Znikające miliony na wokandzie

  • Piotr Nisztor
opublikowano: 07-05-2013, 00:00

Była agentka Avivy jest oskarżona o wyłudzenie aż 7,2 mln zł. Straty liczy ponad 90 klientów.

5 czerwca przed Sądem Okręgowym w Przemyślu ma ruszyć proces 26-letniej Magdaleny B., byłej agentki ubezpieczeniowej. Zdaniem śledczych, miała ona wyłudzić od klientów aż 7,2 mln zł. Prokuratura — mimo wnikliwego śledztwa — nie trafiła na ślad pieniędzy.

Szanse na ich odnalezienie są bardzo małe. Oprócz Magdaleny B. na ławie oskarżonych zasiądą też Marek P., były dyrektor w grupie Aviva, oraz Mateusz Ż., były agent ubezpieczeniowy. Zdaniem pokuratury, obaj pomagali kobiecie w prowadzeniu przestępczej działalności. Całej trójce grozi do 10 lat więzienia. Nie wiadomo jednak, czy do pierwszej rozprawy faktycznie dojdzie. Przeszkodą mogą okazać się kwestie logistyczne.

— Każda z ponad 90 osób poszkodowanych w sprawie musi odebrać zawiadomienie o dacie rozpoczęcia procesu. Jeśli chociaż jedna z nich tego nie zrobi, wówczas rozprawa się nie odbędzie — mówi Małgorzata Reizer, rzecznik przemyskiego sądu. Śledztwo w tej sprawie od lutego ubiegłego roku prowadziła Prokuratura Okręgowa w Przemyślu. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożyła grupa Aviva.

— Przekazaliśmy prokuraturze wszystkie dokumenty i współpracowaliśmy z nią w czasie śledztwa. Otrzymaliśmy w tej sprawie także status pokrzywdzonego. Podjęliśmy też wszelkie działania, aby chronić klientów. Dalsze rozstrzygnięcia są w rękach wymiaru sprawiedliwości — mówi „PB” Bohdan Białorucki, rzecznik prasowy grupy Avivy. Przemyscy śledczy błyskawicznie wzięli się do pracy. Dzięki temu szybko ustalili, że Magdalena B. oferowała klientom bardzo atrakcyjne inwestycje o wysokiej stopie zwrotu w fikcyjne instrumenty finansowe. Pieniądze przyjmowała pod szyldem firmy Aviva. Wystawiała nawet potwierdzenia ich wpłaty na papierze firmowym grupy. Dokumenty nie były jednak nigdzie rejestrowane, a pieniądze klientów nigdy nie trafiły do Avivy. W ten sposób Magdalena B. miała oszukać ponad 90 klientów.

— Trzy osoby wpłaciły od 520 tys. do 548 tys. zł. Kolejne trzy wpłaty wynosiły od 300 tys. do 500 tys. zł. Piętnaście osób wpłaciło od 100 tys. do 300 tys. zł. Pozostałe osoby — od 2 tys. do 100 tys. zł — informuje przemyska prokuratura. Problem jednak w tym, że śledczym nie udało się ustalić, gdzie zostały ukryte pieniądze. Według Zbigniewa Ćwiąkalskiego, byłego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, szanse na ich odnalezienie są bliskie zeru.

— Doświadczenie uczy, że raczej się nie znajdą. Tym bardziej jeśli nie udało się ich odnaleźćna etapie postępowania przygotowawczego — podkreśla prawnik.

Sama Magdalena B. podczas przesłuchań nie tylko nie ujawniła, gdzie znajdują się miliony, ale przekonywała, że z procederu nie czerpała żadnych zysków. Nie przyznała się też do winy. Od 1 marca ubiegłego roku kobieta przebywa w areszcie. Początkowo sąd zgodził się, że może wyjść na wolność po wpłaceniu poręczenia majątkowego wysokości zaledwie... 40 tys. zł. Sąd Apelacyjny przychylił się jednak do zażalenia prokuratury i stwierdził, że kobieta może opuścić areszt dopiero po wpłaceniu 400 tys. zł. Do dziś pieniądze w tej wysokości nie wpłynęły.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Nisztor

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu