich kwasowości, wielkości czy wybarwienia). W efekcie po kilku latach szumnego ogłaszania kolejnego otwierającego się na polskie jabłka kraju sadownicy przyznają, że eksport wcale nie ma się świetnie, a część sadów należałoby po prostu wykarczować. W tle pojawiają się dyskusje o słabej organizacji rynku i niedopasowaniu struktury podaży (jabłka deserowe i przemysłowe oraz konkretne odmiany) do popytu. To jednak właśnie grupy producenckie w miejsce małych, niezorganizowanych sadowników postrzegane są jako remedium na bolączki rynku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Znani sadownicy idą pod młotek