Znów sięgają nam do kieszeni

Eugeniusz Twaróg, Jacek Kowalczyk
opublikowano: 07-01-2011, 00:00

Nie podatek bankowy, lecz opłata. Nie do budżetu, lecz do specjalnego funduszu. Jedno i drugie banki oceniają krytycznie.

Przygotowując się na kolejny kryzys, Ministerstwo Finansów ściągnie dodatkowe pieniądze z banków

Nie podatek bankowy, lecz opłata. Nie do budżetu, lecz do specjalnego funduszu. Jedno i drugie banki oceniają krytycznie.

Banki muszą być przygotowane, że jeszcze w tym roku Ministerstwo Finansów ściągnie z nich specjalną daninę. Zapowiedział to wczoraj Jacek Rostowski, szef resortu finansów, w radiowych "Sygnałach dnia".

— Podatek pojawi się, może nawet w tym roku — powiedział minister Rostowski.

Tłumaczył, że w Polsce nie mieliśmy kryzysu finansowego — tak jak w wielu innych krajach Europy, szczególnie Europy Zachodniej — dlatego że mamy zdrowe banki.

— Ale powinniśmy się przygotowywać na przyszłe potencjalne kryzysy — powiedział Jacek Rostowski.

Opłata nie podatek

Mimo że szef resortu sam używa określenia "podatek bankowy", to nowa opłata nie będzie miała fiskalnego charakteru.

— Podatek bankowy nie będzie szedł do ogólnej puli budżetowej, tylko będzie odkładany w specjalnym funduszu, z którego będzie można w przyszłości ratować banki, których upadek zagroziłby oszczędnościom wielu obywateli — powiedział minister Rostowski.

Nie wyjaśnił, w jaki sposób liczona byłaby opłata i ile pieniędzy trafiłoby do funduszu, ani kto miałby nim zarządzać. W październiku ubiegłego roku minister Rostowski mówił, że podatek bankowy powinien trafić do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG), który administrowałby zebranymi funduszami.

Przecież mamy BFG

Bankowcy krytycznie oceniają pomysł opodatkowania branży. Są też bardzo sceptyczni wobec planów zbierania funduszy na wypadek kolejnego kryzysu.

— Należy zadać sobie pytanie o odpowiedzialność nadzoru finansowego i państwa, które nadzór kontroluje. Po to powstała ta instytucja, żeby chronić rynek przed skutkami ewentualnych błędów w zarządzaniu bankami. Tymczasem państwo za pieniądze banków utrzymuje nadzór i BFG, a teraz dodatkowo chce stworzyć bezpieczny bufor, jeśli sprawy przybiorą zły obrót — mówi Krzysztof Kalicki, prezes Deutsche Bank Polska, były wiceminister finansów.

Wojciech Sobieraj, prezes Alior Banku, nie widzi celowości powoływania specjalnego funduszu ubezpieczeniowego dla banków, skoro działa już BFG.

— Jestem w stanie zrozumieć działania zmierzające do zwiększenia bezpieczeństwa sektora poprzez podwyższanie składki na BFG. Nie wierzę jednak w celowość rządowych funduszy. Mamy fundusz drogowy, a drogi nie powstają. Obawiam się, że to samo stanie się z podatkiem bankowym — mówi Wojciech Sobieraj.

Dodajmy, że od tego roku składka płacona przez banki do BFG wzrośnie dwukrotnie, do 720 mln zł w związku z podwyższeniem gwarancji dla depozytów bankowych do równowartości 100 tys. EUR.

Marek Juraś, szef departamentu analiz, strateg giełdowy Unicredit CAIB, również niespecjalnie widzi sens tworzenia dodatkowych zabezpieczeń dla branży finansowej. Po pierwsze, dlatego, że dobrze działają już istniejące mechanizmy w rodzaju KNF oraz BFG, po drugie — wkrótce pojawią się nowe.

— Przygotowywane są nowe normy przez komitet bazylejski, dotyczące wymogów kapitałowych. Sprawią one, że banki będą dużo bardziej bezpieczne niż obecnie, nie będą mogły działać na tak dużym lewarze jak dziś — mówi Marek Juraś.

Rząd już nieraz użył rezerw na bieżące wydatki

Rząd nie będzie miał dostępu do pieniędzy z podatku bankowego? Ekonomiści mają wątpliwości.

Minister Jacek Rostowski przekonuje, że pieniądze zebrane z podatku bankowego nie trafią do budżetu państwa, lecz będą odkładane na specjalnych kontach i zostaną wypłacone tylko w czasie ewentualnego kryzysu bankowego w Polsce. Ekonomiści mają jednak wątpliwości, czy rząd rzeczywiście będzie trzymał się od pieniędzy z daleka. Jacek Rostowski w ostatnich miesiącach kilkakrotnie sięgnął po pieniądze z analogicznych, teoretycznie odrębnych od budżetu funduszy.

Wydawać nie swoje

— To szokująca wypowiedź ministra Rostowskiego. On wie najlepiej, jak wydawać pieniądze z tzw. specjalnych kont na bieżące wydatki budżetowe. Dokładnie na tej samej zasadzie zakładane były OFE czy Fundusz Rezerwy Demograficznej (FRD), ale nie przeszkodziło to ministrowi sięgnąć po gromadzone tam pieniądze — mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

W sierpniu 2010 r. rząd zdecydował, że przeznaczy całą zebraną w FRD kwotę (7,5 mld zł) na finansowanie bieżących emerytur. Pod koniec grudnia 2010 r. premier Donald Tusk poinformował, że odbiera OFE dwie trzecie składki. Ponadto pieniądze trafiające do ZUS odkładane mają być na "specjalne konta", ale w praktyce mają być przekazywane na wypłatę bieżących emerytur (w ZUS zostaną tylko wirtualne zapisy zobowiązań państwa wobec ubezpieczonego). Zarówno pieniądze w FRD, jak i w OFE miały łagodzić skutki niżu demograficznego za 20-30 lat.

— Zapobiegliwość ministra można by pochwalić, gdyby nie ujawnione w ostatnim czasie jego "zdolności" — mówi Janusz Jankowiak.

Tym bardziej że według ekonomistów, ostatecznie podatek dotknie nie banki, a ich klientów — konsumentów i firmy.

— Banki będą dążyły do tego, by wzrost obciążeń rekompensować sobie wzrostem cen produktów. W konsekwencji podatek zapłacą gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa — mówi Ireneusz Jabłoński, ekonomista Centrum im. Adama Smitha.

Skromne oszczędności

Podatek bankowy to kolejny pomysł rządu zmierzający do zwiększenia obciążeń podatkowych w gospodarce. Od 1 stycznia w górę poszedł VAT, a w podatkach dochodowych zamrożone zostały progi podatkowe, co realnie podnosi wielkość podatków. W dodatku w budżecie na 2011 r. rząd po raz pierwszy zapisał po stronie dochodowej zysk z Narodowego Banku Polskiego. Ekonomiści żałują, że lista reform po stronie wydatkowej jest skromniejsza — składa się głównie z okrojonej wersji ograniczenia zatrudnienia w administracji i reguły wydatkowej (nałożonej zaledwie na 4,5 proc. sektora finansów publicznych). Brakuje na niej natomiast największych potencjalnych oszczędności — reformy KRUS, ograniczenia przywilejów emerytalnych górników czy służb mundurowych.

— W rządzie widać wyraźny opór do ograniczania wydatków. Woli różnymi sposobami podnosić dochody i odkładać problemy w nieokreśloną przyszłość — mówi Wiktor Wojciechowski, ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg, Jacek Kowalczyk

Polecane